Nowa Toyota Aygo X właśnie ujrzała światło dzienne. Choć jest to lifting, a nie całkowicie nowa generacja, pod maską zaszły ogromne zmiany. Niesie to też jednak ze sobą pewną dużą wadę.
Toyota Aygo rozpoczęła swój żywot jako jeden z tzw. Trojaczków z Kolina – właśnie w tym czeskim mieście produkowano w jednej fabryce pierwsze dwie generacje Aygo oraz jej bliźniaczych konstrukcyjnie rynkowych konkurentów, czyli Peugeoty 107 i 108 oraz Citroeny C1 obu generacji. Obecnie z bram zakładów w Kolinie nie wyjeżdżają już hatchbacki obu francuskich marek, produkowana jest tam jednak Toyota Aygo X (czyt. Aygo Cross), czyli następca modelu Aygo produkowanego do 2022 r.
Podobnie jak poprzednicy, także i Aygo X jest autem popularnym na drogach
Ma na to wpływ kilka czynników, jak choćby renoma marki w Polsce, jak i stylistyka oraz całkiem niezłe wyposażenie. Z ceną na poziomie 65900 zł za bazową wersję Active jakoś super różowo nie jest, ale byłoby to jeszcze do zaakceptowania, gdyby nie fakt, że jedyną dostępną w Aygo X wersją silnikową jest jednostka 1.0 o mocy 72 KM. O ile w mieście jest to jeszcze do wybronienia (dynamika przy osiąganych tu prędkościach jest wystarczająca), to w trasie jest to już poziom takich aut jak Kia Picanto czy Hyundai i10 z silnikami 1.0 o podobnej mocy – czyli niezbyt dobry. Dość powiedzieć, że według polskiego cennika Toyota Aygo X potrzebuje na sprint do 100 km/h 14,8-14,9 s zależnie od rodzaju przekładni, ale są źródła, które podają nawet 15,5-15,6 s. Bardziej optymistyczne z tych wartości odpowiadają osiągom… Fiata Seicento 1.1.
Nowa Toyota Aygo X będzie dla odmiany jednym z najszybszych aut w segmencie A
A przy okazji jednym z najbardziej oszczędnych. Ze względu na fakt, że model ten bazuje na tej samej platformie, co Yaris i Yaris Cross (tj. TNGA-B, ale w wersji z krótszym, wynoszącym 2430 mm rozstawem osi; oba Yarisy mają po 2560 mm), udało się tu upakować ten sam układ hybrydowy, co w większych modelach. Nowa Toyota Aygo X otrzymała więc napęd wykorzystujący wolnossącą, 1,5-litrową, 3-cylindrową jednostkę, która wspólnie z silnikiem elektrycznym zapewnia 116 KM – aż o 44 więcej, niż dotychczas.

Wnętrze wersji sprzed liftingu. Pojedyncze gniazdo USB-A (po liftingu: podwójne USB-C), brak ładowarki indukcyjnej nawet w opcji, analogowe wskaźniki, tradycyjny hamulec ręczny (tu niewidoczny). Ciekawostka: przed liftingiem logo Toyoty na kierownicy jest większe niż po liftingu.
Oznacza to wręcz rakietowe osiągi w porównaniu z poprzednikiem. Japończycy nie podali jeszcze co prawda dokładnych danych, ale obiecują sprint do setki w czasie poniżej 10 s. Można też oczekiwać, że wzrośnie prędkość maksymalna – w Aygo X 1.0 jest to 151-158 km/h, w hybrydzie można się spodziewać poziomu ok. 165-175 km/h (elektroniczną blokadę na 175 km/h ma Yaris Hybrid, a na 170 km/h – Yaris Cross). Za przeniesienie napędu odpowiadać będzie – typowo dla hybrydowych Toyot – bezstopniowa przekładnia E-CVT.
Pomimo tak znacznej poprawy osiągów, nowa hybryda w segmencie A ma być oszczędniejsza od poprzednika
Co więcej, z emisją CO2 wynoszącą 86 g/km będzie to zarazem najoszczędniejsze auto na rynku, które nie jest hybrydą typu plug-in.
Jak 86 g CO2/km przekłada się na zużycie paliwa? W pomiarach zgodnych z normą WLTP wychodzi 3,72 l/100 km. Obecnie oferowana Toyota Aygo X 1.0 emituje od 108 do 114 g CO2/km, co przekłada się na zużycie paliwa w granicach 4,68-4,94 l/100 km.
