Z czym kojarzy Wam się Madera? Jeśli bliskość Wysp Kanaryjskich przywołuje na myśl tabuny plażowych waleni, kolorowe drinki z palemką i lokalnych Alvaro szukających łatwych zdobyczy w klubach, to spieszę z wyjaśnieniem – o takie rozrywki jest tu nieco trudniej. Dużo prościej za to o coś, co my lubimy najbardziej – o wypatrywanie gratów.
Na wstępie, po pierwsze primo, to maderskie plaże można policzyć na palcach jednej dłoni. Ewentualnie półtorej. Większość z nich to i tak kupa czarnych kamieni, która ozdobi ciało podobnie jak wydech grata z Indenorem, a te złote piaski oferujące przyjemny peeling są picem na wodę, gdyż zostały przywiezione z Maroko, by korcić hotelowych leniuchów. Po drugie – drinki z all-inclusive i parkietowe gody mają miejsce tylko w stricte turystycznych miejscowościach, jakimi są Funchal i Calheta.
Madera to przede wszystkim nieziemsko zróżnicowana przyroda, żyjąca na bardzo niewielkiej powierzchni (nieco ponad 76 km²), przeplatane malowniczymi drogami strome wzgórza, szum fal potężnego Oceanu Atlantyckiego, oraz całkiem dobra kuchnia – wbrew wszechobecnym owocom oparta głównie na mięsie. A skoro o mięsie mowa, to takiego motoryzacyjnego znajdziemy tu dużo. Naprawdę dużo.
Nie ukrywam – zanim dowiedziałem się o powyższym fakcie, mój entuzjazm dotyczący wakacji był wysoki, choć nie ogromny. No i wtedy moja Druga Połówka, kibicująca moim samochodowym zwichnięciom, natknęła się na artykuł w brytyjskiej prasie motoryzacyjnej, w którym napisano, że na wyspie lata jakieś 2000 klasyków. Nie gratów (będących tam stałym tłem), ale pełnoprawnych, wychuchanych zabytków. Na wyspie wielkości Elbląga. Już ten ancymon wiedział, jak mnie zainteresować.

W Albanii prawdziwy mężczyzna jeździ Mercedesem. Na Maderze – Hiluxem. Albo jakimkolwiek innym, starym pick-upem.
A skąd się tam tyle tego wzięło? Niezaprzeczalny atut Madery to oczywiście jej ciepły klimat, dzięki któremu zyskała miano „wyspy wiecznej wiosny” – tu trochę przygrzeje, tu trochę popada, ale ogólnie opony zimowe nie są nikomu do niczego potrzebne. Nawet wszechobecna w powietrzu sól zdaje się nie perforować blachy zbyt brutalnie, chyba że postawimy wóz na brzegu i pozwolimy mu dekomponować w towarzystwie morskiej bryzy. Kolejnym argumentem jest to, że import samochodu z kontynentu to kosztowna i długa zabawa, ergo większość z nich odbywa podróż w jedną stronę. Droga powrotna wiedzie co najwyżej na maderski szrot.

A takich Mercedesów to w ciepłych krajach pełno. Pamięta ktoś jeszcze przyczepianie podkowy do grilla?
No ale chwila. Przecież greckie czy hiszpańskie wyspy – dzięki suchemu klimatowi – również są pełne ciekawych, upalanych na co dzień gratów, ale pieczołowicie odrestaurowanych klasyków nie ma tam na pęczki. Wysnułem wobec tego teorię, niepopartą żadnymi oficjalnymi informacjami. Ot, prywatna, moja obserwacja:
Otóż mieszkańcy Madery to po prostu samochodowe świry.
Naprawdę. Wyobraźcie sobie, że w takim wyżej wymienionym Elblągu macie co roku kilka dużych zlotów, wystaw i rajdów, oraz regularne spoty tematyczne, gdzie na przykład przyjeżdżają same stare francuzy albo włoszczyzna. Nie wszystkie zresztą polegają na typowym kopaniu w oponkę i ślinieniu się nad zgodnością z numerem nadwozia. Na przykład taki klub Amigos Fiat Madeira organizuje sobie co roku wycieczkę integracyjną na położoną 40 kilometrów od brzegu wyspę Porto Santo – w końcu gdzie można jechać, kiedy zna się już praktycznie każdy zakątek swojej małej ojczyzny?

