Nissan Elgrand stał się moim głównym pojazdem w 2020 r. i do tego czasu poznaję jego blaski i cienie. Jak można się domyślić, skoro jest moim autem już ponad 3 lata, blasków jest znacznie więcej i, uprzedzając podsumowanie, trudno mi sobie wyobrazić pozbycie się tego samochodu. Opisywany model to PE52, czyli aktualna, trzecia generacja Elgranda.

Zgaduję, że niektórym Czytelnikom od razu nasuwa się pytanie: dlaczego kupić vana?

Odpowiedź była prosta: dzieci, a w zasadzie dziecko #2. Mój poprzedni samochód, Toyota RAV4 2. generacji, nie był w stanie mieć na pokładzie 2 fotelików odwróconych tyłem do kierunku jazdy (wymaganie w Australii, gdzie mieszkam) i jeszcze pozwolić kierowcy i pasażerowi na przesuwanie fotela. Postanowiłem kupić przestronniejsze auto i po pobieżnych oględzinach przestrzeni bagażowej kilku SUV-ów w porównaniu do vana, stwierdziłem że vany nie mają konkurencji.

Przy takim ustawieniu Toyota RAV4 była za mała.

Wiedza bezużyteczna/dygresja: ale RAV4 to duży samochód, jak to nie wejdą dwa foteliki? No właśnie: Toyota RAV4 Mk2 w wersji 5-drzwiowej miała 4195 mm, ale licząc z kołem zapasowym umieszczonym na klapie bagażnika. Aktualny Yaris ma 3940 mm. Czyli w zasadzie to było auto rozmiarów Yarisa. Dla porównania: aktualna Toyota RAV4 ma 4600 mm (!) i nie ma koła zapasowego.

Ale dlaczego Nissan Elgrand?

Powody były dość specyficzne. Przede wszystkim wysokość auta wynosząca 181,5 cm. Otóż garaż w budynku w którym wtedy mieszkałem miał zaledwie 185 cm wysokości (no, 190 cm, ale był tam taki hak pod sufitem). Z aut spełniających te wymogi pozostała na placu boju tak naprawdę tylko Toyota Estima (czyli Previa, albo Tarago) albo właśnie Nissan Elgrand. Toyota Alphard był już ciut za wysoka, poza tym nie byłem do końca przekonany po obejrzeniu naprawdę wielu modeli, czy Alphard naprawdę jest wart ceny Elgranda pomnożonej minimum 2 razy.

Dodatkowym kryterium były tzw. kapitańskie fotele – żeby był dystans pomiędzy pasażerami był większy niż zasięg ramion dzieci. No i przesuwne drzwi – świetne rozwiązanie dla dzieci, oszczędzają stresu na parkingach.

Estima odpadła, bo pomimo świetnego, ustawnego wnętrza i silnika V6, zwykle była sprzedawana ze śliczną, jasną, welurową tapicerką. Niestety, auto kupowały zwykle rodziny, więc nawet egzemplarze o znikomym przebiegu wyglądały w środku STRASZNIE.

Elgrand natomiast, jako auto dla biznesu miał głównie wnętrze ze skórami, albo w ciemnych barwach. Doskonały wybór dla rodziny! Zresztą silnik w Elgrandzie to też V6 – konkretnie wolnossąca jednostka o mocy 280 KM, stosowana w ogromnej liczbie Nissanów (350 Z chociażby).

Nissan Elgrand – co to za auto?

Trzecia generacja Nissana Elgranda jest w produkcji już od 2010 r. i jest najdłużej produkowaną generacją tego modelu. Pierwszy model (o oznaczeniu E50) był w produkcji przez zaledwie 5 lat, natomiast drugi – E51 – 8 lat. Jest to luksusowy van sprzedawany głównie w Japonii i na rynkach Azji południowo-wschodniej. W Stanach sprzedawany jest natomiast Nissan Quest który dzieli platformę z Elgrandem.

Ile i czemu tak dużo?

Auto kupowałem przed pandemią, kosztowało mnie wtedy w przeliczeniu jakieś 43 tys. zł za 9-letni pojazd z przebiegiem około 150 tys. km. Za Alpharda w podobnym wieku i z podobnym przebiegiem musiałbym wyłożyć minimum dwukrotność tej kwoty. Ceny nieco się zmieniły, ale sama relacja pozostaje taka sama: Elgrand jest w zasadzie najtańszym luksusowym vanem.

No i jak?

Przestrzeń. Wygoda. Sporo mocy i kontrola.

Zacznijmy od przestrzeni, a konkretniej – od rozstawu osi

Wsiadając teraz do jakiegokolwiek innego auta osobowego czuję… ciasnotę. Rozmiary Elgranda nie są oszałamiające: długość auta to 4,91 m, szerokość 1,85 m, a wysokość to zaledwie 1,81 m. Haczyk jest jednak gdzie indziej.

