Sztuczna inteligencja potrafi już robić sporo rzeczy – przykładowo wygrywać z innymi graczami w różnych symulatorach. A teraz nauczyła się tam driftować.
Jestem wielkim fanem tzw. samochodówek – wszelkiego rodzaju gier, gdzie można pojeździć. Lubię i gry zręcznościowe, i te bardziej realistyczne czy wręcz symulacyjne.
Do tej drugiej grupy można zaliczyć gry należące do serii Gran Turismo
Jest to być może lekka przesada, bo rynek i historia znają bardziej realistyczne produkcje, ale tak czy owak – z pewnością źle nie jest. Do dziś pozostaję pod wrażeniem fizyki jazdy w Gran Turismo na starusieńkie PlayStation Portable, którego zresztą do dziś używam – w GT PSP jak dotąd przejechałem ponad 10 tys. km, co i tak na tle innych graczy pewnie nie jest jakimś porażająco wysokim wynikiem.
Na kilka miesięcy miałem też wypożyczone PlayStation 5 z GranTurismo 7 i bawiłem się doskonale. Nie grałem co prawda za wiele w GT5 i GT6, ale gdy w GT7 jeździłem właśnie po torze w swoim Subaru Imprezie WRX Type R na oponach typu slick i zaczęło padać, to wręcz roześmiałem się, gdy wypadłem z zakrętu prosto w pułapkę żwirową – zachowanie samochodu i jego potworna podsterowność w tej chwili były świetnie odwzorowane.
O Gran Turismo wspominam nie bez powodu
Po pierwsze, Sony Interactive Entertainment – we współpracy z Nissanem – utworzyło niegdyś GT Academy, czyli (niestety już nieistniejący) program mający na celu wyszkolenie kierowców nowej generacji. Innymi słowy, najlepsi gracze mieli szansę zasiąść za kierownicą prawdziwych wyścigówek, a najlepszy z najlepszych – Jann Mardenborough – zaczął się ścigać w profesjonalnych zespołach wyścigowych. Oczywiście nie było tu mowy o tytułach mistrzowskich, ale Mardenborough w wielu swoich startach faktycznie zdobywał punkty, a nawet trafiał na podium, w tym także za zwycięstwo (w Brytyjskich Mistrzostwach GT w 2012 r.; w klasyfikacji generalnej na koniec sezonu był 6.). Dążę do tego, że widać, że Gran Turismo jest na tyle dobrym symulatorem, iż potrafi realnie pomóc w wyszkoleniu kierowcy wyścigowego z prawdziwego zdarzenia. W ramach dodatkowej ciekawostki warto tu dodać, że na podstawie tej historii powstał film (nigdy nie zgadniecie, pod jakim tytułem!), który niedawno był wyświetlany w kinach.
Druga kwestia jest dość blisko powiązana z pierwszą. Rzecz w tym, że od mniej więcej 6 lat twórcy gry – we współpracy z Sony AI – pracują nad czymś, co nosi nazwę GT Sophy.
GT Sophy to sztuczna inteligencja, która potrafi prowadzić samochody w grze. Prowadzić i wygrywać
Początkowo sztuczna inteligencja od Sony specjalizowała się w typowych technikach – wyprzedzaniu, blokowaniu czy jeździe w cieniu aerodynamicznym. Po zaledwie dwóch dniach nauki, GT Sophy pokonała na wirtualnym torze… 95 proc. swoich przeciwników. Żywych, prawdziwych przeciwników – uzdolnionych graczy. Potem było tylko lepiej. Trzeba tu też podkreślić, że nie było mowy o żadnych ułatwieniach – sztuczna inteligencja miała zapewnione takie same warunki jak reszta graczy, żadnych lepszych samochodów czy poprawionych ustawień zawieszenia. Ba – zdarzało jej się popełniać błędy, przykładowo jedna z wersji GT Sophy (równolegle testowano kilka) podczas jednej z takich prób przesadziła podczas wyprzedzania i poszła prosto w bandę – podsterowność wygrała i wykluczyła ten samochód z dalszej rywalizacji.
Teraz sztuczna inteligencja potrafi też driftować
Można zobaczyć ją w akcji na poniższym klipie z Gran Turismo 7. Robienie obrotów 360 stopni podczas jazdy to oczywiście totalna popisówa, ale… sam fakt, że GT Sophy ot tak driftuje sobie Countachem zasługuje na uznanie. To kolejny etap szkolenia AI, którego głównym celem jest wykorzystanie do maksimum możliwości samochodu – jest możliwe, że w konkretnych warunkach drift będzie też przez GT Sophy używany podczas zwykłych wyścigów, jeśli algorytm uzna, że coś to da.
Czyli co, prawdziwi kierowcy wyścigowi mogą się skupić na pracach w ogródku?
Jeśli chodzi o kwestię wyłącznie umiejętności, to sądzę, że za kilka, najdalej kilkanaście lat teoretycznie tak właśnie mogłoby być – choć zawody bez udziału kierowców są rozgrywane już teraz. Oczywiście dochodzą tu różne kwestie losowe, jak choćby awarie kamer, czujników itd., ale zgaduję, że w idealnych warunkach, dobrze wykształcona sztuczna inteligencja będzie na prawdziwych torach wyścigowych odnosić podobne sukcesy, jak w Gran Turismo – czasy okrążenia lepsze po kilka sekund niż u najlepszych kierowców z krwi i kości będą codziennością.
Na szczęście jest jednak tak, że nam zależy nie tylko na oglądaniu pędzących samochodów. Nam zależy na zestawienie tej prędkości z umiejętnościami prawdziwego człowieka. Zależy nam na oglądaniu walki charakterów, nie algorytmów. Na podziwianiu, jak różne style jazdy dają podobne wyniki i dobrą walkę na torze. Chcemy móc komuś kibicować. Czy sztucznej inteligencji da się kibicować? No niby da, szczególnie jeśli konkuruje ona z nielubianym przez nas kierowcą – ale mam wrażenie, że po usunięciu kierowców więcej emocji dostarczyłaby zupełna losowość. W związku z powyższym i na zakończenie proponuję chrupki, colę/piwo i wyścigi kulek.


