Mercedes klasy S jest uważany za wzorzec luksusowej limuzyny. Obecna generacja o oznaczeniu W223 oferowana jest od 2020 roku, więc przyszła pora na modernizację. Datę na premierę wybrano szczególną, ponieważ 29 stycznia 1886 roku uznaje się za początek historii Mercedesa.
Okrągła rocznica szczególnej daty dla marki to bardzo dobry moment na pokazanie swojego flagowego modelu po modernizacji. Zwłaszcza, że zdaniem producenta w samochodzie jest 2700 komponentów, które są nowe albo przeprojektowane, co oznacza ponad 50 proc. elementów.
Nowy Mercedes klasy S faktycznie wygląda trochę inaczej, ale to bardziej ewolucja niż rewolucja
Znając markę Mercedes, który z reguły dokonuje dość skromnych liftingów, było to do przewidzenia. Raczej trudno było oczekiwać, że producent dokona tego co przykładowo BMW z poprzednią serią 7, gdy w modelu G11 po liftingu pojawiły się ogromne nerki.
Z przodu w oczy rzuca się większy grill z umieszczonymi weń świecącymi gwiazdami, a także – a może przede wszystkim – nowe reflektory ze światłami dziennymi w kształcie trójramiennych gwiazd. Podobne rozwiązanie zastosowano w tylnych lampach. Jakby jeszcze komuś tego brakowało, gwiazda na masce również będzie się świecić.
Czy te zmiany są na plus w wyglądzie klasy S? Powiedziałbym, że ogólnie całość nadal broni się bez problemu, bo to naprawdę ładnie narysowany samochód. Jednak to, co wydarzyło się na pasie przednim, z tym grillem wzorowanym chyba na Actrosie i podświetlanych elementów, to nie jestem przekonany. Zdaję sobie sprawę, że od ładnych paru lat Mercedes stara się celować w młodszą klientelę, która może lubić tego rodzaju elementy, mam jednak wątpliwości, czy pasuje to do eleganckiej limuzyny.

Klasa S sprzed modernizacji różni się przede wszystkim lampami, ale też ułożeniem chromowanej listwy na zderzaku.
W oczy kłuje też czarne obramowanie grilla, sięgające do reflektorów. Co prawda to jest problem głównie przy jasnych kolorach nadwozia, a nie oszukujmy się, większość tych Mercedesów będzie wyjeżdżać z fabryki po prostu czarna, ale wtedy można by z kolei spytać, po co stosować coś, co… w takich przypadkach się nie wyróżnia? Najbardziej będzie się to rzucać w oczy w przypadku wyboru auta z pakietem AMG Plus, w którym zrezygnowano z chromowanych listew ozdobnych, wliczając w to sam grill.
Wiele opcji do wyboru – także pod maską

Tu się wszystko zgadza. Mówię o tym co znajduje się pod maską, nie tych paskudnych gwiazdkach w grillu.
Zacznę może od modelu S 580, ponieważ tam zaszła najciekawsza zmiana. Wciąż mamy podwójnie doładowane czterolitrowe V8, jednak w przeciwieństwie do aut sprzed liftingu, zamiast jednostki M176 jest tu M177 EVO osiągające maksymalnie 533 KM i 750 Nm. Największą nowością jest tu wał korbowy typu flat-plane, czyli z wykorbieniami w jednej płaszczyźnie. Jest to rozwiązanie, które jest stosowane przede wszystkim w samochodach sportowych. Zastosowanie nowego wału ma poprawić reakcję na gaz oraz… zmniejszyć drgania jednostki napędowej, które jest ważne w luksusowych limuzynach. Z pewnością będzie też miało wpływ na dźwięk silnika.
Mamy również mamy trzylitrowe R6 o oznaczeniu M256 EVO w czterech wariantach mocy. Najsłabszy S 45o osiąga 381 KM i 560 Nm, mocniejsze S 500 – 445 KM i 600 Nm. Są dostępne również dwie wersje plug-in, S 450 e osiągające 408 KM i 650 Nm oraz S 580 e, gdzie mamy 585 KM i 750 Nm. Warianty PHEV mają według producenta być w stanie pokonać do 118 km na jednym ładowaniu.