Krótka maska i rozstaw osi wynoszący 3 m. To jest tyle samo (a nawet ciut więcej) co w Audi Q7. Z tym że same wymiary nie oddają różnicy biorącej się z kształtu nadwozia.

Nissan Elgrand

W efekcie nawet 3. rząd siedzeń, składany elektrycznie, nadaje się na trasę, a nie tylko jako dojazdowy. Wprawdzie bagażnik nie zostaje zbyt duży, ale ze dwie duże walizki jeszcze wejdą.

Nissan Elgrand

Wygoda, czyli przede wszystkim fotele

Tak auto wygląda w środku. Z perspektywy pasażera z przodu i pasażerów w środkowym rzędzie kapitalne są rozkładane podnóżki. Moje dzieci już w wieku 1,5 roku były w stanie wspiąć się same po nich jak po schodkach na fotele. Inna sprawa, że podróżować na tych fotelach to prawdziwy komfort. Dostęp do tylnego rzędu jest, ale tutaj trzeba pamiętać że auto nie jest wysokie i trzeba się schylić. Ale z tyłu jest naprawdę wygodnie.

Nissan Elgrand

Przyciski na klamkach to drobiazg, ale dopiero jeżdżąc autem bez tego detalu dowiedziałem się, jak mi go brak.

Drobiazg, ale fantastyczny na co dzień. Lekkie naciśnięcie bądź dotknięcie przycisku otwiera drzwi (pod warunkiem że jest w zasięgu klucza). Niesamowicie wygodne z pełnymi rękami (zakupy, czy dzieci). Dzieci też mogą same otworzyć sobie drzwi gdy są w stanie sięgnąć klamki.

Drzwi i klapa otwierane z pilota to też drobiazgi, ale naprawdę ułatwiają życie. Działa to fajnie, w niektórych wersjach (VIP) jest jeszcze elektrycznie opuszczany podnóżek do wejścia do auta. Ja wybrałem zwykłą wersję Highway Star, bo, szczerze mówiąc, akurat niezawodności tego rozwiązania nieco się obawiałem w starszym aucie (choć, odpukać, elektryka działa ok).

Jakość wprawdzie jest dość mieszana (o tym w wadach), ale nie da się ukryć, że po 3 latach posiadania małych dzieci w samochodzie, dywaniki i tapicerka ciągle wyglądają świetnie (po czyszczeniu). Gruba wełna na podłodze, skóry na fotelach – wszystko wygląda na mało zużyte i nie ma żadnych plam (a było ich sporo).

Sporo mocy i kontrola

Dane nt. przyspieszenia są trudniejsze do znalezienia niż mogłoby się wydawać. Zależnie od wersji, Nissan Elgrand 3.5 ma od 280 KM do 300 KM (wersje Autech, a potem już brandowane jako Nismo). Wersja 280-konna podobno przyspiesza do 100 km/h w 7,5-7,7 s.

Czy tak jest? Nie wiem. Ale jest szybkie i zwłaszcza jak na ten rozmiar i wygląd zaskakuje dynamiką.

Napęd domyślnie przekazywany jest na przednią oś, w razie potrzeby można dołączyć 4×4. Auto jest relatywnie niskie, ma szerokie koła i jest dość twarde – więc nie bardzo czuć że to van, zwłaszcza w zakrętach. To może trochę skrajny przykład, ale to zupełnie inna jazda niż np. Volkswagenem T4, gdzie siedzi się wysoko, a dodanie silnika V6 do auta w sumie roboczego, sprawia że jest to, no cóż, robocze auto z V6.

Nissan Elgrand nie ma odpowiednika w świecie budowlanki (niektórzy robotnicy używają E51; poprzednia generacja była bardziej użytkowa, choćby biorąc pod uwagę prześwit czy krawędź załadunku – niską w poprzednim modelu ale wysoką w aktualnym). Elgrand E52 był od początku planowany jako auto do przewozu ludzi. W zasadzie jest to takie przewymiarowane kombi z krótką maską.

Na co dzień mam wciśnięty przycisk „Eco”, więc osiągi są znikome. Natomiast wyłączenie tego trybu zmienia auto kompletnie. Silnik nie ma turbiny, więc przyspiesza bardzo płynnie. Włączanie się do ruchu na autostradzie jest banalne – jedziesz 60 km/h, ma być 120 km/h – naciskasz pedał gazu i momentalnie masz 120 km/h.

