Toyota zaprezentowała model HiAce 300 Commuter z silnikiem V6, co nie byłoby nad wyraz ciekawe, gdyby nie jeden szczegół: napęd wodorowy, który rozpoczyna testy na publicznych drogach w Australii.
Samochód jest wyposażony w silnik V6 z Lexusa LX 600 napędzający tylną oś poprzez 10-stopniową, automatyczną skrzynię biegów. Ze względu na wykorzystywanie wodoru jako paliwa jest też jednak smutna wiadomość dla fanów szalonych samochodów – pomimo posiadania układu twin-turbo, moc tej jednostki została zredukowana z 415 KM do 163 KM (a moment obrotowy z 650 Nm do 354 Nm), co przypomina czasy takich aut jak BMW 7 Hydrogen czy Mazd RX-8 i 5/Premacy Hydrogen RE.
Toyota HiAce H2 posiada trzy 47-litrowe zbiorniki wzięte z Toyoty Mirai i umieszczone płasko pod podłogą
Ten samochód nie posiada jednak ogniw paliwowych takich jak Toyota Mirai – spala sprężony wodór. Mając na pokładzie 141 l wodoru, Toyota oferuje zasięg w granicach 200 km, czyli zużycie paliwa wynosi około 70 l/100 km.
Pomimo większego silnika i zbiorników paliwa, Toyota HiAce H2 waży zaledwie o 100 kg więcej niż analogiczna wersja z silnikiem Diesla. Trudno jednak na dziś powiedzieć, czy to są ostateczne wartości, zwłaszcza że wiceprezydent Toyoty, Hiroki Nakajima, zapowiedział, że choć auto jest bliskie produkcji, to jego zasięg zostanie zwiększony zanim pojazd trafi do klientów.
Wybór Australii nie jest przypadkowy
Rząd australijski zapowiedział wpompowanie 6,3 miliarda dolarów australijskich w promocję i budowę infrastruktury dla napędów wodorowych w ramach programu „National Hydrogen Strategy”. Toyota ma absolutnie dominującą pozycję na tym rynku, sprzedając tam rocznie ponad 230 tys. samochodów, podczas gdy kolejna marka, Mazda, sprzedaje mniej niż 100 tys. aut. Toyota HiAce H2 testowana będzie na przedmieściach Melbourne – konkretnie w Altonie, gdzie do 2017 r. działała fabryka silników Toyoty.
Mini komentarz ode mnie
Jeszcze kilka słów o tym niusie okiem Australijczyka, którym jestem (niech Was nie zmyli fakt, że pisząc te słowa siedzę w Japonii) – mam nadzieję, że rzucającymi nieco inne światło na tę inwestycję. Warto wspomnieć, że stan Victoria jest w zasadzie bankrutem po 9 latach rządów Dana Andrewsa (2014-2023) – jest to najbardziej zadłużony stan w Australii, ale także w całej wspólnocie Commonwealth i wśród podobnych federacji na świecie. Jego dług jest określany jako większy niż wszystkich pozostałych stanów razem wziętych, a realnie to około połowy długu Polski (mowa o stanie mającym mniej niż 7 mln ludzi).
Za kadencji Dana Andrewsa upadł cały przemysł motoryzacyjny Australii – mniejsza już z tym do jakiego stopnia był on osobiście za to odpowiedzialny, ale mowa o dużej gałęzi gospodarki Australijskiej skoncentrowanej właśnie w stanie Victoria, w Melbourne. Mowa o siedzibie Holdena (Port Melbourne), Forda (Geelong i Campbellfield) i Toyoty (Altona).
Trudno się oprzeć wrażeniu, że Victoria pod nowym zarządem szuka możliwości poszerzenia współpracy z Toyotą, która pomimo zamknięcia fabryki, ciągle zatrudnia ponad 1500 osób w Altonie. Z informacji prasowych wynika, że Toyota przygotowała prototyp, ale inicjatorem przedsięwzięcia jest australijski oddział marki, dodatkowo finansowany przez rząd australijski w ramach wspomnianego programu „National Hydrogen Strategy”. Mniej więcej może oznaczać to tyle: „my wam pokrywamy koszty badań i rozwoju, zbudujemy infrastrukturę, ale wracacie do nas z produkcją”. Może to daleko idące przypuszczenia, ale biorąc pod uwagę opłakany stan finansów Victorii, każda inwestycja jest na wagę złota.


