Peugeot 205 był niewątpliwie jednym z największych sukcesów francuskiej marki. Nie dość, że tłukli go przez 15 lat, to był oferowany jako zgrabny kabriolet, pakowny van czy zwinne GTI. Mało tego – nie wiem, czy istnieje wóz, który posiadał więcej edycji limitowanych. Czego tu zatem jeszcze brakowało?
Dobra, po zdjęciu tytułowym i tak wiadomo o co chodzi. Naszego bohatera miejskich dżungli nie dopadła hiszpańska inkwizycja lubująca się w usedanowianiu wszystkiego, co się da (niechaj Renault 7 i Corsa A będą tu przykładem). Zamiast tego, postawiono na praktyczne rozwiązania i zdecydowano się wykonać eksperyment w postaci przedłużenia dachu – a nuż się to komuś spodoba.
No, mi się tam podoba, paru innym świrom pewnie też, ale przede wszystkim podobało się to panom ze studia Pininfarina, którzy sami go narysowali i ulepili. Zrobili to zresztą dosyć prędko, gdyż pokazali go światu już na targach motoryzacyjnych w Turynie w 1984 r. – zaledwie kilka miesięcy po oficjalnej premierze zwykłego 205. Niestety, dumni ze swego dzieła Włosi nie mogli liczyć na aprobatę Francuzów, którzy uznali, że ten projekt to jest całkowicie bez sensu, że będzie wewnętrzną konkurencją dla 305 Break i w ogóle po co żeście to robili.
O samym egzemplarzu wiadomo stosunkowo niewiele. Powstał tylko jeden, całkiem postarany, z widocznymi na zdjęciach tylnymi słupkami pomalowanymi na czarno (dziś całkiem modny zabieg) i minimalistycznie ozdobioną klapą bagażnika. Smutnym i powszechnie potwierdzanym faktem jest to, że prototyp został zniszczony i pozostaje nam się nacieszyć zdjęciami. Pewną ciekawostką jest to, że zanim samochód sprasowano, to zafundowano mu m.in. nowy kolor nadwozia, nowy kolor wnętrza (!), nowe felgi (te na powyższych zdjęciach pochodzą z GTI 1.6, wcześniej auto miało koła z przedliftowego 205 GT), a także przednie kierunkowskazy z przezroczystymi kloszami, co może, choć nie musi wskazywać, że auto istniało jeszcze na początku lat 90., tj. do pojawienia się na rynku 205 po liftingu.
Na tym jednak nie koniec. Ideą rodzinnego 205 zainteresowało się dwóch Belgów, którym praca przy tworzeniu aut nie była obca
Panowie Jean Pirard – spec od renowacji starych Lotusów – oraz Benoît Contreau – mistyczny projektant nadwozi, pracujący m.in. przy wojskowych terenówkach Auverland – zgadali się i zdecydowali, że 205 Break jest potrzebny światu, a szczególnie krajom Beneluksu. Tam właśnie planowali go sprzedawać, wcześniej kupując hatchbacki i przerabiając je do formy docelowej.
O ile nie mogę odmówić talentu panu Pirardowi, który w środowisku lotusiarzy zasłynął budowaniem kompletnych, nowych nadwozi dla modeli takich jak Elan, Elite i Elise S1, o tyle pan Contreau albo degustował czeski metanol, albo kobra królewska trysnęła mu jadem w oko. W każdym razie musiał doznać ataku ślepoty, bo nie wierzę, że da się zerknąć na ten projekt i uznać, że nic piękniejszego nie idzie wymyślić.

Zaletą jeżdżenia Nepalą jest to, że nie trzeba oglądać jej z zewnątrz / fot. Camille Pinet, L’Argus
Całość ratuje jakość wykonania oraz sam zamysł. Nie kojarzę bowiem żadnego kombi, w którym tylne boczne szyby zachodzą aż na dach i spotykają się pośrodku. Powstały dwa prototypy – jeden na bazie czerwonej 205-ki pierwszej serii, a drugi na bazie srebrnego egzemplarza z nowym wnętrzem. Pierwszy najwidoczniej trochę nie wyszedł, ponieważ szybko powrócił do oryginalnego nadwozia, zaś drugi zawitał na targach w Brukseli w 1988 r.
Biorąc pod uwagę datę premiery oraz fakt, że srebrne kombi powstało na bazie 205 GT, pod maską prawdopodobnie pracuje tu 1,4-litrowy silnik XY8 o mocy 79 KM. Prawdopodobnie, ale nie na pewno – uprzejmy jegomość w zamieszczonym poniżej filmie mówi coś o 85-konnym silniku, co po odrobinie przekopywania się przez tabelki sugerowałoby 84-konną jednostkę TU3S – sęk w tym, że podobno była ona w ofercie 205 dopiero od kwietnia 1989 r. Czyli jak to u Francuzów – nic nie wiadomo, a maski to się nikomu otworzyć nie chce, bo po co.

Benoît Contreau podobno fascynował się Himalajami – stąd nazwa Nepala / fot. Camille Pinet, L’Argus
Peugeot 205 Nepala – ponieważ tak nazwano prototyp – też nie doczekał się produkcji seryjnej
W przeciwieństwie do swojego włoskiego odpowiednika nie odstawiono go jednak w kąt i nie zgnieciono prasą. Wóz pozostał w rękach Pirarda, a jego córka nalatała nim ponad 100 tys. km zanim mały wypadek czasowo uniemożliwił jego użytkowanie i schowano go do magazynu, co kilka lat wypuszczając na światło dzienne przy okazji różnorakich spotkań fanów 205-ek.
Po śmierci Pirarda w 2016 r. wystawiono na sprzedaż należący do niego salon, w którym stała i pokrywała się kurzem nie ruszana od dawna Nepala. Na zakup skusił się Mario Müller, ówczesny prezes klubu Peugeotów 205 i 309 w Holandii. Kombi zostało pieczołowicie odrestaurowane i do dziś siedzi sobie w prywatnym muzeum pana Müllera, zajmując miejsce obok innego prototypu – 309 kombi wykonanym przez słynnego Heulieza.

W takim anturażu zastano Nepalę. Obecnie żyje i ma się dobrze. / fot. Camille Pinet, L’Argus
Na tym niestety kończy się historia dwóch kombiaków na bazie 205, które ponoć nie spodobałyby się klientom.
