Czy istnieje Święty Mikołaj? Tego nie wiemy, ale tak się składa, że w tym roku zdecydowanie warto zostawić kartkę z życzeniem pod poduszką. Najlepiej, aby życzenie było napisane po francusku.

W związku z planami utworzenia nowego fabrycznego muzeum (ma powstać w 2027 r.) Renault ogłosiło istne „wietrzenie magazynów” – gigantyczną wyprzedaż historycznych artefaktów zachowanych w przyfabrycznych zbiorach. Uspokajamy: według władz firmy, na sprzedaż wystawione są jedynie „powtórki” – jakość ekspozycji w nowo powstającym muzeum wydaje się być niezagrożona.

Dla każdego miłośnika francuskiej motoryzacji jest to zdecydowanie jedyna taka szansa w historii

Kolekcja, która w niedzielę 7 grudnia będzie wystawiona na licytację w domu aukcyjnym Artcurial liczy niemal 200 eksponatów, a składają się na nią samochody z każdej epoki (najstarszy pochodzi z 1901 r.!), pojazdy koncepcyjne wszelkiej maści, makiety z różnych etapów prototypowania, historyczne bolidy F1, odzież stosowana przez kierowców, opancerzona limuzyna… Słowem, każdy znajdzie tutaj coś dla siebie.

Mamy tutaj do czynienia z ogromnym zbiorem rzeczy, które w znakomitej części są bezcenne, a przy tym stanowią całą plejadę motoryzacyjnych pomysłów, które – i tutaj chapeau bas dla Renault – w dużej mierze zostały wprowadzone w życie. Jest to doskonałe świadectwo tego, co się dzieje, jeżeli projektantom pozostawi się wolną rękę, bez patrzenia na koszty i konwenanse. A jeżeli w dodatku kierownictwo da zielone światło na wdrożenie do produkcji…

Renault Evado Concept. Nie przypomina Wam czasem czegoś?

Kolekcja wystawiona na sprzedaż obejmuje wszystkie okresy działania koncernu, i wiele gałęzi przemysłu motoryzacyjnego, w których Renault się udzielało. Wybierając najciekawsze propozycje, skupiłem się na okresie lat 90. i 2000. Moim prywatnym zdaniem, ten czas był dla Renault zdecydowanie najlepszy z punktu widzenia petrolheada o nieracjonalnym podejściu do motoryzacji.

Zaczęło się od kradzieży projektu Beskida…

… wróć! Zaczęło się od wprowadzenia Twingo – miejskiego samochodu, który miał swój niepodrabialny, radosny styl. Francuzi umieją robić małe i charakterne samochody prawie tak dobrze jak Włosi.

Pierwsze Twingo też można kupić na aukcji The Renault Icons. Tyle tylko, że wszystkie trzy egzemplarze są elektryczne.

W to, co się działo później w Renault, ciężko będzie uwierzyć komuś, kto się wychowa na dzisiejszej cichej, oszczędnej i stępionej normami ekologicznymi motoryzacji. Czasy dla samochodów i kierowców są trudne, gdyż samochód nie jest postrzegany już jako narzędzie, ale jako intruz, a kierowca, który jest w stanie sam decydować o wszystkim za kierownicą, a nie daj Boże jeszcze czerpać z tego przyjemność, stał się wrogiem numer jeden.

Dlatego dobrze, że powstały takie pomniki indywidualizmu jak Clio V6, Avantime, Vel Satis. To w dużej mierze są samochody-wizje, na które dzisiejsi księgowi zareagowaliby natychmiast wywróceniem stolika, żadnych negocjacji. Nawet Modus – wóz krótszy od Clio, z przesuwaną kanapą, mnóstwem schowków, wygodnie mieszczący 4 osoby z bagażem – zrodził się z konceptu i prawie bez zmian trafił do produkcji. Tak, koncept Modusa również jest na sprzedaż, dzięki czemu sami możemy prześledzić drogę, jaka dzieli prototyp od wersji produkcyjnej.

Dzięki aukcjom Renault, możecie stać się posiadaczami namacalnej części historii motoryzacji

Historii motoryzacji z czasów nieskrępowanych. Historii prób, błędów, eksperymentów i owoców puszczenia wodzy fantazji przez francuskich inżynierów.