Oczywiście to nie tak, że nowy układ napędowy udało się upchnąć pod maskę Aygo X bez modyfikacji samego nadwozia
To ma teraz dłuższy przedni zwis, a całkowita długość auta zwiększyła się o 76 mm, do 3776 mm. Przy okazji auto otrzymało też całkowicie przeprojektowany przedni pas. Tył dla odmiany pozostał w zasadzie identyczny – jedynym co rzuca się w oczy jest znaczek HEV, którym Toyota od niedawna oznacza swoje hybrydy. Pomimo układu hybrydowego, nie zmieniła się pojemność bagażnika – bez rozkładania tylnej kanapy będzie wynosić tak jak do tej pory 231 l, i to pomimo przeniesienia do tyłu akumulatora 12V.
Można oczekiwać, że nieco wzrośnie masa samochodu. Między Yarisem 1.0 a 1.5 Hybrid jest 130 kg różnicy – jeśli w Aygo X byłaby ona taka sama, auto zamiast 915-985 kg powinno ważyć 1045-1115 kg. Możliwe jednak, że różnica ta nawet nieco wzrośnie, ponieważ przy okazji liftingu poprawiono też wygłuszenie auta. Wszystkie wersje otrzymają lepsze wyciszenie okolic deski rozdzielczej, maski oraz okolic pod silnikiem, jak również zaprojektowany pod kątem obniżenia hałasu układ wydechowy. Topowe warianty będą mieć też grubsze szyby i dodatkowe maty wygłuszające hałas umieszczone w różnych miejscach auta.
Lifting Aygo X na 2025 rok przyniósł też nowość: wariant GR Sport
Większość modeli w gamie Toyoty oferowana jest w wersjach wizualnie (i zawieszeniowo) usportowionych. Model Aygo X był jednym z wyjątków, i nie ma się czemu dziwić, bo efekt byłby komiczny – coś jak BMW 316i z literką M, przecież nikt tak nie ro… a nie, czekaj…
Nowa Toyota Aygo X GR Sport będzie wyróżniać się m.in. przestylizowanym przednim zderzakiem (konkretniej: charakterystycznym dla tych odmian wlotem powietrza), oferowanym tylko w tym wariancie zestawieniem koloru żółtego (musztardowego, jak nazywa go Toyota) z czernią oraz dedykowanym tej wersji wzorem 18-calowych felg. Ale to nie wszystko: GR Sport ma też inne sprężyny i amortyzatory, a elektryczne wspomaganie układu kierowniczego zostało przekalibrowane, by zwiększyć poziom frajdy z jazdy.
Wspomniałem też o jednej dużej wadzie. Jestem niemal pewien, że z punktu widzenia dotychczasowych nabywców będzie nią cena
Problem w tym, że Toyota najpewniej przy okazji liftingu wycofa z gamy wariant 1.0, co oznacza, że hybryda będzie jedyną dostępną wersją silnikową. A to z kolei poskutkuje wzrostem cen. Spójrzmy ponownie na przykład bieżącej generacji Yarisa, który do lipca 2023 r. produkowany był z tym samym silnikiem 1.0 i gdy znikał z cenników, kosztował 72900-73900 zł, zależnie od wersji wyposażenia (Active bądź Comfort). W tym samym czasie hybryda w tych samych wersjach wyposażenia była droższa o 23000 zł.
Nie znamy jeszcze cen Aygo X po liftingu. Obecnie takie auta (z silnikiem 1.0) kosztują poza promocją od 71900 zł w górę – bądź od 76900 w górę w wersji z bezstopniową przekładnią Multidrive S. Biorąc pod uwagę nowy napęd oraz zmiany konstrukcyjne i nieco lepsze wyposażenie (np. system Toyota Safety Sense będzie teraz aktualizować się z chmury, bez potrzeby wizyty w ASO), nie zdziwiłbym się szczególnie, gdyby nowe auto kosztowało ok. 95 tys. zł w bazowej wersji. Z drugiej strony, gdybym miał rację, to oznaczałoby to, że sporo większy Yaris byłby droższy zaledwie o 6 tys. zł – a to może skłonić Toyotę do obniżenia ceny najmniejszego modelu w gamie do okolic 90 tys. zł – albo i niżej, np. do okolic 85 tys. zł.
Nadal jednak może to być kwota zaporowa dla znacznej części klientów. Z drugiej strony, poliftowe Aygo X może zachęcić do zakupu tych, którym wersja sprzed modernizacji się podoba, ale chcieli mocniejszego silnika. Jak będzie w praktyce – czas pokaże. Auto trafi na rynek pod koniec tego roku.









