Pięć litrów pali każdy turbodiesel wedle relacji szczęśliwych posiadaczy. Pięć jest liczbą świętą, pięć i nic tylko pięć, nie ma boga oprócz Rudolfa Diesla, a tedeik jest jego prorokiem. Piąty odcinek ekspresówki nadciąga nieuchronnie jak wymiana kompletu wtryskiwaczy po zatankowaniu podejrzanej żubury.

W 2022 r. największym źródłem skradzionej broni palnej w Ameryce były zaparkowane pojazdy

Akcesoryjne schowki i uchwyty na grzmiące kije są immanentną częścią amerykańskiego stylu życia, podobnie jak nierozerwalnie kojarzy się stojak pod wukaem na pace Toyoty Hilux, upalanej na jałowych piaskach Bliskiego Wschodu. Posiadanie broni gwarantuje któraś tam poprawka do konstytucji USA, a dodatkowo manifestowanie tego stało się rodzajem politycznej deklaracji, którą można uwidocznić na przykład za pomocą naklejki na chromowanym zderzaku wielkości kajaka, głoszącej „Come and take them”. Że niby miej się na baczności zły człowieku o lepkich rączkach, właściciel tego gargantuicznego pickupa nafaszeruje twój kostropaty zewłok śrutem jak tylko się zbliżysz. Stanowi to jednocześnie czytelną informację, którym pojazdem warto się zainteresować, będąc złym człowiekiem o lepkich rączkach. Na skutek tego w 2022 r. połowa kradzionej broni palnej w USA pochodziła z zaparkowanych pojazdów. Trend rośnie, w 2012 r. była to zaledwie jedna czwarta. Land of the free, yeeehaw! Poniżej najbardziej amerykański spot reklamowy, jaki dzisiaj zobaczycie:

Nowy SUV jest gorszy dla planety niż dziesięcioletni samochód

SUV-y mają swoje określone zastosowania, w których sprawdzają się doskonale – holowanie przyczepy z łódką, quadem lub sąsiednim powiatem, dojazdy do domu po drogach siedemnastej kategorii odśnieżania, pompowanie ego właściciela, takie różne. Brytyjski „The Guardian” powołuje się na badania organizacji charytatywnej Could, z których wynika, że rynkowy trend rosnącej popularności SUV-ów nie pozostaje obojętny dla środowiska. W porównaniu do przeciętnego samochodu sprzedawanego w 2013 r., te z 2023 urosły, utyły, stały się bardziej paliwożerne, a efektem jest zwiększona emisja CO2 oraz pomysły na kolejne podatki, w szlachetnych intencjach mające odwrócić lub chociaż ukrócić niekorzystne dla środowiska zjawisko. W praktyce wyjdzie pewnie jak zwykle – nowy wspaniały podatek zapłaci tylko klasa średnia (bo biedota nic nie ma, więc niczego nie płaci, a bogaci nie po to zatrudniają kreatywnych księgowych, żeby płacić podatki), a koszty transportu wzrosną, bo taki podatek to wygodna wymówka dla podniesienia cen czego się da. A teraz powtarzajmy razem – dziesięcioletnia Toyota Aygo jest nieekologicznym mordercą foczek i pingwinków, dwutonowy SUV z bateryjką pod podłogą bagażnika jest zbawcą delfinów i jeśli chcesz chronić planetę, to sobie takiego kup, naści tu dopłatę do hybrydy.

ekspresówka

Brum brum jadę szlachtować niedźwiedzie polarne emisją CO2.

Kalifornia znosi zakaz poruszania się lowriderami w wielu miastach

Gubernator Kalifornii Gavin Newsom uchyla z dniem 1.01.2024 zakaz poruszania się lowriderami po kalifornijskich miastach.

They see me rollin’, they hatin’…

W latach 80. XX w. stan wprowadził przepisy zakazujące poruszania się zmodyfikowanymi pojazdami po publicznych drogach. Zakaz argumentowano urządzaniem nielegalnych wyścigów ulicznych i niejako z rozpędu objął on też lowridery, które do ścigania niespecjalnie się nadają. Miłośnicy takich samochodów już piszczą z uciechy na myśl o legalnym zadawaniu szyku tymi wszystkimi chromami i pneumatycznymi zawieszeniami.

Nowy DeLorean buduje samochód sportowy na bazie Corvetty C8

Wskakuj Marty, jedziemy do roku 2023!

Firma DeLorean Next Generation Motors (DNG) ujawniła, że ​​oprócz zbudowania specjalnego samochodu będącego hołdem dla Johna Z. DeLoreana (model JZD), zbuduje także bardziej przystępny supersamochód oparty na Chevrolecie Corvette obecnej generacji (C8), z silnikiem umieszczonym centralnie. Chociaż prace nad tym modelem są wciąż na wczesnym etapie, Kathryn DeLorean, córka Johna DeLoreana, twierdzi, że DNG Motors zastąpi nadwozie Corvette własnym projektem, obejmującym drzwi typu „skrzydła mewy”, podobnymi do tych z oryginalnego DMC-12. Pełny zakres zmian, które mają zostać wprowadzone pod maską, pozostaje jeszcze nieznany, podobnie jak rodzaj potrójnego wyświetlacza dat albo typ kondensatora strumienia. Bo przecież muszą to uwzględnić, prawda? Prawda?