A teraz już do rzeczy. Jeśli dowcipy o francuskiej elektronice są Wam niestraszne, pilnujecie stanu panewek w swojej Lagunie 1.9 dCi, oraz jesteście obojętni na polityczne powiązania Renault z rządem francuskim, to zapraszam do przeglądu co ciekawszych smaczków oferowanych na aukcji Artcurial.

Oto pięć propozycji z aukcji The Renault Icons, które z chęcią widziałbym w swoim garażu

1. Nie do końca prezydencka limuzyna

aukcja Renault Icons

Między innymi z uwagi na wspomniane polityczne powiązania, samochody Renault były wielokrotnie naturalnym wyborem władz francuskich do celów reprezentacyjnych. Prezentowany egzemplarz Renault 25 został jednak zbudowany dla ówczesnego szefa koncernu Renault, Raymonda Levy’ego. Przeróbki podjęła się firma Heuliez, która, zgodnie z francuskim przysłowiem „impossible n’est pas français”, podejmowała się najróżniejszych modyfikacji zleconych przez francuskich producentów.

W tym przypadku oznaczało to przedłużenie nadwozia o 25 cm, wzmocnienie nadwozia i wymianę szyb na pancerne, oraz oczywiście luksusowe wykończenie wnętrza. Modyfikacja musiała nastąpić po kilku latach od wyprodukowania samochodu, który według dokumentów został zarejestrowany w 1985 r., ale w trakcie przeróbki otrzymał przód z wersji po liftingu, zaprezentowanej w roku 1988.

Jeśli wygramy licytację (szacowana cena oscyluje w granicach 8-12 tysięcy euro) to nie pozostaje nic innego jak kupić butelkę porządnego burgundzkiego wina, usiąść na tylnej kanapie i zatrudnić le chauffeurby poczuć się przez chwilę jak prawdziwy prezes dużej firmy.

2. Megane na maksa

aukcja Renault Icons

Renault Megane Maxi to jeden z najbardziej rozpoznawalnych samochodów rajdowych lat 90. – w naszym kraju zajmuje on specjalne miejsce w historii, dzięki występom w RSMP. To właśnie za jego kierownicą Janusz Kulig zdobył swój pierwszy tytuł Rajdowego Mistrza Polski – miało to miejsce w roku 1997. Na sprzedaż na aukcji jest co prawda replika, a nie oryginalna rajdówka, ale zbudowana według oryginalnych założeń z epoki. Trzeba przy tym zauważyć, że „prawdziwe” rajdówki nie zawsze miały to szczęście, by dojechać do mety w jednym kawałku, więc naprawa i odbudowa to naturalny cykl życia takiego pojazdu.

Jeśli chcesz się poczuć jak prawdziwy rajdowiec  w surowej maszynie sprzed 30 lat, to jest Twoja szansa. Szacowana cena to 20-30 tysięcy euro.

3. Clio prosto z piekła

aukcja Renault Icons

Jest milion powodów, dla których każdy miłośnik motoryzacji chciałby pracować w dziale rozwoju pojazdów wyczynowych u jakiegoś producenta samochodów. Jednym z nich mogłoby być posiadanie służbowego Clio Williams. To prawdziwa próba charakteru – możesz zjeść jednego croissanta więcej na śniadanie, albo zostać rano w łóżku dłużej z żoną. I tak zdążysz do pracy, ale jeśli rozbijesz twoją służbówkę, czeka Cię trudny poniedziałek…

Małe, proste i szybkie, hot hatche mają ciężki żywot – są katowane przez kierowców na mniej lub bardziej amatorskich imprezach sportowych, a także w normalnym ruchu drogowym, bo potrafią dać dużo radości z każdego dynamicznie pokonanego zakrętu. Dlatego też pogłowie tego typu modeli maleje drastycznie z każdym rokiem. Znalezienie egzemplarza w takim stanie, jak oferowany na aukcji, jest prawie niemożliwe. Jeśli Clio I generacji pochodziło prosto z raju (tak głosił slogan reklamowy), to Williams musiał być z piekła.

Na sprzedaż jest Clio Williams, które od nowości było używane jako samochód służbowy w dziale Renault Sport. Przejechało w tym czasie 83 tysiące kilometrów. To chyba jego największa zaleta – nie stało na wystawie przez 30 lat, więc jest względnie gotowe do dalszej jazdy bez gruntownego serwisu.