Choć to komfortowa limuzyna, wszystkie zdjęcia prasowe przedstawiają samochody z pakietami AMG bądź AMG Plus. Nowy Mercedes klasy S bez takich pakietów wygląda tak jak na tym zrzucie z konfiguratora.
Wszystkie wymienione warianty mają moc przenoszoną na obie osie poprzez dziewięciobiegową automatyczną skrzynię biegów. Przyspieszenie do setki będzie tu wynosić ok. 4-5 s zależnie od wersji – trudno oczekiwać więcej od limuzyny ważącej co najmniej 2 tony.
Jeśli chodzi o wersje wysokoprężne, znajdziemy w nich zmodernizowany silnik OM656 EVO, osiągający 313 KM i 650 Nm w modelu 350 d oraz 381 KM i 750 Nm w 450 d. Można oczekiwać rezultatów na poziomie 5-5,6 s do 100 km/h. Diesle mają elektrycznie podgrzewany katalizator, co ma umożliwić efektywniejsze oczyszczanie spalin. Wszystkie wymienione wersje silnikowe (za wyjątkiem PHEV-ów, oczywiście) są miękkimi hybrydami – silnikom spalinowym towarzyszą tam silniki elektryczne o mocy 23 KM.
Pozwolę sobie na chwilę dygresji przy modelu S 580. Najprawdopodobniej ten sam silnik znajdzie się również w np. AMG CLE 63, na którego świat motoryzacji czeka od niemal dwóch lat. Zresztą ostatnie plotki o pracach nad ekstremalną wersją zwaną Mythos tylko podsycają emocje.
Zmian nie uniknęło podwozie
Mercedes zafundował odświeżonej klasie S m.in. najnowszą wersję zawieszenia pneumatycznego Airmatic – należy ono do wyposażenia standardowego. Opcjonalnie dostępny jest układ E-Active Body Control, czyli układ zawieszenia z aktywnym tłumieniem hydraulicznym o zmiennej sile – aczkolwiek akurat to nie jest nowość ani w Mercedesie ogólnie, ani w klasie S – E-ABC można było zamówić już przed liftingiem.
Układ tylnej osi skrętnej bazowo umożliwia skręcenie tylnych kół o maksymalnie 4,5 stopnia. Opcjonalnie będzie to do 10 stopni, co poprawi manewrowość.
Zupełnie nowa jest deska rozdzielcza
Znajdziemy na niej trzy ekrany. Zestaw wskaźników o przekątnej 12,3 cala, 14,4-calowy ekran multimediów, a także MBUX Superscreen – 12,3-calowy ekran dla pasażera. Nowością jest system operacyjny MB.OS, który nadzoruje m.in. działanie MB.DRIVE (pakiet systemów wspomagających jazdę) i MBUX (multimedia). Do dyspozycji jest też wirtualny asystent.
Za wadę można uznać fakt, iż nadal brakuje tu fizycznych przełączników. Ogólnie jednak wnętrze wygląda moim zdaniem lepiej niż dotychczas. Istotną informacją dla nabywców będzie z pewnością fakt, iż rozszerzono możliwości personalizacji w ramach programu Manufaktur – do wyboru jest 150 kolorów nadwozia i… 400 wnętrza.
Mercedesa klasy S po liftingu można już zamawiać
Do tej pory nowa S klasa z salonu oznaczała wydatek minimum 530 tys. zł za bazowy model S 350 d 4Matic. Po modernizacji ceny startują od poziomu 571 700 zł za tego diesla, ale nie stanowi żadnego problemu wyjechanie z salonu bazowym dieslem za ponad milion złotych. Kompletny cennik opublikowano jednak póki co tylko dla wersji Long (V223) – tutaj mówimy o co najmniej 585 100 zł za S 350 d 4MATIC Long, podczas gdy bazowy wariant benzynowy (S 450) startuje od 612 700 zł za odmianę przedłużoną. Najdroższym wariantem w gamie jest póki co plug-in S 580 e za 700 100 zł bez dodatków, natomiast chętni na jednostkę V8 (S 580) wydadzą nie mniej niż 684 500 zł.
W najbliższym czasie powinny pojawić się również zmodernizowane warianty: sportowy AMG S 63 E Performance oraz luksusowy Maybach – ten ostatni zapewne nadal dostępny będzie z jednostką V12.










