Nowa Toyota Urban Cruiser to bowiem to samo auto, co opisywane u nas ostatnio Suzuki eVitara – choć oczywiście wygląda nieco inaczej.
Od dawna już nie widzieliście na drogach żadnej Toyoty Urban Cruiser, prawda? Nic dziwnego – to auto ze względu na stosunkowo wysoką cenę nigdy nie było w Europie zbyt popularne. Miało konkurować m.in. z Nissanem Qashqaiem, ale choć ten drugi stał się hitem, to Toyoty taki los nie spotkał. Być może także dlatego, że – w przeciwieństwie do Qashqaia – bazujący na Yarisie Urban Cruiser nie został zaprojektowany specjalnie z myślą o rynkach europejskich. Była to bowiem po prostu 2. generacja Toyoty Ist pod inną nazwą.
Stary Kontynent szybko o Urban Cruiserze zapomniał
Nie można tego jednak powiedzieć o innych rynkach, ponieważ Toyota nadała tę nazwę kilku innym modelom. Właściwie to od niemal 5 lat stale gdzieś na świecie jest w ofercie jakaś Toyota Urban Cruiser… i w każdym przypadku jest to jakiś model Suzuki z innym znaczkiem – Vitara Brezza, Grand Vitara czy Fronx.
Nowa Toyota Urban Cruiser to to samo, co Suzuki eVitara
Oznacza to tym samym, że nowe auto plasuje się wymiarami nieco powyżej Yarisa Cross i że dysponuje napędem elektrycznym. Wymiary nowego Urban Cruisera to: 4285 mm długości, 1800 mm szerokości, 1640 mm wysokości i rozstaw osi wynoszący 2700 mm – czyli o 140 mm więcej niż w Yarisie Cross. Do wyboru będą trzy wersje:
- z pojedynczym, 144-konnym silnikiem napędzającym przednie koła i czerpiącym energię z akumulatora o pojemności 49 kWh;
- jw., ale z akumulatorem 61 kWh i silnikiem o mocy 174 KM;
- z dwoma silnikami o łącznej mocy systemowej 184 KM (tylny ma 65 KM), napędem na obie osie i akumulatorem 61 kWh.
Oba typy akumulatorów trakcyjnych wykonano w technologii LFP, która w ostatnim czasie mocno zyskuje na popularności. Jedne z najważniejszych jej zalet to m.in. możliwość regularnego ładowania do 100 proc. bez widocznego spadku trwałości, a także wyższy stopień bezpieczeństwa niż w przypadku innych baterii litowo-jonowych (mniejsze ryzyko pożaru w razie uszkodzenia ogniw). Są też bardziej ekologiczne, ponieważ w składzie nie ma np. niklu czy kobaltu, a zawartość litu jest ograniczona.
Wersje z pojemniejszym akumulatorem mają szansę przejeżdżać do ok. 400 km na jednym ładowaniu, choć nie są to dane oficjalne. Zresztą… nawet gdyby były, to i tak trzeba poczekać na testy, bo różnie to z tym zasięgiem i zużyciem prądu bywa. Maksymalna moc ładowania ma sięgać 150 kW. Co się natomiast tyczy osiągów, to… informacji nie ma, nie interesuj się, bo wiadomo, gdzie i czego dostaniesz.
O ile karoseria Toyoty różni się wizualnie od tej z Suzuki, to we wnętrzu mamy prawie to samo
Pomijam oczywiste różnice w rodzaju znaczka na kierownicy. Przejrzałem kilka zdjęć i jedyne, co rzuciło mi się w oczy, to inna grafika systemu multimedialnego. Być może Toyota i Suzuki będą dysponować innymi systemami operacyjnymi, a być może będzie taki sam, jedynie z inną nakładką graficzną. O tym przekonamy się, gdy pierwsze auta trafią do parków prasowych i pojawią się ich pierwsze testy (wybaczcie, nie u nas). Tak czy owak wolałbym jednak, żeby wyrzucono ogromny panel z wykończeniem typu piano black zamiast kombinować z multimediami – trzeba wiedzieć co jest ważne, a co ważniejsze.
Można oczekiwać, że lista seryjnego wyposażenia z zakresu bezpieczeństwa będzie bogata, jak na Toyotę przystało. Na liście opcji znajdziemy natomiast np. system audio JBL, elektrycznie sterowany fotel kierowcy czy szyberdach.
Tak jak Suzuki eVitara, także i nowa Toyota Urban Cruiser produkowana będzie w Indiach. Jej ceny nie są jeszcze znane, ale auto będzie można obejrzeć na żywo w Brukseli w dniach od 10 do 19 stycznia 2025 r.
Przy okazji obejrzeć można, ale nie wydaje mi się, żeby było warto specjalnie dla tego modelu kupować bilet lotniczy.
Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy – dzięki!