Clio Williams to jeden z najwcześniejszych przykładów hot hatchy od Renault, i choć nie ma on turbosprężarki jak szalone Renault 5, Clio również jest bardzo szybkie i analogowo bezpośrednie. Czy szczęśliwy nabywca jednego z 12 tysięcy sztuk Williamsa będzie na tyle odważny żeby wyciągnąć je na drogę, i nawijać kolejne kilometry, czy może jednak trafi ono do hali i będzie najbliższe lata spędzało jako nieruchomy pomnik historii?

Drogi Czytelniku, wybór należy do Ciebie. Według szacunków, trzeba będzie przygotować 20-30 tysięcy euro.

4. W tym szaleństwie jest metoda

To jeden z tych przejawów geniuszu inżynierii, który jest jak sztuka nowoczesna – połowa ludzi podziwia, a druga połowa nie rozumie.

„Hybrydowy minivan” to pozornie nic nadzwyczajnego – dopóki nie zagłębimy się w szczegóły techniczne. W tym pojeździe nic oprócz wyglądu zewnętrznego nie jest normalne. Renault Espace VERT to prototyp, który był owocem wspieranego przez rząd programu, mającego na celu stworzenie ekologicznego pojazdu przyszłości. Jest napędzany silnikami elektrycznymi, ale ładowanie baterii odbywa się za pomocą napędzającej alternator turbiny gazowej, która rozpędza się do… 90 (dziewięćdziesięciu) tys. obrotów na minutę. Gdyby nie trudności w serwisowaniu i eksploatacji samej turbiny, pomysł byłby genialny – napęd pracuje prawie bez wibracji, spala dowolne paliwo…

Niestety, w opisie jest wzmianka, że niektórych podzespołów elektrycznych brakuje do tego, by pojazd był w pełni sprawny. Czy to odstraszy szaleńca-ekscentryka, który się zdecyduje na zakup tegoż pojazdu? Myślę, że nie. Szczęście sprzyja śmiałym.

5. Szybki projekt na zimę

Zima już nadchodzi wielkimi krokami, a zatem dla wielu klasycznych samochodów to sezon garażowy. „Do lekkich poprawek” to bardzo popularny slogan na wszelkiej maści portalach aukcyjnych. Tutaj więc mamy samochód do lekkich poprawek, ale w odróżnieniu od setek tysięcy zwyczajnych aut z takim opisem, ten jest naprawdę unikatowy.

Co można kupić, jeśli kochamy francuską myśl techniczną, lubimy wyzwania, nie boimy się nierównej batalii z unikalnymi częściami, mamy akurat pusty garaż i baaardzo dużo wolnego czasu?

Na sprzedaż jest jedna z zaledwie dwóch sztuk Alpine-Renault A610 Le Mans. Edycja Le Mans tego modelu to łabędzi śpiew firmy Alpine w jej pierwotnej postaci. Popyt na A610 nie spełniał oczekiwań i w 1995 r. fabryka stanęła na ponad dwie dekady, zanim nastąpiło jej wskrzeszenie w roku 2017.

Od zwykłego A610, Le Mans odróżniało się dodatkowym pakietem wizualnym, mocniejszym silnikiem (zwiększono m.in. ciśnienie doładowania) oraz felgami wyprodukowanymi przez firmę Gotti. Sprzedawany egzemplarz jest jedynym w tej specyfikacji, który w ogóle opuścił mury fabryki – drugi pozostaje cały czas w rękach koncernu Renault.

Na pocieszenie – nie musimy się martwić blacharką, gdyż nadwozie A610 jest tradycyjnie dla Alpine wykonane z tworzyw sztucznych. Samochód wymaga jednak gruntownego przeglądu i napraw, zanim będzie można cieszyć się jazdą.

Przewidywana cena to 30-40 tysięcy euro – jeżeli szacunki się sprawdzą, za ułamek ceny Porsche 911 dostaniemy samochód równie szybki, za to zdecydowanie ciekawszy i rzadszy. W dodatku z historią, której nie można kupić za żadną cenę. Drugiej takiej okazji nie będzie.

Który z pojazdów jest Waszym faworytem? A może macie swoje propozycje, ulubione modele? Link do aukcji tutaj.

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy - dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to