Cztery pory roku, cztery koła w samochodzie (sprawdzić czy nie Reliant Robin), cztery listki koniczynki na Alfie Quattro Formaggi, czwarty odcinek ekspresówki czas zacząć. Graj muzyko!

Rada Miejska Pasir Gudang nałoży kary na mieszkańców za parkowanie przed własnymi domami – grzywna do 2 tys. RM i rok więzienia

Chodzi o Malezję i tamtejsze malezyjskie ringgity. Brzmi jak jakaś fikcyjna waluta z powieści fantasy, ale sprawa jest jak najbardziej rzeczywista, a problem realny. Według Rady Miejskiej Pasir Gudang właściciele samochodów, którzy parkują przed własnym domem w Pasir Gudang w stanie Johor, zostaną ukarani grzywną w wysokości do 2000 RM, czyli około 1800 PLN (pensja minimalna w Malezji to 1500 RM, czyli 1368 PLN). Brzmi surrealistycznie i abstrakcyjnie, dopóki nie spojrzeć na poniższe zdjęcie:

Prestiżowa lokalizacja, 15 minut do centrum, cicha i spokojna okolica. Tak, ale nie. Źródło: Paultan.org

Jesteś malezyjskim strażakiem albo ratownikiem medycznym i musisz dotrzeć z pomocą, lawirując między tymi wszystkimi samochodami, zaparkowanymi wedle świętego prawa własności prywatnej. Przypominam – musisz dotrzeć z pomocą, a nie palić te samochody i kopać właścicieli. I nagle te 2000 ringgitów już nie wygląda na okrutny zamordyzm, no nie?

Każdy stypendysta drużyny sportowej Uniwersytetu Utah otrzyma pick-upa Ram 1500 Big Horn

ekspresówka

Aż dziwne, że tak stereotypowo amerykański widoczek nie zawiera flagi w paski i gwiazdki.

Chodzi o drużynę futbolu amerykańskiego, czyli zniewieściałej odmiany rugby. Każdy stypendysta drużyny sportowej Uniwersytetu Utah otrzyma pick-upa w ramach szeroko zakrojonej umowy NIL (Name Image Likeness), zawartej pomiędzy zespołem a firmą For the Win 360 (FTW360). Transakcja jest częścią nowych zasad NCAA NIL, które umożliwiają sportowcom otrzymywanie rekompensaty od zewnętrznych marek wykorzystujących ich imię i nazwisko lub wizerunek. FTW 360 zaoferuje pickupa Ram 1500 Big Horn z pakietem Night Edition stypendystom drużyny Utes. Kwalifikujący się sportowcy muszą jedynie wykazać się nienaganną historią za kierownicą, a więc żadnych mandatów, wybryków i temu podobnych. W realiach europejskich byłaby to może hulajnoga elektryczna.

Hotel b’Mine we Frankfurcie umożliwia zaparkowanie samochodu na balkonie

ekspresówka

Ja nie wjadę? Potrzymaj mi currywursta i patrz.

Po zameldowaniu się w recepcji i otrzymaniu karty dostępu należy podjechać na zaplecze hotelu pod samochodową windę i dać się ponieść prosto na balkon swojego pokoju. Nie jest to koszmarnie droga sprawa – 250 euro za noc w pokoju z balkonem przygotowanym na przyjęcie samochodu, który można podziwiać po obudzeniu się. Antysamochodowi aktywiści nie nadążają z przygotowywaniem sałatki z jarmużu i innych chwastów na uspokojenie. I nic nie pomoże tu opcja ładowania samochodów elektrycznych, wliczona w ofertę hotelu.

Entop Simurgh to afgański „supersamochód”, aspirujący do Le Mans z silnikiem Corolli z 2004

ekspresówka

Startup Entop rzuca wyzwanie potęgom sportów motorowych tego świata, ogłaszając buńczucznie chęć startu w Le Mans samochodem o nazwie Simurgh (brzmi jak jakieś mroczne bóstwo z uniwersum Warhammera – „ygrak tu amak Simurgh!”), napędzanym silnikiem z Toyoty Corolli – benzynowym 1.8. Dyrektor generalny firmy, Mohammad Reza Ahmadi, który pełni również rolę projektanta i głównego inżyniera, nie był zbyt wylewny w przedstawianiu detali technicznych, zachowując wyniosłą powściągliwość również na temat modyfikacji, jakim rzekomo poddano japońską jednostkę napędową. Ma nadzieję zebrać 43,2 miliona dolarów, aby dokończyć prace nad autem i wziąć udział w historycznym 24-godzinnym wyścigu. „Planujemy rozpocząć sprzedaż po przejechaniu Simurgha wyścigu Le Mans, gdzie będzie można go przetestować i sprawdzić” – powiedział Ahmadi. Scam na nigeryjskiego księcia jest już zbyt mainstreamowy, halo halo, mamy rok 2023. Teraz w modzie są afgańskie supersamochody, quod erat demonstrandum.

