Od czasów stworzenia pierwszego automobilu na świecie powstał miliard najprzeróżniejszych modeli samochodów. Wraz z popularyzacją automobilizmu jako czynności życia codziennego jak i elementu hobby i pasji, ogromna część z nich miała zwracać uwagę swoją oryginalnością.
Różnorodność w motoryzacji jest super, bo niczym Marian Bońka łączy ludzi w grupy i umawia na działkę. Jeśli nie jesteś absolutnym hejterem wszystkiego co ma cztery gumowe placki dociskające metalowe cielsko do podłoża, to z pewną dozą pewności w głosie jestem w stanie stwierdzić, że nawet jeśli nie obrócisz się za Plymouthem Fury rocznik 1958, to i tak raczej nie umknie on Twojej uwadze. Czy to za sprawą wizualiów czy drgań powietrza mniej lub bardziej dających się we znaki Twojemu zmysłowi słuchu, ten samochód zapewne sprowokuje pewien proces myślowy.
Za komuny zabierało się z Malucha akumulator, tak aby rano ów Maluch wciąż meldował się tam, gdzie właściciel go zostawił
To oczywiście tylko jedna z metod zabezpieczania swojej własności przed amatorami przenoszenia praw do użytkowania na drodze prawnie nieutrwalonej. Metoda równie durna, co skuteczna, szczególnie w czasach słusznie minionych, pełnych niedoboru, frustracji i marzeń o normalności. Niemniej, jeśli w czasach gdy na ekranach kin Ryszard Ochódzki mniej lub bardziej radośnie przemieszczał się z bardzo porządną dziewczyną jakimś cudem przypadł Ci w udziale (i realizacji tegoż, ale to temat na inny wpis) mały Fiat, to ponad wszelką wątpliwość nie umknęło to uwadze otoczenia, niestety nie zawsze w sposób pozytywny.
Czasy się jednak zmieniły, samochody stały się dobrem dużo bardziej powszechnym
Zwłaszcza po 2004 r., gdy mogliśmy zacząć sprowadzać wszelkiej maści dobra zza zachodniej granicy. Szatniarz nie pilnuje już Mirafiori, a i strzelenie paru popisów na szosie Mercedesem nie zawsze daje oczekiwany efekt. Nawet jeśli Mercedes jest konkretny. Widok Porsche czy Lamborghini w Polsce nikogo już raczej nie dziwi, w szczególności w obecnej stolicy, gdzie auto warte tyle co mieszkanie inne niż kawalerka (czyli sporo) zobaczysz przynajmniej raz dziennie.
Aby zostać realnie zauważonym, musisz czymś przyciągnąć uwagę – i niekoniecznie jest to cena Twojego samochodu. Najwięcej spojrzeń przyciągają w mojej ocenie dziwactwa wszelakie, od Nissana Cube, przez wszelkiej maści klasyki, kończąc na wspomnianym wyżej Maluchu.
Ja nieszczególnie lubię, gdy ktoś kojarzy mnie z moim autem
A to dlatego, że wychodzę z założenia, że moje auto musi być przede wszystkim dla mnie, musi mi się podobać albo reprezentować zestaw cech, które sprawiają że z jakichś mniej lub bardziej racjonalnych powodów je lubię. Miałem w swojej karierze przyjemność posiadać jeden wyjątkowo głupi samochód, który zresztą testował mój serdeczny redakcyjny kolega Jarek – Volvo S70.
Doceniałem ten wóz za przestarzałą już wówczas stylistykę zwietrzałego premium, pięć cylindrów, wspaniały komfort i niepowtarzalny zapach wnętrza. Gdy podjąłem ten wóz, miał on już 20 lat. Był bardzo ładny, bo dbałem o jego prezencję. Co ciekawe jednak, niejednokrotnie mnie o niego zaczepiano. Znajomi kojarzyli mnie z tym samochodem i niejednokrotnie wysyłali mi zdjęcia z wyczajki. Podówczas było to cokolwiek przyjemne, ale z czasem stało się męczące. Tego też powodem cieszyłem się, że zmieniłem ten wóz na ultraprzeciętne srebrne kombi, które pozwalało mi się wtopić w tłum.
Przy okazji: myślicie, że jeśli z AE86 zdejmę znaczki i nakleję napis „Yaris Hybrid” to pozbędę się spojrzeń napalonych JDM-owców? Nie żebym miał AE86, ale bardzo chciałbym mieć i bardzo nie chciałbym w związku z tym musieć komukolwiek mówić o tym co zrobiłem ze swoim 4A-GE, że brzmi tak pięknie.
Wracając, doskonale jednak rozumiem ludzi, którzy chcą aby samochód był elementem ich tożsamości, wizerunku czy dowodem na status majątkowy – a nawet jakiś inny, o którym może jednak nie będę tu konkretnie pisać, bo naczelny mi urwie głowę. Stanowią oni pewną nieskromną rozmiarowo grupę społeczną, dla której produkuje się określone rodzaje samochodów oznajmiających mniej lub bardziej spersonalizowane spojrzenie na życie. Nie moja bajka, nie mój problem. Rynek jednak nie znosi próżni, a Facel Vega miał, podobnie jak Lamborghini Urus, piłować gardziele oznajmiając tu jestem, jestem drogi, mojego właściciela stać by kupić Ciebie i całą Twoją rodzinę.
Teraz pora abyście wypowiedzieli się Wy, drodzy Czytelnicy. Czy lubicie być widziani w swoich samochodach? A może wolicie, gdy to sama maszyna zgarnia wszystkie spojrzenia… lub preferujecie styl cichociemny i wtopienie się w tłum?
Zdjęcie główne: Max Fewtrell podczas okrążenia Nordschleife w Peelu P50.

