W trzydziestym szóstym odcinku Ekspresówki przedstawimy renowacje po wielu latach, a także likwidację pewnej popularnej marki zobacz jakiej (Seata – nie robimy tu pewnych rzeczy), zaś żarłoczne gryzonie pokażą ludziom, że jeszcze nie wszystko należy do dwunogich drapieżników. Zapraszamy!
Lamborghini Temerario dołącza do floty włoskiej policji
Nowe Lamborghini Temerario jest hybrydą, choć wygląda jak całkowite zaprzeczenie stereotypowego skojarzenia z tym rodzajem napędu. Tutaj pod maską pracuje widlasta ósemka o pojemności 4 litrów, a w połączeniu z trzema silnikami elektrycznymi moc systemowa wynosi imponujące 920 KM.
Tego typu maszyna nie będzie bynajmniej wykorzystywany przez policję do lansu na jakimś słonecznym bulwarze w urokliwej miejscowości, ale posłuży w szczytnym celu szybkiego transportu organów czy środków medycznych w nagłych przypadkach. Włoska policja korzysta z Lamborghini od 2004 roku – wcześniej były to modele Gallardo oraz Huracán, a w 2023 r. dołączył jeszcze model Urus Performante. W ciągu ponad dwudziestu lat do floty włoskiej policji państwowej trafiło w sumie sześć egzemplarzy Lamborghini, które brały udział w ponad dwustu akcjach transportu organów w całych Włoszech. W wielu przypadkach radiowozy Lamborghini przyczyniły się do ratowania ludzkiego życia, a także uczestniczyły w ponad 1500 wydarzeniach edukacyjnych z zakresu bezpieczeństwa ruchu drogowego, promujących bezpieczną jazdę.
Ence pence ogłoszono Seata zamknięcie
W 2030 roku Seat obchodziłby 80-lecie istnienia, ale na rok wcześniej zaplanowano zamknięcie i likwidację marki. Właściciele aut będą objęci serwisem, zapewniony też będzie dostęp do części zamiennych. Wyniki spółki Seat nie są co prawda rozpaczliwie złe, ale duży wpływ ma tutaj submarka Cupra, odpowiadająca za wzrost sprzedaży o 33 procent, podczas gdy sam Seat zanotował spadek o 17 procent. Przez ostatnie 6 lat pod marką Seat nie ukazała się żadna nowość rynkowa, u polskich dealerów w ofercie jest 3,5 modelu – Ibiza, Leon i Arona, zaś Ateca dostępna jest tylko w niektórych miejscach i nie da się już zamówić nowej sztuki. Najmłodszy z tej grupy Leon debiutował w 2020 roku, najstarsza Ateca w 2016. Wewnętrzną konkurencję stanowi też Skoda i Volkswagen, a zewnętrzną nabierającą rozpędu marki chińskie. W tej sytuacji nie dziwi decyzja podjęta na wysokich szczeblach koncernu VAG, by skupić się na tym, co mile zazielenia Excela.
Brytyjski Jensen powraca po 60 latach z modelem Interceptor GTX
Wbrew nazwie o skandynawskich konotacjach, Jensen jest marką brytyjską i po 60 latach od debiutu poprzedniego Interceptora ukazał miastu i światu prototyp o nazwie Interceptor GTX, napędzany silnikiem V8 od General Motors, o pojemności 6,8 litra i mocy maksymalnej między 960 a 1200 KM. Bliższe szczegóły są póki co niejawne, ale deklaracje zarządu mogą stanowić obietnicę powstania wyścigowego potwora, który w nieco ugrzecznionej cywilnej wersji ma duże szanse trafić na publiczne drogi. I w tej intencji napijmy się kompociku.
Mustang Boss z widlastą dziesiątką poddany renowacji po 25 latach
Mustang Boss 351 powstał w 2001 roku, a nieco tajemnicza kombinacja cyfr w nazwie modelu oznaczała pojemność silnika w calach sześciennych. Konkretnie rozbudowano fabryczną jednostkę Forda 4,6 litra w układzie V8 o dodatkowe dwa cylindry, a co ciekawe modyfikacja spowodowała wydłużenie silnika o zaledwie 10 cm względem standardowej widlastej ósemki. Wówczas uzyskano 426 KM i 542 Nm momentu obrotowego, zaś obecnie po renowacji wynik na hamowni dał ponad 510 KM na kołach. Kiedyś to było i nadal jest, wystarczy chcieć.