Kolekcja supersamochodów z homeopatycznymi przebiegami wystawiona na licytację RM Sotheby’s

Komu komu bo idę do domu. / fot. RM Sotheby’s

Jeden z trzech zbudowanych egzemplarzy modelu Ferrari 512 TR Spider z 1994 roku, w dodatku jedyny niebieski z ciemnoniebieskim wnętrzem, trafi na aukcję z przebiegiem 354 mil oraz ceną wywoławczą 2,7 miliona funtów. Na aukcję trafi też Ferrari 550 Barchetta z kierownicą po złej stronie, jeden z 48 takich egzemplarzy, z przebiegiem 137 mil (w non-retarded units – 220 kilometrów). Macie jeszcze jakieś drobniaki w zakamarkach kieszeni? W sam raz na Bentleya Turbo R Drophead Coupe z 1991 roku, jednego z dwóch wyprodukowanych w tej wersji. Nazwa jest nieco myląca, ponieważ nadwozie przerobiono na kabriolet z fabrycznego coupe. Przebieg – 460 mil, ło panie, ten to nakręcił. RedNacz przebiera natomiast nogami na widok Jaguara XJ220 z przebiegiem 46 mil. Źródłem tych wozów i niskich przebiegów jest kolekcjoner z Singapuru (myślałem, że oni istnieją naprawdę, a to tylko legenda), który był oficjalnym importerem Ferrari w tamtym rejonie świata. A jaka jest twoja robota marzeń?

Projekt Electric Ariel Nomad zdobywa dotację rządową w wysokości 300 000 funtów

Nie tylko E36 nadaje się do latania tłustymi boczurami.

Ariel i trzy firmy partnerskie zapewniły sobie wsparcie finansowe o wartości około 300 000 funtów na wprowadzenie do produkcji elektrycznej wersji modelu Nomad, jak twierdzą „w ciągu najbliższych kilku lat”. Pomoc uzyskano dzięki Niche Vehicle Network, organowi utworzonemu w celu wspierania wyspecjalizowanych producentów w Wielkiej Brytanii, który z kolei jest wspierany przez Centrum Zaawansowanych Napędów (APC), kierujące fundusze w formie dotacji na zasługujące na to projekty w zakresie mobilności. Ot taki łańcuszek przelewania kasy z jednej kieszeni do drugiej, a z drugiej do trzeciej. Wiadomo, że Ariel zbudował już prototyp zasilany akumulatorowo i przeznaczy pieniądze – pod warunkiem, że on sam i jego partnerzy wniosą kolejne 300 000 funtów – na opracowanie gotowej do produkcji specyfikacji pojazdu, obejmującej cały układ napędowy, w tym własne badania nad bateriami. Możliwe jest też, że elektryczny Nomad będzie mógł korzystać z napędu na cztery koła. Szef Ariela, Simon Saunders, nie podał jeszcze daty zakończenia projektu.

Brytyjska rodzina królewska szuka nowego samochodu

ekspresówka

To zdjęcie jest ultrabrytyjskie jak stos kradzionych fantów w British Museum.

Wieloletni romans brytyjskiej rodziny królewskiej z samochodami Jaguar i Land Rover stoi pod znakiem zapytania po tym, jak król Karol III i książę William przetestowali szereg pojazdów zastępczych – w tym kilka samochodów zagranicznych, z których dwa miały niemieckie silniki oraz jeden pojazd wyprodukowany we Francji (Ineos Grenadier, czyli jak Jean Pierre widzi pudełkowatą terenówkę). Land Rover, obecnie część grupy Jaguar-Land Rover, dostarcza pojazdy rodzinie królewskiej od 1951 roku, wkrótce po wypuszczeniu na rynek pierwszego Land Rovera. Flota Land Roverów towarzyszyła nowo koronowanej królowej Elżbiecie II w podróży po Wspólnocie Narodów w 1953 roku. Na razie nie jest jasne, czy rodzina królewska wybierze którąś z zagranicznych opcji, czy też pozostaną przy flocie pojazdów grupy JLR, która od 2008 roku jest własnością indyjskiego giganta Tata Group (grupa, nie flota, ma się rozumieć). To ostatnie przypomina mi pewnego znajomego Anglika imieniem Marty, który kupiwszy sobie Jaguara zanudzał wszystkich zdjęciami swojego nowego wozu, każąc go podziwiać. Rzuciłem okiem, skomentowałem „widzę, że jesteś fanem hinduskiej motoryzacji” i miałem już potem święty spokój z Jaguarem i Martym.

I tym przykładem społecznie nieakceptowalnego poczucia humoru kończymy czwartą Ekspresówkę. A gdyby brytyjska rodzina królewska zagrała z sukcesami w futbol amerykański w stanie Utah, to czy znaleźliby jakieś rozwiązanie dla swojej przyszłej floty?

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy - dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to