Brytyjska firma Bedeo wprowadziła na rynek elektryczny układ napędowy do istniejących samochodów dostawczych z silnikiem Diesla

ekspresówka

Idylla aże mię w dołku ściska, brakuje tylko jednorożca.

Do stref niskiej emisji (LEZ) nie da się wjechać furgonetką z silnikiem Diesla (koszt nowej to około 25 tys. funtów), ale da się furgonetką elektryczną (koszt to 50 tys. funtów, dyskusyjna użyteczność w zestawie). Firma Bedeo oferuje za 25 tys. funtów instalację dodatkowego napędu elektrycznego do furgonetek na ropę, zapewniając im wjazd do wspomnianych stref oraz jednocześnie zachowanie cech użytkowych typowego dostawczaka. Nie ma takiej patologii, której nie da się obejść inną patologią.

Kalifornia pozostawała dotychczas wolna od fotoradarów, ale nowy program w Los Angeles wkrótce to zmieni

Wspomniany wyżej gubernator Kalifornii co prawda dopuścił lowridery na ulice, ale jednocześnie zadbał o to, by zanadto nie szalały i wprowadza program pilotażowy fotoradarów na obszarze Los Angeles. Fotoradary mają być instalowane w miejscach podwyższonego ryzyka, w których dochodzi do wypadków spowodowanych nadmierną prędkością. Kalifornijczycy może jeszcze tego nie wiedzą, ale to się dopiero zaczyna i wcale tak szybko (ho ho ależ zabawny kalambur) nie skończy. Maksymalna kara wyniesie 500 dol. za przekroczenie dozwolonej prędkości o 100 mph (w non-retarded units – przekroczenie o 160 km/h), natomiast kara za przekroczenie prędkości o 11 mph wyniesie 50 dol. Przekroczenie prędkości o 160 km/h rodzi wiele pytań, z których pierwszym jest „jak?”, potem „czym?”, „jakie tam jest ograniczenie?” i tak dalej.

Land Rover ocenia, że już ok. 10 tys. aut jest unieruchomionych w warsztatach, bo nie ma do nich części

Jaguar-Land Rover stworzył rewelacyjny i rewolucyjny Mercia Park, supermagazyn części zamiennych, który po wydaniu nań 150 milionów funtów oraz zajęciu 340 tysięcy metrów kwadratowych zakorkował się na amen. Nie ma komu rozładować ciężarówek z dostawami, nikt nie czeka za bramą aby dostać ciężką, niskopłatną pracę. Dealerom kończą się samochody zastępcze, klientom kończy się cierpliwość. Czas oczekiwania na naprawę lub choćby rutynowy przegląd samochodu może sięgać sześciu tygodni. Jak w czasach Polmozbytów – części może będą, może nie, się zapisze na listę i poczeka.

Owocowe czwartki i karnet na siłownię. Jak to „nie chcę takiej roboty”?

Ferrari pozwało dealera samochodów używanych na 2,2 miliona dolarów za replikę

Dealer używanych samochodów z Hiszpanii może teraz odetchnąć z wielomilionową ulgą, uwolniony od odpowiedzialności karnej w sprawie dotyczącej naruszenia praw własności intelektualnej Ferrari poprzez posiadanie repliki, opartej na Fordzie Cougar. Hiszpański sędzia orzekł na korzyść dealera, oszczędzając mu kary w wysokości 2,1 mln euro. Sprawa rozpoczęła się w październiku 2018 r., kiedy dealer kupił od poprzedniego właściciela pojazd gruntownie zmodyfikowany tak, aby wyglądał jak Ferrari F430 Scuderia. Zaledwie kilka tygodni później policja skonfiskowała samochód, ponieważ Ferrari zdecydowało się wnieść przeciwko dealerowi zarzuty karne, żądając w tej sprawie grzywny w wysokości 2,1 miliona euro (2,2 miliona dolarów) i roku więzienia.

Po odjęciu zwyczajowej włoskiej gestykulacji rozmowa w siedzibie Ferrari wyglądała zapewne jakoś tak:

– Luigi! Luigi!
– Cosa?
– Widziałeś jaki bezczelny cornuto ze Spagny? Zobacz na to impostore di Scuderia!
– Mamma mia! Co on sobie wyobraża? Dzwoń do Don Giuseppe i jego chłopców z ferajny, nie zostawimy tak tego!
– Si si, oby mu się zjełczałym chorizo odbijało przez miesiąc!
– Si si, mamma mia, scandalo!

I tym epizodem, bulwersującym jak pizza z ananasem polana keczupem, kończymy piąty odcinek Ekspresówki. Ech, gdyby można było wrócić nowym DeLoreanem do roku 2003 i przekonać kogo trzeba, żeby nie wprowadzał głupich przepisów, kastrujących rynek z małych, lekkich, oszczędnych i trwałych samochodzików, które są najbardziej ekologicznym pomysłem na transport indywidualny. Tyle że marża na nich nędzna, prestiż ujemny i w ogóle kto by tym chciał jeździć jak nie musi.

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy - dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to