Wbrew powszechnej opinii wcale nie uważam, że motoryzacja indywidualna w autosegmentach A i B nie ma rynkowej racji bytu. Nawet jeśli jej wygaszenie (niezależnie od rozmiaru aut) miałoby być jakkolwiek nieuniknione, żaden producent nie przepuści okazji do ukrojenia sobie kawałka pieniężnego tortu. W kolejce po smakołyk staje Citroen z nowym e-C3.

Było to mniej więcej tak – do Europy wesoło przypłynęła sobie zgnieciona aluminiowa puszka w postaci Renault Kwid. Europejski korporacjonizm bywa dość sceptyczny w stosunku do okolonych pudełek z kraju świętej rzeki, toteż Kwida okradziono z jego niewielkiego silniczka, logotypu i potraktowano paralizatorem. Kwid co prawda przeżył, ale od paralizatora wyrosły mu bateryjki. Aby oszczędzić mu kompletnego poniżenia rzucono mu z poga… tzn. z rynkowym pomyślunkiem logotyp Dacii, poklepano po ramieniu przypisując wiosenną nazwę i nadano mu rynkowej dynamiki metodą kontaktową noga-miejscegdzieplecytracąswąszlachetnąnazwę. I w tym miejscu skończą się moje złośliwości, albo i nie, bo o ile wiem, że dla sporej części obywateli Indii Kwid, i jego ekwiwalenty są spełnieniem marzeń o swoich własnych czterech kółkach, o tyle Spring jest odpowiednikiem naszego rodzimego Malucha, albo wręcz Syreny, niegodnej miana samochodu z powodów obiektywnych.

Moja subiektywna ocena Springa znajduje odzwierciedlenie na ulicy. Jedynymi odbiorcami tego modelu w Polsce, których dane mi było zauważyć, jest firma ochroniarska i carsharingowa

I nic dziwnego, właścicielem tego samochodu można stać się za sprawą wyłożenia kwoty sześciocyfrowej. W samym tylko salonie Dacii jest co najmniej kilka dużo wygodniejszych, większych, bezpieczniejszych i cokolwiek ekonomicznych propozycji. Dacia Spring nie ma zatem łatwego życia. Na domiar złego na horyzoncie pojawia się nowy konkurent, który naprawdę nie chce kulturalnie przysiąść i poczęstować wyrobem cukierniczym.

Citroen e-C3

Citroen e-C3 nosi się z zamiarem zdetronizowania Springa z rybackiego stołka oferując o wiele lepsze osiągi (113-konny silnik ma umożliwić sprint do setki w około 11 s i prędkość maksymalną na poziomie 135 km/h) oraz zdecydowanie milej widzianą aparycję miejskiego SUV-a, a także zasięg na poziomie 320 km (według WLTP) z akumulatorem o pojemności 44 kWh. Podładowanie akumulatora od 20 do 80 proc. powinno zająć ok. 26 minut dzięki opcji ładowania prądem stałym (DC) o mocy 100 kW. Przy ładowaniu prądem przemiennym (AC) takie samo uzupełnienie energii zajmie 2 godziny i 50 minut przy mocy 11 kW lub 4 godziny i 10 minut przy mocy 7 kW. W późniejszym czasie do oferty wjedzie wersja oferująca 200 km zasięgu.

Citroen e-C3

Publikowanie zdjęć prasowych w tym formacie to doprawdy oryginalne posunięcie w dobie smartfonów.

Wizualia w mojej skromniej ocenie pozostawiają sporo do życzenia, ale ma prawo się podobać. Jestem w stanie wyobrazić sobie człowieka, który nada mu przydomek Volvo XC20.

e-C3 ma jeszcze kilka asów w rękawie, którymi zapewne przekona do siebie klientów kierujących się poszanowaniem dla swojego poczucia komfortu i estetyki. Deska rozdzielcza nowego dziecka koncernu Stellantis ma nie odstawać jakością od większych braci, a jej aparycja, choć dyskusyjna, przystaje do współczesnych realiów. Na uwagę zasługuje wysoko umieszczony zestaw wskaźników, hucznie nazywany przez Citroena head-up display (Naczelny już się gotuje z tego powodu) oraz fizyczny zestaw przycisków na panelu sterowania klimatyzacją.

Citroen e-C3

Citroen e-C3 – to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo, to jest Kaczka na miarę naszych możliwości

Mówiąc „Kaczka” mam oczywiście na myśli cenionego i lubianego (przez niektórych) Citroena 2CV. Wspominam o nim nie bez powodu, e-C3 może być ważnym samochodem w historii marki, oferuje bowiem wiele za… nadal wiele, ale stosunek ceny do wyposażenia i jakości zdaje się być zdecydowanie akceptowalny. 2CV za sprawą prostoty swojego zawieszenia co prawda nie prowadził się (bo nie musiał) ale był za to stosunkowo komfortowy. Czasy się zmieniły i nawet miejskie auto musi być samochodem, który prowadzi się pewnie. Citroen nie byłby jednak sobą, gdyby nie zapewnił pasażerom odpowiedniego poziomu komfortu, dlatego też nowemu e-C3 przypadły w udziale miękkie, komfortowe fotele oraz system zawieszenia z amortyzatorami wyposażonymi w progresywne ograniczniki. Ten ostatni element znamy już w z większych braci spod znaku choinki (czekam na pozew za tę choinkę).

Jeśli marzył Ci się mały elektryk, ale ze swoim budżetem racjonalizowałeś sobie Dacię Spring – mam dla Ciebie dobrą wiadomość

Ceny nowego Citroena e-C3 zaczynają się od 110650 zł bez uwzględnienia ewentualnych dopłat. W tej cenie otrzymamy pojazd w wersji You wyposażony między innymi w czujniki parkowania i tempomat. Za 132100 zł można mieć odmianę Max oferującą między innymi 17-calowe alufelgi i  automatyczną klimatyzację. Pierwsze egzemplarze trafią do klientów w 2 kwartale 2024 r.

Citroen e-C3 – ubrudzenie sobie buzi agresywnie zajadanym tortem to dopiero początek

Pozostaje mi się jedynie cieszyć, że małe auta nie umierają, a przynajmniej nie tak szybko jak można by się było spodziewać. e-C3 to całkowicie wystarczający środek codziennego transportu, zdolny zapewne bez większych problemów przewieźć 4 osoby i kosz jaj (#pdk). Dacia ma bardzo twardy orzech do zgryzienia i obawiam się, że bez wizyty u protetyka się nie obejdzie.

Zapewne część z Was zapyta mnie teraz, czy Citroen e-C3 zagości w moim garażu. Chciałbym móc powiedzieć, że tak, ale fakt docenienia egzystencji tego modelu nie jest jakkolwiek tożsamy z chęcią jego zakupu. W tej cenie zresztą mogę (na szczęście) nadal zanabyć 3 auta fajne i jakieś 15 subiektywnie fajnych, wniosek jest zatem jeden i nasuwa się sam.

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy - dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to