Dzień dobry, Ekspresówka numer 25 poleca się Waszej uwadze. Dziś serwujemy kilka bardzo szybkich aut… i kierowców, którzy szybko jeździć nie chcą.
W Australii zbudowano 1000-konną Toyotę GR Yaris
Za ten projekt odpowiedzialna jest firma LamSpeed, która swoje rakietowe pudełko zamierza testować na torach wyścigowych. Australijczycy pracują nad tym modelem od dłuższego czasu – mniej więcej 1000 KM to po prostu kolejny etap prac.
Mówiąc ściślej, to nie do końca wiadomo, jaka jest dokładnie moc silnika, ale na piastach kół (w czasie próby samochód nie miał założonych felg, zastosowano odpowiedni do tego celu rodzaj hamowni) Yaris wypluł 899 KM i 776 Nm. Ekipa LamSpeed szacuje, że straty układu napędowego wynoszą nie mniej niż 11,3 proc., co dałoby ponad 1000 KM mocy mającego zaledwie 1,6 l pojemności silnika. Moc maksymalna osiągana jest przy ponad 8,7 tys. obr./min. Nie bardzo wiem, kogo bardziej szanować: Toyotę, że wypuściła na rynek ten model, czy LamSpeed za zrobienie z tego auta potwora. Myślę, że będę szanować obie firmy po równo.
Poniżej macie filmik z GR Yarisem od LamSpeed w nieco mniej hardkorowej specyfikacji.
Amerykanie nie mają nic przeciwko sprawdzającym prędkość przeszkadzajkom
Zanim ktoś się oburzy na zastosowane przeze mnie nazewnictwo to od razu powiem, że polecam najpierw przejechać się samochodem, który jest wyposażony choćby w sam brzęczyk, którego wyłączenie wymaga przekopywania się przez kilka poziomów menu systemu multimedialnego. Dodajmy do tego bardzo złą skuteczność odczytywania znaków (standard w niemal wszystkich markach) i wrzody gwarantowane.
Amerykanie najwidoczniej jeszcze nie mieli z układami tego typu zbyt wiele do czynienia. Gdyby mieli, to nie sądzę żeby 60 proc. tamtejszych kierowców nie miało nic przeciwko pikaczom, a 50 proc. – nic przeciwko temu, by samochód sam redukował prędkość, gdy oni ją przekroczą. Rozumiem ideę stojącą za tymi wszystkimi pomysłami niezależnie od kontynentu, ale dopóki ich realizacja stoi na takim poziomie jak jakość montażu późnych FSO 1500, to w życiu się pod tym nie podpiszę.
W USA możesz dostać ponad 100 tys. dol. za Balerona z dieslem
Oczywiście nie za jakiegoś przechodzonego trupa z przebiegiem na poziomie 950 tys. km, ale egzemplarze w stanie bliskim fabrycznego sprzedają się w cenach wyższych od benzynowego E500 z V8. Dodatkowy warunek: wygląda na to, że musi to być wersja z wolnossącym, 3-litrowym dieslem. Póki co rekord wynosi 150 tys. dol., ale w 2024 r. już ktoś sprzedał takiego Mercedesa za 101 tys. dol. A teraz idźcie sobie sprawdzić kurs dolara.
W nowych Ferrari nie uświadczysz już fabrycznej nawigacji
Wszystko dlatego, że rozwiązania od Googla czy Apple są po prostu lepsze – dokładniejsze czy szybciej aktualizowane. W związku z tym marka podjęła decyzję, że nie będzie nabywców uszczęśliwiać nawigacją, tym bardziej biorąc pod uwagę fakt, że zwykle samochody Ferrari nie służą do pojazdów użytkowanych na co dzień, a ich właściciele posiadają smartfony. Warto nadmienić, że wcześniej Ferrari oferowało Apple CarPlay i Android Auto w opcji, obecnie jest to standard.
Nowy Smart #5 jest wielkości BMW X3 i może mieć 646 KM
Cały czas pamiętam filmiki promocyjne dotyczące pierwszej generacji mierzącego 2,5 m długości mikroauta, więc przyznam, że mierzącego 4,7 m długości crossovera pod tą marką ogląda mi się cokolwiek dziwnie. Auto jest oczywiście w pełni elektryczne, i również oczywiście nie ma nawet wymiennych paneli nadwozia na takie o innych kolorach. Pfff, to nie kupuję.
Jest nowy rekord prędkości wśród samochodów elektrycznych
Zapewne słyszeliście nie tak dawno temu, że Rimac Nevera pobił szereg różnych rekordów – warto sobie to przypomnieć, na przykład tutaj i tutaj. Czas nie stoi jednak w miejscu i mamy nowego króla w kategorii prędkości maksymalnej wśród aut o napędzie elektrycznym.
Aspark SP600, bo o nim mowa, to prototyp zbudowany na bazie modelu Owl tej samej marki. Ma trafić do produkcji, ale wiadomo o nim stosunkowo niewiele – przykładowo nie wiemy, czy moc jest taka sama jak w Asparku Owl (2012 KM) czy jeszcze wyższa. Nie wiadomo też, czy SP600 jest tak niski jak Sowa – ta ostatnia mierzy zaledwie 99 cm. Fakty są jednak takie, że SP600 osiągnął w Papenburgu w Niemczech prędkość 438,7 km/h, bijąc tym samym rekord Nevery aż o 26,7 km/h. Warto zauważyć, że możliwości samochodu są jeszcze większe, ale na więcej nie pozwolił brak miejsca. Rekordzista skorzystał z ogumienia przygotowanego specjalnie na tę okazję przez Bridgestone’a.
Za kierownicą Asparka SP600 zasiadł Marc Basseng, kierowca wyścigowy który ma na koncie m.in. zwycięstwo w 24-godzinnym wyścigu na Nuerburgringu.
I to by było na tyle w tym tygodniu
Możemy się jedynie cieszyć, że Basseng nie miał na pokładzie Asparka systemu ISA i brzęczyków informujących o przekroczeniu prędkości. Rozproszenie uwagi przy niemal 440 km/h mogłoby się źle skończyć, a bez ISY to proszę – rekord ustanowiony bez problemu i z uśmiechem na ustach.