Na początku mojego doświadczenia z tym autem miałem sytuację na trasie, gdy młody kierowca w Golfie GTI (tym z 2020 r.) próbował wstrzymywać ruch na drodze szybkiego ruchu – hamując i przyspieszając uniemożliwiając wolniejszym autom wyprzedzenie. Akurat w tym wypadku doceniłem dynamikę, bo wyprzedzenie tego kierowcy nie stanowiło problemu (wprawdzie tamten Golf jest nieco szybszy, ale myślę że rozmiary auta go zmyliły). To nie jest jakie przyspieszenie jak w popularnych w Australii Land Cruiserach – gdy słychać świst turbiny i po chwili auto wyskakuje do przodu. Elgrand po prostu się od razu zbiera przy naciśnięciu pedału gazu. Do tego silnik na pełnych obrotach nieco słychać – i jest to naprawdę miły dźwięk.

Jakie wady ma Nissan Elgrand?

Kilka wad się znajdzie. Nie są to duże rzeczy, ale warto odnotować. Po pierwsze – kształt zbiornika paliwa. Raz zdarzyło mi się unieruchomić auto po zaparkowaniu w dół wzgórza. Miałem może 1/4 paliwa w baku i już nie byłem w stanie uruchomić auta.

No właśnie, paliwo. Nie jest to samochód przesadnie ekonomiczny – w mieście średnie zużycie paliwa to pomiędzy 15 a 17 l/100 km (aczkolwiek 15 l jest spokojnie do osiągnięcia). Mi komputer wskazuje, że średnie zużycie to 6,4 km/l, czyli mniej więcej  15,5 l/100 km liczone w nieco dłuższym okresie. W trasie można zejść nawet poniżej 10 l/100 km, aczkolwiek niewiele.

Nissan Elgrand

To jest normalne zużycie paliwa w tym aucie w cyklu miejskim.

Z tą trasą to w ogóle jest ciekawie, bo samochód z roku 2011 ma już aktywny tempomat, ale jego zakres prędkości kończy się na 110 km/h. W Japonii to wystarcza, w sumie w Australii też, ale już w Europie w trasie wydaje się być bezużyteczny. Pewnie da się to jakoś hackować, ale jak to wpływa na aktywny tempomat to już nie wiem. Raczej nie czułbym się zbyt pewnie po takich kombinacjach.

Druga sprawa to wykończenie wnętrza – w zasadzie to nie chodzi o trzeszczące plastiki, ale sama konsola środkowa w moim aucie popękała od temperatury. Jasne, mechanicy grzebali przy niej, więc nie sądzę żeby to była do końca wina samego samochodu (miałem wymienianą oryginalną nawigację japońską na Androidową, co wymagało zdjęcia całej deski), ale pęknięcia pojawiły się dopiero z rok po wymianie. Nie wygląda to super, niestety.

No i wnętrze – po japońsku. Górna konsola zawierająca opcje nawigacji ma japońskie oznaczenia, co pewnie jest dość niewygodne dla osób o zerowej znajomości kanji. Klima i radio z kolei mają już angielskie. Może wersje na Azję miały angielskie przyciski na górze, ale tego nie wiem. Szczerze mówiąc są one i tak dość zbędne, bo wszystko można kontrolować przez ekran dotykowy, ale miło że są także fizyczne przyciski szybkiego dostępu. Jest też gniazdko (japoński wtyk 100V, nie zapalniczka!) wbudowane pomiędzy fotelami, też niezbyt użyteczne (choć można mieć przejściówkę przy sobie).

Da radę obsłużyć konsolę, ale lepiej dowiedzieć się co znaczą niektóre znaczki.

Trzecia rzecz – dla jednych zaleta, dla innych wada, ale auto jest nisko zawieszone. Prześwit jest dość mały (15 cm), więc jazda po bezdrożach nie jest zbyt przyjemnym doświadczeniem. Piszę to z doświadczenia związanego z zamieszkiwaniem w Australii. Aczkolwiek i tak wjechałem tam, gdzie niby mogą jechać tylko 4×4 (w końcu to też jest 4×4, no nie?).

Ostatnia sprawa, wada jak wada, ale trzeba sobie zdawać sprawę, że pomimo niskich kosztów zakupów i wielu części dzielonych z innymi autami grupy Nissan, części eksploatacyjne będą kosztować. Sam komplet opon do tego auta to ponad 5000 zł.

Werdykt

Myślę o zmianie auta, ze względu na konieczność posiadania trzeciego miejsca w środkowym rzędzie, ale mam problem: na co? Kolejny Elgrand? Trochę nudno, ale rozsądnie. Rozważam dość poważnie, choć jeśli już to może Autech.

Prawdopodobnie jednak zdecyduję na Mitsubishi Delicę D5, bo po prostu ma wyższy prześwit i chcę spróbować czegoś innego. Ale Elgranda polecam każdemu, kto nie chce wydawać zbyt dużych pieniędzy, a mieć komfort którego nie zapewni żaden SUV.

Zdjęcie z czasów pandemii. Sąsiad też lubił auta japońskie, ale był singlem.

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy - dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to