W czterdziestym drugim odcinku Ekspresówki nowego Mercedesa skutecznie uruchomi i zaraz potem unieruchomi dziecko, Tesla ogłosi nowy-stary scam, a chińskiej nówki sztuki nikt nie umyje przed wydaniem klientowi, bo i po co. W Boliwii zaś pokażą coś w rodzaju powrotu do przyszłości, tak jak w tych filmach z DeLoreanem. Zapraszamy!
Dziecko uderza w ścianę nowym Mercedesem VLE na targach motoryzacyjnych w Paryżu
Obsługa pojazdu tak łatwa, że poradzi sobie z nią nawet dziecko, może być zaletą jak i wadą. Tutaj krótkie nagranie z samej końcówki zdarzenia, na którym widać kto kierowcą tego, no, był. Ponieważ VLE to model nowy, z pewnością znajdzie się do niego błotnik i być może nawet pomalowany na odpowiedni kolor. Ale może dość już trawestowania sucharów z zamierzchłych początków Internetu.
Mercedes VLE to elektryczny van, który na światowe rynki zacznie trafiać w przyszłym roku. Podstawowy model o oznaczeniu VLE 300 ma pojedynczy silnik elektryczny o mocy 272 KM i może pokonać do 700 km w cyklu WLTP na jednym ładowaniu akumulatora o pojemności 115 kWh. Mocniejsza wersja, VLE 400 4Matic, ma układ napędowy z dwoma silnikami o mocy 409 KM i rozpędza się do 100 km/h w 6,5 sekundy zamiast 9,5 sekundy jak VLE 300. W przygotowaniu jest też klasa V z napędem hybrydowym.
Ferrari F50 z homeopatycznie niskim przebiegiem może osiągnąć cenę nawet 20 milionów dolarów na aukcji
Tenże niski przebieg wynosi zaledwie 170 km (106 mil – dla zwolenników średniowiecznego systemu miar i wag) i jest jednym z powodów, dla których cena wystawionego na aukcję 31 października egzemplarza F50 może osiągnąć arcywysoką cenę 20 milionów dolarów. Ferrari wyprodukowało zaledwie 349 egzemplarzy F50 w latach 1995-1997, a ten konkretny pochodzi z ostatniego rocznika, ma numer fabryczny 334 i numer podwozia 107165. Po 30 latach trwania tego F50 niemalże nieruchomo na parkingu dotychczasowy właściciel zdecydował się sprzedać samochód, który prawdopodobnie trafi na jakiś inny parking na kolejne lata, by pełnić rolę lokaty kapitału i dzieła sztuki na podobieństwo unikatowej rzeźby. Taki już bywa smętny los supersamochodów, produkowanych w małych seriach. Inne F50 z równie śmiesznym przebiegiem 405 km (252 mil) w styczniu tego roku zmieniło właściciela za 12,2 miliona dolarów.
Tesla nie może zagwarantować, że rezerwujący nowego Roadstera w ogóle go dostaną
Zaprezentowany niedawno model Roadstera drugiej generacji można już rezerwować, choć 10 lat temu też można było i wówczas firma nie wywiązała się z umów, mimo że wpłacano zaliczki nawet po 250 tysięcy dolarów. W umowie rezerwacyjnej na stronie internetowej Tesli zapisano, że „Roadster jest wciąż w fazie rozwoju, dlatego nie możemy zagwarantować, kiedy pojazd zostanie dostarczony ani czy w ogóle zostanie dostarczony”. I chociaż Tesla ponownie żąda zaliczki w wysokości do 250 000 dolarów w przypadku topowej wersji, w umowie rezerwacyjnej zaznaczono, że jest to tylko kwota początkowa. Klienci otrzymują jedynie „przybliżone” miejsce w kolejce, jeśli Roadster wejdzie do produkcji.
Producent samochodów zaznacza, że „wciąż pracuje nad opcjami, funkcjami i osprzętem, dlatego nie może jeszcze potwierdzić dokładnej ceny”. Pełne ceny będą dostępne, gdy klienci zostaną zaproszeni do konfiguracji swoich samochodów, twierdzi producent. Obecnie Tesla szacuje, że produkcja rozpocznie się w 2028 roku, ale prawie każdy nowy produkt firmy został opóźniony, a poprzednia wersja Roadstera, pokazana w 2017 r., w ogóle nie trafiła do produkcji.
