TUfast Eco pobija rekord dystansu pokonanego na jednym ładowaniu. To znakomita informacja, choć zapewne kompletnie bez znaczenia.

Jestem wielkim fanem postępu, dał nam mnóstwo dobrych rzeczy – lodówki, aspirynę, samoloty, nawozy sztuczne. Postęp dokonuje się nieprzerwanie, raz szybciej, raz wolniej, ale cywilizacyjnie nie da się już wrócić do starych dobrych czasów, polegających głównie na unikaniu drapieżników, hipotermii i zdobywaniu pożywienia. A ponieważ zostawia to mnóstwo wolnego na wymyślanie ciekawszych rzeczy, studenci Uniwersytetu Technicznego w Monachium opracowali i przetestowali pojazd elektryczny o nieco nerdowskiej nazwie muc022. Po czym pobili nim rekord zasięgu na jednym ładowaniu, podnosząc poprzeczkę o prawie 1000 km względem poprzedniego rekordzisty – pojazdu Phoenix i jego wyniku z 2017 r. Szczere gratulacje i wyrazy uznania dla zespołu TUfast Eco. To naprawdę podnoszące na duchu wiedzieć, że nie wszyscy żacy marnują czas na hulanki, rozpustę i symulowanie nauki w przerwach od dwóch poprzednich zajęć.

muc022 i ekipa TUfast Eco. Nowy rekord zasięgu wynosi 2573,79 km.

Hola hola zły człowieku…

Zanim jednak nudzący się na stacjach ładowania miłośnicy aut elektrycznych strzelą na wiwat korkami od szampana oraz beztrosko wyśmieją obawy posiadaczy spalinowozów o zasięg, warto zauważyć kilka rzeczy. Pojazd-rekordzista to konstrukcja szczególna, składająca się w głównej mierze z baterii – masa całości deklarowana na 170 kg to niemalże waga typowej seryjnie produkowanego akumulatora 15,5 kWh (a taką pojemność deklarują konstruktorzy muc022). Ma cztery koła jak typowy samochód, ale są one rozmiarów bliższych wyczynowym rowerom w obudowie aerodynamicznej. A skoro na rowery zeszło – 400 W silnika to tyle, ile wygeneruje dobrze wytrenowany kolarz. Średnia prędkość w czasie ustanawiania rekordu wyniosła 26 km/h, co może znów budzić skojarzenia z rowerzystami. Wszystko działo się w lotniskowym hangarze i o ile nikt niefrasobliwie lub złośliwie nie otworzył bram na oścież, wpływ wiatru był jakże poręcznie pomijalny. Czy zatem osiągnięcie powinno przepaść w otchłani zapomnienia jako egzotyczna ciekawostka?

rekord zasięgu

Bynajmniej

Pokonano bowiem kolejną granicę możliwości, spełniając tym samym odwieczne dążenie człowieka rozumnego do przekraczania barier i dokonywania przełomów. Uzyskany wynik mimo iście cieplarnianych warunków, w jakich go osiągnięto, zapewni zespołowi miejsce w encyklopediach, a uczestnictwo w projekcie tego typu otworzy niejedne drzwi w branży i to nie na zasadzie „będziesz miał do portfolio”. Nawet jeśli nie uda się już pobić kolejnego rekordu w tym składzie lub tej dziedzinie, to nabyte doświadczenie oraz bliska współpraca z koncernami zaowocują być może na lata. Po coś się na te studia idzie, nawet jeśli głównie żeby pozawierać odpowiednie znajomości i to wcale nieprawda, że na uczelniach tylko bezeceństwa i browary. Brewerie.

rekord zasięgu

Ja rozumiem, że rekord zasięgu i te sprawy, ale wolałbym, żeby logo Audi oznaczało obecność na pokładzie silnika 2.5 TFSI. [RedNacz]

Gdzieś to już było grane

Volkswagen niemal dwie dekady temu zbudował eksperymentalny model 1L, któremu do nazwania „samochodem” było o wiele bliżej niż konstrukcji monachijskich studentów. Współczynnik oporu powietrza wynosił identyczne 0,159, ale do napędu posłużył diesel, z którym wtedy wiązano wielkie nadzieje, postrzegano jako ekologiczny napęd przyszłości i inwestowano w jego rozwój grube miliardy twardej waluty. Udowodniono tym misie… modelem, że można zużyć litr paliwa na pokonanie 100 km, a późniejsze rozbudowanie napędu o układ hybrydowy może jeszcze coś tu pomóc. Wszystko przy masie własnej na poziomie seryjnego Fiata Seicento, do tego z dwoma miejscami siedzącymi i jeszcze bagażnikiem. Minęło parę lat, diesel z ekologicznego przykładnego obywatela stał się wrogiem publicznym numer jeden, Volkswagen dopuścił się brzydkich rzeczy w związku z silnikami na ropę, a model 1L trafił do garstki zbzikowanych kolekcjonerów dziwactw wszelakich.

I co dalej, mały Ekwadorze?

O komercyjnym zastosowaniu pojazdu muc022 lub jego pochodnych póki co nie słychać i zważywszy na szczególne warunki, w jakich osiągnął swój niebanalny rekord, raczej słychać nie będzie. Niemniej na pewno jeszcze nieraz zostanie przywołany jako argument „za” bateriowozami, bo 2600 km brzmi rewelacyjnie, a w szczegóły niewielu będzie chciało wnikać.

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy - dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to