Lata temu, gdy w kioskach i salonikach prasowych można było nabyć katalog „Samochody świata”, wielu z nas zaczytywało się w kolejnych jego stronach. Zapewne szczególnie w tych, na których widać było samochody zupełnie u nas nieznane. Nie jestem pewien, czy znalazła się tam konstrukcja o nazwie Light Car Company Rocket, ale zdecydowanie by tam pasowała.

Świat zna całe mnóstwo samochodów, które urodą nie grzeszą. Zwykle związane jest to po prostu z osobliwym pomysłem projektanta i z równie osobliwym gustem osób, które to kupują, ale czasem bywa i tak, że wygląd auta jest sprawą drugo-, albo i trzeciorzędną – bo całość ma być np. diabelnie skutecznym narzędziem do szybkiej jazdy. Jednym z takich przykładów może być choćby Mosler Consulier GTP.

Zanim jeszcze na świecie pojawił się legendarny McLaren F1, jego późniejszy twórca, Gordon Murray, podjął współpracę z kierowcą wyścigowym Chrisem Craftem, by dać światu coś bardzo ciekawego. Coś, co wygląda jak cygaro z nowotworem, albo, jak kto woli, samojezdna obudowa bomby lotniczej.

Tym czymś był Light Car Company Rocket

Light Car Company Rocket

Nazwa brzmi oczywiście trochę osobliwie, bo to tak, jak byśmy mówili „Fabryka Samochodów Osobowych Polonez” zamiast „FSO Polonez” – no ale można to sobie skrócić do LCC, które tak czy owak nikomu nic nie powie. Firmę powołano do życia w 1991 r. niedaleko Cambridge, a celem było – tak, zgadliście – zbudowanie super-lekkiego samochodu sportowego, ponieważ pan Murray większą część swojego życia poświęcił na budowanie super-lekkich aut sportowych. Rakieta była gotowa już w czerwcu tego samego roku i miała postać pojazdu zbudowanego w oparciu o stalową ramę przestrzenną z nadwoziem z włókna szklanego, od spodu odpowiednio wzmocnionego płytami ze stopów lekkich.

Light Car Company Rocket

Zwróćcie uwagę na schowane reflektory.

Ponieważ masa własna tego maleństwa wynosiła zaledwie 370 kg, do napędu z powodzeniem można by było użyć chomika w kółku. Zadecydowano jednak, że lepsze osiągi da 4-cylindrowy, 20-zaworowy silnik Yamahy. Ta litrowej pojemności jednostka napędowa osiągała maksymalnie 145 KM przy 10,5 tys. obr./min. oraz 104 Nm przy 8,5 tys. obr./min., co umożliwiało wykręcenie 4,4 s w sprincie od 0 do 60 mph (97 km/h), 10,1 s podczas przyspieszania do 100 mph (161 km/h) oraz osiągnięcie maksymalnie 233 km/h. Za przeniesienie napędu odpowiadała 5-biegowa skrzynia sekwencyjna i mechanizm różnicowy o ograniczonym poślizgu. Kierowcy zapewniono także możliwość zmiany przełożenia głównego. Tym, co bardzo dziwi, jest fakt, że żeby zredukować bieg, dźwignię trzeba pociągnąć do tyłu – spodziewałbym się raczej konieczności popchnięcia jej.

LCC Rocket z Bring a Trailer jest po drobnym tuningu

Tuning ten objął m.in. zwiększenie pojemności skokowej do niemal 1,2 l. Nowe korbowody umożliwiły też przesunięcie odcinki do 11,5 tys. obr./min. Nie widzę niestety informacji, do jakich wartości wzrosły moc i moment obrotowy, ale generalnie mówimy o stosunku mocy do masy na poziomie tego oferowanego przez topowe wersje Lamborghini Gallardo – albo i odrobinę lepszym. Modyfikacji uniknęły natomiast hamulce – układ Brembo z 11-calowymi, nawiercanymi tarczami z przodu i 10,5-calowymi z tyłu spokojnie wystarcza do wyhamowania Rocketa.

Light Car Company Rocket jest dopuszczony do ruchu

Na pierwszy rzut oka pojazd wygląda jak wydmuszka bez podstawowych elementów wyposażenia, ale to, co ma być – jest. Przykładowo przednie oświetlenie jest jak najbardziej obecne, po prostu wysuwa się dopiero wtedy, gdy jest konieczność jego uruchomienia. Czyli w Polsce najlepiej byłoby rozważyć montaż świateł do jazdy dziennej…

Light Car Company Rocket

Nie tylko silnik pochodzi z Yamahy – lakier też. Ten odcień nosi nazwę Yamaha Ocean Depth Mica Metallic.

Auto oferowane na sprzedaż na platformie aukcyjnej Bring a Trailer ma też kilka dodatkowych zalet, jak choćby niski przebieg (2116 mil) czy fakt, że wraz z samochodem otrzyma się książkę o nim. Nosi ona tytuł The Light Car Company Rocket: The Singular Vision of Two Men i zawiera również zdjęcia sprzedawanego egzemplarza. Skąd te zdjęcia się tam wzięły? Ano stąd, że autor książki, Clive Neville, był właścicielem niebieskiego auta w czasie gdy pisał tę książkę.

Chyba poszukam sobie jakiegoś egzemplarza dla siebie.

Obecnie najwyższa oferta wynosi 75 tys. dol.

To jednak o niczym jeszcze nie świadczy, ponieważ do końca aukcji pozostało 6 dni, a na BaT jeszcze nigdy nie wystawiano podobnego samochodu, więc nie ma jak porównać cen. W 2014 r. podobne auto oferowano za niespełna 100 tys. dol., ale spodziewam się, że teraz ta granica zostanie przekroczona. Wychodzi dość drogo jak za kilogram auta, ale przy McLarenie F1 to okazja – tym bardziej, że Light Car Company zbudowało zaledwie ok. 50 Rocketów, podczas gdy McLarenów powstało ponad 100. Jeśli to nadal Wam nie wystarczy jako rekomendacja, to ja już nie wiem…

 

Zdjęcia: 1600veloce, BringaTrailer.com

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy - dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to