Ujmując rzecz prawniczym bełkotem, wyczerpuje to znamiona pospolitego oszustwa, doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzania mieniem i tak dalej, ale ponieważ duży może więcej, a klienci nadal nie wyciągają wniosków z przykrych doświadczeń, to żenujący spektakl trwa. Rezerwacje są w pełni zwrotne, a to doprawdy przejaw zbytku łaskawości najjaśniejszej chciwej korporacji, błogosławionej między Excelami.
Chińskie standardy jakości przy wydawaniu nowego MG spowodowały, że klienci nie odebrali samochodu
Na tym nagraniu widać powody takiej decyzji – podwozie fabrycznie nowego egzemplarza jest pokryte warstwą błota i kurzu, tak jakby przygotowania do wydania auta klientowi obejmowały jakąś offroadową ścieżkę na pobliskim poligonie. W bagażniku zgromadziła się też pokaźna warstwa kurzu niewiadomego pochodzenia, a całość sprawia wrażenie, jakby teoretycznie nowiutkim samochodem śmigał wcześniej jakiś beztroski niechluj.
Klienci odstąpili od odebrania auta, ale zadeklarowali ponowne stawienie się po odbiór, dając salonowi czas na zrehabilitowanie się i zatarcie złego pierwszego wrażenia. Stanowi to znamienny komentarz sposobu myślenia tych, którzy decydują się na chińskie samochody. Trochę to na serio, a trochę na żarty – szkoda tylko, że różne dziwne sytuacje zdarzają się też nabywcom aut z reszty świata. Po prostu zawsze dokładnie sprawdź samochód, który odbierasz.
Remont 4,5-kilometrowego odcinka A4 pod Krakowem potrwa do 6 listopada
Wyrób autostradopodobny o nazwie A4 jest w ciągłym remoncie i to żadna nowość ani wielkie zaskoczenie. Owoż może wywołać brak oznakowania poziomego na odcinku między węzłami Kraków Skawina a Kraków Południe, na remont którego GDDKiA zdecydowała się niedawno i który potrwa do 6 listopada. Wymiany wymaga nawierzchnia, zniszczona kołami tysięcy pojazdów, pokonujących ten odcinek każdego dnia, zaś drogowcy prowadzą prace w godzinach od 20 do 6 rano, tak by wprowadzać jak najmniej utrudnień i zamieszania. Zasadne pozostaje tu pytanie, czy prowadzenie remontów tego typu musiało być zaplanowane tak, by idealnie trafić w okolice 1 listopada i towarzyszące temu wzmożone natężenie ruchu? Oraz oczywiście nieodzowną obecność kierowców starszej daty, którzy w tych właśnie dniach wyprowadzają swoje wymuskane cacuszka z garaży, a wobec braku wprawy oraz stanu zdrowia wprowadzają nielichą szczyptę chaosu na drogi. Ale z pewnością mądre głowy w GDDKiA przewidziały to wszystko, no nie? No nie?
Boliwijski rolnik z plastikowych śmieci produkuje paliwo do swoich traktorów
Eston Machaca, boliwijski rolnik z boliwijskiego Altiplano, za pomocą boliwijskiego procesu pirolizy uzyskuje dziennie od 80 do 150 litrów paliwa, którego używa do napędzania swoich maszyn rolniczych. Ceny paliwa w Boliwii, która importuje około 95 proc. krajowego zużycia, sięgają 1,54 dolara za litr, co znacząco podnosi koszty prowadzenia rolniczej działalności. Pan Machaca twierdzi, że cena uzyskanego z odpadów – opakowań, zużytych opon czy oleju – paliwa wynosi od 60 do 86 centów, a to stanowi różnicę niemożliwą do zignorowania. Zmyślnemu rolnikowi życzymy, by nie zawitało do niego kilka tysięcy ton demokracji, zrzucanej z bombowców dalekiego zasięgu.
Piroliza podgrzewa materiały do wysokich temperatur w środowisku z niedoborem tlenu, co następnie rozkłada je na palne gazy. Te mogą być dalej destylowane i rafinowane do uzyskania użytecznego paliwa do mniej wymagających pojazdów. Poniżej krótki film, udowadniający, że to rzeczywiście działa:
I tym naukowo-postapokaliptycznym akcentem kończymy ten odcinek. Elektryczny VLE na przedestylowanych oponach nie pojedzie nawet po wyklepaniu szkód poczynionych przez niefrasobliwą dziatwę, kolekcjonerskiego Ferrari nie wypada zalewać jakąś podejrzaną żuburą, za to brudnego chińskiego SUV-a nie szkoda. Ale wyboru nie ma, bo nowym scamem od Tesli nie pojeździ się w ogóle.