Podczas urlopu umówiliśmy się na kawę z przewodniczącym lokalnego klubu Fiata, Gilberto. Przemiły gość! Na zdjęciu jego Fiat 1500, sprowadzony z Porto.
Największym wydarzeniem wyspy jest Madeira Classic Car Revival. Żeby było bardziej widowiskowo, termin wystawy pokrywa się z miejscowym Festiwalem Kwiatów, dodającym jeszcze więcej koloru do i tak szerokiej palety barw obecnych na zgromadzeniu aut minionej epoki. Połączona z rajdem na regularność impreza przyciąga na ogół około 500 samochodów, wśród których spotkamy zarówno takie oczywistości jak Austin Mini, Fiat 600, Porsche 911 serii G czy Opel Kadett C, jak i rarytasy pokroju Lancii Stratos, Mercedesa 300 SL Gullwing czy Abartha 1300 Scorpione SS.
Poszukiwacze rajdowych emocji także nie powinni być zawiedzeni motoryzacyjną ofertą atlantyckiej wyspy. Od 1959 r. odbywa się tu Rajd Madery (Rali Vinho da Madeira), pozwalający profesjonalnym kierowcom wyciskać siódme poty na setkach ciasnych zakrętów. Co ciekawe, w latach 1978-2012 był on częścią Rajdowych Mistrzostw Europy – dzięki temu na podium stawali również sportowcy spoza Portugalii, jak na przykład Ari Vatanen (1978) czy Massimo Biasion (1983 i 1987). My mieliśmy okazję trafić na mniejszy, ale również ekscytujący Rali do Marítimo, zorganizowany w pobliżu Machico – średniej wielkości miasta na wschodzie wyspy. Może i Fabie, Clio i 208 to nic arcyciekawego, za to zdrowo upalany Datsun 1200 dostarczył nam niemało radości.
Pewnym zaskoczeniem było dla nas odkrycie, że w tak sprzyjających warunkach atmosferycznych nadal istnieje pojęcie sezonu. Klasykami nie wyjeżdża się zbyt często w okresie kalendarzowej zimy, nawet jeśli pojęcie śniegu istnieje tam co najwyżej wśród szczytów gór, a i to trafia się sporadycznie. Z drugiej strony – nasz urlop miał miejsce na początku marca i jak widzicie na załączonych zdjęciach, nadal było kiedy chwytać za aparat.
Madera to jednak nie tylko samochody same w sobie. To także wszystko, co z nimi związane – w tym infrastruktura drogowa, kultura jazdy i… umiejętności
W 2023 r. na Maderze miało miejsce 13 wypadków śmiertelnych z udziałem pojazdów mechanicznych, z czego cztery z nich dotyczyły motocykli, a kolejne cztery – potrąceń pieszych. Daje to 5,1 śmierci na 100 tys. mieszkańców, czyli o 0,1 mniej, niż u nas w tym samym roku. Na pierwszy rzut oka nie brzmi to wybitnie pozytywnie, ale perspektywa zmienia się wraz z połykaniem kolejnych kilometrów po ichniejszych drogach.

Wspaniale zmęczony Datsun Sunny B310. Niedawno testował takiego nasz redaktor Bassdriver.
Na Maderze nie ma prostego odcinka drogi, nawet ekspresowej. Nie ma też żadnego płaskiego – nachylenia rzędu 30 proc. to chleb powszedni, a najbardziej stroma Rua da Barreira gwarantuje nieziemskie wrażenia dla oczu i żołądka ze swoim 45-procentowym gradientem. Miejsca parkingowe istnieją tylko w miastach – poza nimi parkuje się gdzie popadnie, włącznie z zakrętami i bezpośrednio przy skrzyżowaniach. Na dodatek, wśród tego wszystkiego, śmigają jak gdyby nigdy nic miejskie autobusy, od czasu do czasu trąbiąc, jeśli zza winkla naprawdę nic nie widać. Całe szczęście, że liczba wzgórz na Maderze skutecznie odstrasza nadambitnych rowerzystów.
Jeśli miałbym coś doradzić, to zacznę od odradzania
Zatem zdecydowanie odradzam wynajem samochodu na Maderze przez świeżo upieczonych kierowców. To nie jest tak, że nie wierzę w czyjeś umiejętności, ale ichniejsze drogi to serio kilka poziomów trudności wyżej od Łomży, a nawet Wrocławia i Krakowa. Maderczycy jeżdżą bardzo dynamicznie (nie mylić z szybko, ale bezpiecznie), skutecznie pokazując turystom maksymalne prędkości, z jakimi można wchodzić w zakręty. Aż dziwne, że ta wyspa nie narodziła tylu wybitnych kierowców rajdowych, co Skandynawia. Zgrabne przyspieszanie jest tu także mile widziane, szczególnie przed drogami ekspresowymi, na których nie istnieje coś takiego, jak pas rozbiegowy. Żeby nie było zbyt łatwo, nikt nie myśli tutaj o zmianie pasa na lewy, by pozwolić Wam się bezpiecznie włączyć.

Ktoś wstawił Volvo 66 między słup, a barierkę i tak sobie je gnije. I nikt nie robi z tego problemu.
Powyższe zdania brzmią rzeczywiście jak przepis na katastrofę drogową, ale jakoś udało się przetrwać tydzień bez najmniejszej rysy. Mam tu swoje zdanie na ten temat, które być może podzielicie – otóż ilość bodźców towarzysząca kierowcy przemierzającemu tak trudne drogi całkowicie eliminuje znużenie i rozkojarzenie. Na okrągło trzeba pamiętać, że nie jesteśmy sami, nawet jeśli ulica wydaje się pusta i swym pozornym spokojem zachęca do przygazowania.
Co tu więcej powiedzieć? Jeśli szukacie miejsca na aktywny wypoczynek, w tym taki za kółkiem, Madera to miejsce dla Was
Mógłbym Wam opisać miejsca warte odwiedzenia, ale to wszystko znajdziecie w sekundę w pierwszym lepszym przewodniku. Ze swojej strony, z całym sercem polecam trzaskanie kilometrów po tej urzekającej nieziemskim pięknem wyspie, w szczególności tam, gdzie nie znajdziecie zbyt wielu turystów. Każda nieodkryta droga może Was zachwycić, w każdych krzakach może czaić się grat, a gdy zabraknie Wam sił – lokalne knajpy chętnie Was ugoszczą.
Na koniec łapcie jeszcze trochę lokalnego złomu.

To tylko 50-letnie, idealne Mitsubishi Canter i Daihatsu Delta stojące sobie po wewnętrznej stronie zakrętu. Proszę jechać dalej.

Czterodrzwiowy Kadett B powoli chłonie morską bryzę. Ale będzie robiony – przynajmniej tak mówi właściciel.

To była droga tylko dla mieszkańców, ale jak coś, to tego nie wiecie. Na pierwszym planie Uno jedynka.









