Suzuki Swift to samochód, który darzę wyjątkowo ciepłymi uczuciami. Ten niewielki wóz zaskarbił sobie moją sympatię już w czasach, gdy model ten nosił jeszcze nazwę Cultus. Od tamtego czasu minęły już dwie dekady z okładem. Krajobraz motoryzacyjny zmienił się nie do poznania, zmienił się także Swift.
Jeszcze w 2003 r. w salonach mogliśmy kupić znaną od 1988 drugą generację szerzej znaną jako Cultus. Samochód ten pełnił rolę idealnego pojazdu do poruszania się z punktu A do B, był tani, niezawodny i bardzo mało palił. Wszystko zmieniło się jednak gdy w 2004 r. zaprezentowano trzecią generację. Udało się wówczas zerwać z mocno przestarzałą, podówczas już wręcz utylitarną stylistyką poprzednika.
Do naszej świadomości dotarła właśnie obecność nowego auta. To Suzuki Swift czwartej generacji
Zapewne część z Was zapyta w tym momencie, czy trzecią generację produkowano przez 19 lat. Nic z tych rzeczy. Nazwa Swift stała się bazową dla małego modelu Suzuki dopiero w 2004 r., wcześniej występowała ona zaledwie na kilku rynkach, stąd komentarz o Cultusie. Do dnia dzisiejszego zasadniczy, XXI-wieczny Swift doczekał się trzech generacji. Wszystkie równie udane, tyleż stylistycznie, co mechanicznie. Suzuki specjalizuje się w produkcji samochodów o skromnych rozmiarach, toteż Swift dostąpił honoru posiadania wersji usportowionych we wszystkich generacjach (nie wyłączając Cultusa), a także trwałych i dynamicznych silników, również z układem miękkiej hybrydy. Swift jest doceniany przez wiele grup odbiorców, szukających różnego typu zalet i wrażeń. Prócz udanej stylistyki bowiem nadal zachował wszystkie obiektywne zalety Cultusa.
Mając w ofercie tak udany model Suzuki nie mogło tak po prostu zamknąć za sobą drzwi
To nie jest tak, że zapotrzebowanie na niewielkie samochody drastycznie się zmniejszyło, zwłaszcza w ujęciu globalnym. Nie każdy chce poruszać się pięciometrową kolubryną, w szczególności po mieście. Nie wspomnę już o tym, że gdy porzucimy motoryzacyjny europocentryzm i spojrzymy w szerszej perspektywie, dowiemy się na przykład że Swift doczekał się wersji rodzinnej w formie prestiżowego sedanika o nazwie Dzire. Uwierzcie mi, że macie Dzire by pozostać w słodkiej nieświadomości jego wizualiów, chyba że macie równie abstracyjne spojrzenie na motoryzacje jak ja. Ja Was naprawdę z tego miejsca lojalnie uprzedzam, tego nie da się odzobaczyć. Ale jeśli serio, ale tak serio serio chcecie… no kimże ja jestem, by Wam zabronić. Proszę bardzo, klik!
Zobaczyć natomiast warto najnowsze Suzuki Swift Concept
I choć samo Suzuki nazywa to conceptem, to tym raczej już nie jest. To co możemy zobaczyć wygląda jak wóz gotowy do produkcji. Stylistyka jak zawsze pozostaje co najmniej udana, rzekłbym że nawet lekko retro. Najważniejsze jednak jest to, że nadal jest to urocze wozidło bez cech stylistycznej agresji. To dobrze, bowiem w przypadku małego auta mielibyśmy do czynienia z czymś na kształt agresywnego ratlerka. Tak, możecie już spojrzeć w kierunku Hyundaia i10 po ostatnim liftingu.
Nowy Swift na pewno zostanie wyposażony w przynajmniej jedną wersję hybrydową, co sugeruje znaczek na tylnej klapie. Powstaje jednak teraz pytanie, czy nadal mówimy o układzie mild hybrid czy o rozwiązaniu bardziej zelektryfikowanym. Możemy natomiast z dużym prawdopodobieństwem założyć, że nowa odsłona małego Suzuki będzie samochodem wybitnie ekonomicznym. W obecnej generacji bowiem, z bazowym, wolnossącym silnikiem udaje się zejść ze spalaniem w okolice 4 l na 100 km, między innymi dlatego że Suzuki oparło się trendowi tycia i jest pojazdem nad wyraz skromnym wagowo.

źródło: BestCarWeb.co.jp
Nowego Swifta w pełnej krasie zobaczymy na nadchodzącym Tokyo Motor Show, zaś do salonów powinien trafić w przyszłym roku. Bardzo, ale to bardzo mocno trzymam kciuki za pokazanie odmiany usportowionej, a jeśli tej nie będzie, to niech chociaż nowy Swift trafi do Europy. Nic nie poradzę, mój chcijtomierz na Swifty wszelkiej maści reaguje bardzo intensywnie.

