Mówiąc konkretniej, pierwszy lifting przeszła właśnie Mazda 2 Hybrid – czyli Toyota Yaris ze znaczkiem Mazdy. Dzięki zmianom ma mniej przypominać Toyotę, a bardziej Mazdę.
Mazda, choć ma na koncie bardzo dobre i oszczędne silniki należące do serii SkyActiv, niespecjalnie dobrze radzi sobie z europejskimi limitami emisji CO2. Jasne, niby cośtam elektrycznego w ofercie jest, ale to trochę za mało. Z tego powodu Mazda porozumiała się z Toyotą, czego efektem było wprowadzenie do sprzedaży modelu 2 Hybrid – zupełnie innego od spalinowej Dwójki. Wszystko byłoby świetnie, gdyby nie jeden detal: wygląd.
Mazda 2 Hybrid wyglądała identycznie jak Toyota Yaris
Poza znaczkami, nie było sensu doszukiwać się różnic. Wreszcie ktoś uderzył się w czoło, stwierdził że tak być nie może i narysował kilka nowych elementów dla Mazdy.

Mazda 2 Hybrid po liftingu. Zapewne kadrując to zdjęcie niechcący zupełnie zniweczyłem zamysł fotografa na kompozycję i tak dalej, ale przykro mi – jesteśmy tu po to, by oglądać samochody, a nie jakieś betonowe klocki z pojedynczym drzewem obok.
Efekt jest, trzeba powiedzieć, bardzo dobry – przynajmniej z przodu. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że Mazda po liftingu wygląda teraz dużo lepiej od Toyoty, a wszystko dzięki przestylizowaniu przedniego zderzaka.
Są też zmiany z tyłu – wymieniono blendę na taką lakierowaną w kolorze nadwozia. To akurat jest chyba (i moim zdaniem) odrobinę na minus, ale… zdecydowanie łatwiej teraz patrzeć na ten samochód „jak na Mazdę”.
Zmiany są też we wnętrzu
Tu jednak nie ma się co spodziewać dalszego oddalania się od pierwowzoru. Mazda skorzystała po prostu z tego, co Yaris dostał przy okazji własnego liftingu kilka miesięcy temu, czyli dostała m.in. cyfrowy panel wskaźników, większy ekran multimediów (bazowo 9-calowy, w wyższych wersjach 10,5-calowy), czy wyświetlacz przezierny – zależnie od wersji wyposażenia. Zależy też od niej wielkość obręczy – samochody w bazowej specyfikacji wyjeżdżają z salonu na felgach 15-calowych, natomiast te lepiej wyposażone – na 16- lub 17-calowych.
Pod maską bez nowości
To jest pewne zaskoczenie, ponieważ Toyota wzbogaciła niedawno gamę Yarisa o 130-konny wariant hybrydowy, który jest oferowany równolegle z dotychczasowym, 116-konnym. Wygląda na to, że Mazda mocniejszej opcji się nie doczeka, a to oznacza, że osiągi oferowane przez 2 Hybrid pozostaną na dotychczasowym poziomie: 9,7 s do 100 km/h i 175 km/h prędkości maksymalnej. Jakby na to nie patrzeć: wystarczy i do miasta, i w trasę, ale niektórzy mogą odczuwać pewien niedosyt – i po prostu pójdą do salonu Toyoty, nawet jeśli będzie im mniej odpowiadać stylistycznie.
W tej chwili nieznane są jeszcze ceny ani dokładny termin wprowadzenia na rynek – ale można się spodziewać, że nie trzeba będzie długo czekać… i że będzie nieco drożej niż dotychczas. Obecnie ceny Mazdy 2 Hybrid startują z poziomu… ekhem… <przeciera okulary> 100,9 tys. zł. Dla porównania, nowy Yaris Hybrid 116 – nowy, w sensie że po liftingu – wymaga wydania co najmniej 99,9 tys. zł.
Ceny są więc oczywiście… hm… wysokie. Tak, o to słowo mi chodziło. Wysokie. Liczę, że za bardzo się nie zmienią, bo 1000 czy 2000 zł dopłaty za znacznie ładniejsze auto to chyba nie tak źle, ale już 4000 czy 5000…



