Kolejne sezony spotów Youngtimer Warsaw zamykane były zazwyczaj na przełomie września i października. W tym roku koniec przyszedł nieco wcześniej.
13 września, czyli w zeszłą środę, żwirek pod Stadionem Narodowym po raz ostatni w tym roku gościł klasyki i youngtimery. Pożegnalny spot tego sezonu zaczął się o godzinie 18, ja jednak niestety nie mogłem pojawić się wcześniej, niż koło 19:30. Jak do tej pory, półtoragodzinne spóźnienie oznaczało zazwyczaj oglądanie ostatnich pojazdów opuszczających powoli teren zlotu, nie byłem więc zbyt dobrej myśli.
Na szczęście, jak się jednak okazało, myliłem się – spot Youngtimer Warsaw jeszcze trwał
Docierając na miejsce, zauważyłem sporą kolejkę sędziwych pojazdów czekających na wjazd na teren imprezy. Jako, że aparat i statyw leżały w bagażniku, musiałem ratować się telefonem.
Po znalezieniu miejsca do zaparkowania mego wozu, któremu raczej nie grozi zostanie klasykiem, popędziłem do wejścia, gdzie okazało się, że niestety sporo uczestników już się zawijało.
Na szczęście na żwirku wciąż było sporo do podziwiania
Już przy samym wejściu w oczy rzucała się silna ekipa Renault Twingo 1. generacji.
Nieopodal wdzięczyły się zacne egzemplarze mojej ulubionej nieistniejącej marki. Tej, której nie udało się zasave’ować.
Odrobinę dalej można było podziwiać brytyjską motoryzację – zarówno z czasów jej upadku, jak sprzed tegoż.
Niezłą reprezentację miała słoneczna Italia, wśród której pojawiły się prawdziwe rodzyny
Nie zabrakło też wspaniałych szwedzkich cegieł.
Pojawił się także Zbigniew Łomnik we własnej osobie. Niestety, nie udało się wpaść na siebie i zamienić paru słów – pozostało jedynie podziwiać jego pięknie zachowanego VW Typ 3.
Nie był to oczywiście jedyny przedstawiciel germańskich najeźdźców. Mówiąc prawdę, to właśnie niemieckie klasyki dominowały na błoniach Narodowego.
Reprezentacja Japonii na Youngtimer Warsaw nie była może szczególnie liczna, ale bardzo, bardzo mocna
Pozostając w temacie ruchu lewostronnego i wyspiarskich krajów – przedstawicieli brytyjskiego kunsztu inżynieryjnego było więcej, niż te dwie sztuki z początku relacji.

Lata temu miałem okazję testować takiego Rovera SD1. W kategorii “jakość wykonania” to poważny konkurent schyłkowego FSO.
Najpotężniejszym jednak ciosem wśród wozów o brytyjskich korzeniach był pojazd najbardziej znany z tego, że przewracał się na widok klasycznego Mini w kolorze niedojrzałego banana.
No dobrze, może nie był to dokładnie ten model, ale zgadza się marka, segment i przede wszystkim układ kół jezdnych, których liczba wynosi trzy. Ani mniej, ani więcej.
Nie dwa i nie cztery. Pięć jest wykluczone.
O ile jednak w filmach z Mr Beanem (znanym u nas jako Jaś Fasola) występował popularny Reliant Robin, tu mamy do czynienia z rzadszym, podobno lepiej wyposażonym i wykończonym Rialto. Tak czy inaczej – duży szacun dla ekipy Dziani Mobilni. Trzeba mieć cojones, czy raczej, jak to mawiają Anglosasi – balls. Piłki, znaczy.
Nie zmieniając języka (poza akcentem i niektórymi sformułowaniami) – na żwirku gościli także przybysze z USA

Ford Econovan to sprzęt dla mnie niemalże idealny – może służyć i jako zespołowóz, i jako mieszkanie.

AMC Eagle to jeden z najgrubszych tematów na żwirku. Przecudownie niedorzeczny. ALEŻ BYM TESTOWAŁ.
Z kolei reprezentacja Francji była nader skromna. Niestety, ze względu na warunki nie udało mi się uchwycić wszystkiego (choćby pięknego R5 Turbo), na szczęście jednak można było liczyć na jedną z mych dwóch największych motoryzacyjnych miłości: Hydrocytryny.
Pojawiło się też więcej zacnej szwedzkiej stali.
Włoska ekipa też okazała się liczniejsza, niż się z początku wydawało.
Oczywiście było sporo żelastwa z dawnych demoludów, jednak najciekawszym przedstawicielem była zdecydowanie ta przepięknie spatynowana Wołga:
Tymczasem robiło się już coraz później i kolejni goście zawijali się z imprezy. Żwirek powoli pustoszał, jednak pozostało na nim kilka wyjątkowo ciekawych okazów.

To nie Krokodyl ani jego poprzednik. To… jedno i drugie naraz: zapomniany Saab 90, czyli front z 99, tył z 2-drzwiowego 900. Poproszę.
Powiem wprost: nie był to najtłustszy spot Youngtimer Warsaw, na którym byłem.
Żeby nie było wątpliwości – absolutnie nie był też słaby. Na żwirek zajechała masa świetnych gratów, z których kilka wywołało u mnie niekontrolowany ślinotok. Jednak widywałem już grubsze spoty YW. Rzecz jasna, głównie rozpoczęcia i zakończenia sezonów. Oczywiście – przemawia przeze mnie lekki żal, że sam nie mam już czym wbić na żwirek pod Narodowym, ale to tylko drobnostka w porównaniu z tym, co dało się wyczuć w powietrzu.
Otóż tak naprawdę nie wiadomo, jaka będzie przyszłość spotów Youngtimer Warsaw
W lipcu przyszłego roku wchodzi wynalazek zwany „Strefą Czystego Transportu”, który skutecznie wykosi z objętego nim obszaru niezarejestrowane jako zabytki samochody starsze niż z 1998 r. Dodatkowo wojewódzki konserwator zabytków drastycznie zaostrzył warunki, które trzeba spełnić, by otrzymać żółte tablice. Ci, którzy się na takowe nie załapali, a ich ukochane youngtimery wpadły w dziurę między granicznymi warunkami rejestracji na zabytek a minimalnym wiekiem pojazdu dopuszczonego do ruchu w SCT, będą mieli trzy opcje: garażować swe wozy poza strefą i widywać się z nimi np. w weekendy, wyprowadzić się poza strefę lub sprzedać to, co niejednokrotnie było największą radością w ich życiu. A chyba nie muszę tu dodawać, że Stadion Narodowy wraz z posypanymi białym żwirkiem błoniami są niemalże w samym sercu SCT.
Jedno jest prawie pewne: spoty będą musiały przenieść się w inne miejsce. Podejrzewam, że dzielna ekipa z Fundacji Youngtimer Warsaw już poszukuje odpowiedniej lokalizacji i trzymam kciuki za jak najszybsze jej znalezienie. Mam też cichą nadzieję, że będę mógł tam przybyć czymś, co spełni warunki wjazdu na spocik – choćby czymś tak skromnym (acz jednocześnie rzadko u nas spotykanym), jak 2-drzwiowa Toyota Tercel, którą sprzedający bardzo przytomnie postawił w miejscu, gdzie mogło zauważyć ją jak najwięcej potencjalnych nabywców.













