REO zapowiada pickupa za 21500 dolarów z nawiewem na miejsca wrażliwe na przegrzewanie
Należący do Zacha De Bernardi, teksańskiego agenta nieruchomości, startup REO obiecuje wypuszczenie na rynek produkowanego lokalnie pickupa w cenie 21500 dolarów, bazującego na prostej mechanice, ramowej konstrukcji oraz obliczonego na co najmniej 800 000 km przebiegu (wychodzą mniej więcej 203 długości Route 66 albo 8 miliardów Big Maców ułożonych jeden za drugim). Taki rodzaj powrotu do lat 90., które wielu określa jako okres szczytowej formy producentów samochodów. Napęd spalinowy ma tu stanowić atut dla sceptycznych wobec pojazdów elektrycznych i towarzyszących im utrudnieniom w uzupełnianiu zasobnika energii tam, gdzie infrastruktura na to nie pozwala i jeszcze długo nie pozwoli. Do tej pory jest raczej standardowa gra na nostalgii o smaku „kiedyś to były czasy, teraz nie ma czasów”, a czynnikiem wyróżniającym jest tutaj zapowiadane umieszczenie osobnego nawiewu z klimatyzacji, skierowanego na dolną część tułowia i uda kierowcy, umieszczonego pod kolumną kierownicy. Kindersztuba zabrania nam dosłownego cytowania slangowych określeń na ten pomysł.
Świstaki sabotują samochody wjeżdżające do parków narodowych Sequoia i Kings Canyon
Nie jest to bynajmniej przejawem nagłego wzrostu inteligencji tych gryzoni, bo wątpliwe, by rozumiały zależność między przegryzionymi przewodami układu chłodzenia a unieruchomieniem samochodu. Faktem pozostaje, że dopuszczają się tego rodzaju aktów wandalizmu, ponieważ jak się wydaje zasmakował im płyn chłodniczy. Kierowcy próbują chronić swoje pojazdy za pomocą plandek, a jeśli coś wygląda głupio, ale działa, to nie jest głupie. Jak by nie patrzeć, to świstaki są tam u siebie, a pomysł na wjazd samochodem prosto do parku narodowego jest amerykański jak piskliwy krzyk orła bielika i parę innych rzeczy.
Mack M100SX z silnikiem o pojemności 29,3 litra wraca na drogi po renowacji
W USA wszystko musi być największe, zatem nie dziwi zbudowana w latach 60. XX wieku ciężarówka Mack M100 SX, napędzana silnikiem Diesla w układzie V12, mocy 1000 KM i pojemności 29,3 litra. Ten konkretny egzemplarz jest jedynym ocalałym z trzech, jakie w ogóle zbudowano i właśnie przeszedł kompleksową renowację, po której znów napełnia okolicę wibracjami i rykiem zdolnym wystraszyć diabła. Zajęło to niemal dwa i pół roku, ale patrząc na rezultat – warto było. Prędkość maksymalna wynosi 46,2 km/h, ładowność przekracza 90 ton metrycznych, a gdyby wjechał do jakiejś SCT, to zająłby ją całą sam.
I tym surrealistycznym akcentem kończymy ten odcinek Ekspresówki. Spalinowa strona mocy jak widać ma się więcej niż dobrze, nawet jeśli przybiera formy supersamochodów w szczytnej służbie albo drogowego Behemota. Pozostaje mieć nadzieję, że REO nie podzieli losu znakomitej większości startupów i nie zawinie się po krótszym niż dłuższym czasie z pieniędzmi inwestorów, tajemniczo zaginionymi w mrokach kreatywnej księgowości. Pieniędzmi, nie inwestorami rzecz jasna. Poza tym to niepowtarzalna okazja, by wypuścić na rynek samochód o nazwie REO Speedwagon.


