W Stanach Zjednoczonych przyłapano w trakcie testów drogowych nową generację samochodu, który przez jakiś czas oferowany był również w Polsce – to Dodge Journey.
W Polsce Dodge Journey znany jest głównie z tego, że sprzedawano go przez jakiś czas, po czym wycofano z rynku, a następnie – jako ZUPEŁNIE NOWY MODEL – wprowadzono Fiata Freemont. Czyli Dodge’a po lekkim liftingu i z odrobinę mniej siermiężnym wnętrzem. Równie śmieszne było to, że Dodge’a w Europie oferowano tylko z silnikami o mocach nieprzekraczających 185 KM, podczas gdy Fiata można było nabyć z 280-konnym, 6-cylindrowym Pentastarem. Nie żeby to było jakoś potwornie szybkie (8,4 s do setki i prędkość maksymalna na poziomie 208 km/h), ale obok Skody Superb II 3.6 VR6 było to jedno z ciekawszych aut na rynku pod względem silnikowym.
Dodge Journey nie był autem wybitnie dobrym, ale nie można mu było odmówić amerykańskości
W 2020 r., po 12 latach od rozpoczęcia produkcji 1. generacji, stwierdzono jednak (wreszcie), że już dość i pora kończyć, bo ile można tłuc to samo auto. W 2021 r. pojawiła się nowa generacja, ale tylko na rynku meksykańskim. Nie było to jednak nowe auto zaprojektowane przez Boba i Mike’a, a trochę-mniej-nowe auto zaprojektowane przez Zhanga i Wonga – konkretnie GAC Trumpchi GS 5 z 2018 r., którego odrobinę upudrowano i ponaklejano znaczki amerykańskiej marki. Jeden z czytelników portalu Carscoops przyuważył dokładnie taki samochód w stanie Michigan, co samo w sobie byłoby pomijalne, gdyby nie drobny szczegół: tablice rejestracyjne. Są to bowiem tablice producenta, zakładane na samochody testowe czy prototypy.
To może, choć nie musi oznaczać, że Dodge Journey powróci do Stanów Zjednoczonych
Nawet jeśli faktycznie tam trafi, to miejscu Amerykanów raczej bym się jednak jakoś szczególnie nie cieszył, i nawet nie chodzi tu o sam fakt pochodzenia pojazdu (i nie mówię tu o Meksyku). Trumpchi jest samochodem po prostu znacznie mniejszym od starego Journeya – długość nadwozia to niespełna 4,7 m (starszy, oryginalny Dodge i Fiat Freemont – prawie 4,9 m), a rozstaw osi wynosi tu 2,71 m (Journey-Freemont: 2,89 m).

A tutaj równie chiński Dodge Journey – na zdjęciu topowa wersja GT. Swoją drogą, czy oni nie mają w Meksyku ładniejszych miejsc do zdjęć?
Co za tym idzie – i co idzie za chińskimi przepisami podatkowymi – pod maską nie będzie tu żadnego silnika V6, ani nawet czegoś w rodzaju 4-cylindrowego 2.0 turbo. GAC sprzedaje ten samochód wyłącznie z 1,5-litrowym silnikiem GTDi, który w Chinach dostępny jest w w wersjach 152- i 169-konnej, natomiast w Meksyku – wyłącznie w tej mocniejszej. Osiągi są lepsze niż w przypadku bazowego Journeya 1. generacji, ale raczej niewiele – sprint do 100 km/h Trumpchi w 169-konnej wersji załatwia w 9,9 s, Dodge z 2,4-litrowym silnikiem o mocy 170 KM potrzebował na to samo 10,1 s-10,4 s zależnie od źródła. Warto dodać, że oryginalny Journey miał zaledwie 4-biegowy automat, podczas gdy chiński Journey tych biegów ma 6.
Czy GAC Trumpchi GS 5 trafi na rynek amerykański czy nie, jest w praktyce stosunkowo mało istotne
Proces wlewania się chińskiej motoryzacji na rynki niemal całego świata i tak się rozpoczął – i już się nie zatrzyma. Lada chwila połowa globu będzie jeździć chińskimi crossoverami z silnikami 1.5 turbo, a niewiele później – ich nowszymi wersjami o napędzie elektrycznym (co w Europie nastąpi jeszcze szybciej niż gdzie indziej).
Pod względem jakości samych samochodów to nie musi być wcale problem, bo w Chinach bez problemu da się zrobić dobry jakościowo produkt – tyle tylko, że wtedy niekoniecznie będzie on mieć konkurencyjną cenę. Wolałbym jednak, żeby na rynku pozostał jakiś wybór, a nie same samochody chińskie. Teraz ten wybór jest, za 5 i 10 lat też będzie, ale czy za 20?
Aaa, hehe, byłbym zapomniał – za 20 lat ten problem nie będzie nas dotyczyć, bo i tak zabronią nam poruszania się autami.




