Pewnie kojarzycie typowe, chińskie zabawki, czy to niegdyś z bazarów, czy obecnie bardziej z internetowych „bazarów” z dostawą wprost z Dalekiego Wschodu. Niska cena, równie niska jakość, nieznana marka, design przypominający z grubsza coś znanego i kosmiczne obietnice typu 999 gier w jednym kartridżu… Wyjeżdżający właśnie na drogi GAC Aion Hyper SSR, czyli chiński elektryczny supersamochód, nieodparcie mi się z nimi kojarzy, choć nie do końca wpisuje się w stereotyp.
Na początek krótkie wyjaśnienie, co to w ogóle jest i skąd się wzięło. Koncern GAC – Guangzhou Auto Corporation – będący piątym największym producentem aut w Chinach w 2018 r. stwierdził, że nie wypada sprzedawać samochodów elektrycznych pod starą, spalinową marką i stworzył markę Aion. Jeszcze w tym samym roku pojawił się pierwszy model z nowym oznaczeniem, a w następnym wszedł do produkcji. Już w 2020 r. marka pokazała koncepcyjnego roadstera, zaś dwa lata później zbliżony do niego – choć już zamknięty – model produkcyjny. Teraz trafia on do sprzedaży… pod submarką nowej marki, żeby nie było za prosto. Mimo dystrybucji przez sieć sprzedaży Aiona i obecności na stronie internetowej marki, nowy model jest prezentowany po prostu jako „Hyper SSR”, podobnie jak wcześniej sedan Hyper GT.
GAC Aion Hyper SSR to według producenta pierwsze chińskie superauto
Status modelu skutecznie podkreśla przyspieszenie do setki, zależnie od wersji zajmujące 2,3 lub nawet tylko 1,9 s – na poziomie zbliżonym do najszybszego elektryka, Rimaca Nevery. O ile oczywiście w testach nie okaże się ono lekko podkolorowane. Auto ma co prawda 1224 KM i 1230 Nm (ten drugi parametr producent przedstawia jako 12000 Nm… ale na kołach), lecz rozmiary opon – 245/35 R20 i 305/30 R20 – sprawiają, że kiełkuje we mnie pewna wątpliwość. Rimac ma dużo więcej mocy i szersze – a więc prawdopodobnie przyczepniejsze – opony. Mniejsze wrażenie robi prędkość maksymalna na poziomie 250 km/h – co prawda nie jest to mało, a samochód jest elektryczny, ale to poziom raczej szybkich sedanów niż modeli supersportowych. Nie powala też bateria, z pojemnością 75 kWh i teoretycznym zasięgiem 506 km – aha, tu mi czołg jedzie, niecałe 15 kWh na 100 km w ponad 1000-konnym potworze, chyba na zjeździe z Himalajów.
Tym co mogłoby robić wrażenie jest cena… ale chyba nie robi
Aion Hyper SSR jest dostępny… w dwóch lub trzech wersjach. Strona producenta przedstawia tylko dwie, jednak media informują też o trzeciej. Pierwszą jest po prostu Hyper SSR, sprintujący do 100 km/h w 2,3 s, z napędem prawdopodobnie na tył i ceną na poziomie 1,286 miliona juanów, czyli po obecnym kursie około 760 tys. zł. Chwila, jak to „prawdopodobnie”? A no strona producenta milczy na temat konfiguracji napędu, zaś inne źródła nie są w tym temacie zgodne. Inny czas przyspieszenia przy podawaniu jednej mocy dla wszystkich wersji sugeruje RWD, ale z drugiej strony ta sama moc w elektrycznych RWD i AWD byłaby nietypowa. Zwykle napęd obu osi w elektrykach powstaje przez dorzucenie drugiego silnika na nienapędzanej do tej pory osi, co tu by oznaczało jeden silnik o takiej samej mocy jak zestaw dwóch. Zastosowanie jednego silnika elektrycznego napędzającego wszystkie koła byłoby jednak jeszcze dziwniejsze.
Wracając do wersji i cennika – wyżej stoi nieobecna (jeszcze?) na stronie Aiona wersja Speed, dzięki napędowi na wszystkie koła skracająca czas sprintu do 1,9 s i kosztująca 1,386 miliona juanów, czyli około 820 tys. zł. Na szczycie jest Ultimate, czyli oparta na Speed wersja torowa – nie bardzo wiadomo, co to konkretnie oznacza, ale osiągi w linii prostej mają być takie same, zaś cena wzrasta do 1,686 miliona juanów (zauważyliście te końcówki 86?), tj. około miliona zł. Nie są to kwoty małe, tym bardziej, że podobnie szybką i znacznie praktyczniejszą Teslę można mieć o 1/3 taniej, ale… Tesla nie wygląda jak supersamochód, tylko jak auto rodzinne, a inne szybkie prądożerne kliny kosztują zwykle dużo więcej.

Bardzo ładne zdjęcie, takie trochę fotoszopowane. Na czterech zablokowanych kołach to bym nie wróżył zbyt długiej jazdy.
Nie mają przy tym specyficznego chińskiego klimatu
Co prawda według mnie bije on po oczach już ze stylistyki, która wygląda trochę jak z generatora (lub gier Grand Theft Auto). Nie zrozumcie mnie źle, to nie jest auto brzydkie, ale brakuje mu jakiegoś wyrazistego wizualnego charakteru, a to w przypadku tej klasy uważam za dość poważną wadę. Specyficzne jest też w niezwykle kreatywne nazewnictwo, nie tylko wersji. Skąd wzięło się SSR? Według producenta rozwija się to jako „Super, Sport, Race”. Hyper Super Sport Race Ultimate, to przebija nawet cokolwiek wymyślonego przez japońskie marki. Rozumiecie już moje skojarzenie z krzykliwymi zabawkami?
Wnętrze, jak na chiński model mający przykuwać uwagę, jest dość zwyczajne, ale i tak musiał się w nim znaleźć niemal 15-calowy centralny monitor – jak wiadomo, kluczowy element sportowego samochodu – i dziwaczna, ośmiokątna kierownica. Ja rozumiem, że 8 to w Chinach szczęśliwa liczba, ale co jest złego w okrągłym kształcie? Przy oglądaniu wnętrza GAC-a Aion Hyper SSR zwróciłem też uwagę na prawdziwego rodzynka, objaw chińskiej miłości do wymyślnych elektronicznych gadżetów – wzmiankę o AI. AI w samochodzie? Po co? Spodziewałem się „inteligentnego” asystenta głosowego, ale przekazana przez translatora rzeczywistość mnie zaskoczyła. Chińczycy postanowili zatrudnić sztuczną „inteligencję” do trzymania toru jazdy w ryzach. Zakładam optymistycznie, że to testowali, jednak znając lekko nieprzewidywalną naturę AI obawiałbym się efektów działania tego systemu. Niewątpliwie jednak skomputeryzowanie wrażeń z jazdy weszło właśnie na nowy poziom.



