Mnogość słów jakimi można określić pojazdy marki Toyota jest przynajmniej tak obszerna jak ich linia modelowa na przestrzeni ostatnich 5 dekad. Ponad wszelką wątpliwość jednak jednym z pierwszych skojarzeń będzie wytrzymałość.
Dla większości byłej i obecnej linii modelowej są to skojarzenia cokolwiek słuszne, co potwierdzi wielu użytkowników. Mi samemu ciężko byłoby tu być obiektywnym, bo 30 proc. aut, które miałem nosiły logo Toyoty i brak wytrzymałości czy niezawodności jest ostatnim co mógłbym im zarzucić. Ba, mam przekonanie graniczące z pewnością, że w materii liczby posiadanych Toyot to nie jest moje ostatnie słowo. W kategorii cenowej od średniej krajowej do sky is the limit jest jeszcze co najmniej kilkanaście (tak naprawdę to kilkadziesiąt, ale nie mówcie mojej żonie) modeli, które zdecydowanie mógłbym i chciałbym posiadać.
Jednym z takich modeli jest Toyota Land Cruiser J70
Choć trudno w to uwierzyć, Toyota nadal utrzymuje jeden model w produkcji od czterdziestu lat. Za długo? Patrząc na historię Yugo Koral czy naszego rodzimego Poloneza Caro Plus – tak. Tyle że nie do końca.
Linia Land Cruiser liczy sobie obecnie i historycznie pokaźną liczbę modeli, warto jednak zaznaczyć, że w zasadzie żadna z nich nie spełnia założeń współczesnego SUV-a, który boi się zjechać z asfaltu. Część co prawda całą swą egzystencję będzie spoglądać z utęsknieniem na przygodę w terenie, jednak J70 to zupełnie inna para kaloszy.
Są na świecie miejsca, gdzie odporność na paskudne warunki eksploatacji i odpowiednie zdolności terenowe są na wagę złota. Tam, gdzie normy emisji są określeniem równie egzotycznym co kiszone ogórki, sukcesem jest nie dojechanie ale dotarcie na miejsce sprawdzają się takie konstrukcje jak właśnie Toyota Land Cruiser J70.
Seria J70 zasługuje jednak na solidne i obszerne opracowanie, dlatego też dziś skupmy się na jednym egzemplarzu
Pamiętacie jak dwie dekady temu trójka bezapelacyjnie najlepszych prowadzących Top Gear próbowała zniszczyć Toyotę Hilux? Bez wątpienia mało który samochód byłby w stanie przetrwać podobne wyzwania. Sam Hilux zaś, mimo utraty swej wizualnej integralności wciąż był w stanie poruszać się o własnych siłach.
Powstaje pytanie, czy Toyota nadal potrafi robić tak niezniszczalne samochody? Patrząc na poniższy materiał odpowiedź brzmi – nie wiem, choć się domyślam.
Dobrze widzicie: ten Land Cruiser przeżył kilka (lub kilkanaście) solidnych przewrotek i nadal jest w stanie poruszać się o własnych siłach. Co ciekawe, kierowca podobno wyszedł z wydarzenia bez większych obrażeń. Podobnie swoje obrażenia musiał ocenić opisywany Land Cruiser, bowiem absolutnie nie zawahał się aby o własnych siłach dotrzeć do warsztatu.
Jeśli zatem taki mimowolny test przekonał Was do zaufania Toyocie Land Cruiser J70, to mam dla Was dobrą i złą wiadomość.
Model ten dość regularnie jest modernizowany, a zapotrzebowanie na niego jest tak duże, że raczej nigdzie się nie wybiera. Co więcej, w ramach importu indywidualnego można mieć praktycznie każdą jego wersję, są odpowiednie firmy, które się tym zajmują. Ba, swego czasu po Warszawie krążył nawet nowy kamper na bazie J70. Z tego co się orientowałem, należałoby przeznaczyć nań tyle co na mieszkanie we wspomnianym mieście i to po obecnych cenach. Jeśli więc dysponujecie nadmiarem gotówki, zastanówcie się dobrze, czy do Waszych wymarzonych zastosowań Toyota Land Cruiser J70 nie nada się jednak lepiej niż Lancia Delta Safarista.
Jeśli jednak budżet jest mniejszy, ale J70 nadal budzi Wasze pożądanie – nie szukajcie nieskorodowanych egzemplarzy w słonecznej Italii. Tam bowiem sprzedawano najbardziej abstrakcyjną konfigurację – wybitnie odporny samochód z wyjątkowo nieudanym silnikiem od VM Motori. Tak, tym słynnym z osobnymi głowicami dla każdego cylindra. Aczkolwiek do Muzeum Głupawych Motoryzacyjnych Połączeń się nada.
