Francuzi mają mnóstwo pięknych tradycji, w tym strajki, rozruchy oraz bezczelna kradzież polskich prototypów. Oto Mismaque Coupe „Squal”.
Skandal! – krzyczy wujek Janusz opluwając się rosołem. Parszywe żabojady – wtóruje mu stryj Marian ocierając wąsy z resztek golonki. Tak prawdopodobnie zareagowaliby niektórzy nasi rodacy widząc mało znany sportowy pojazd skonstruowany na przełomie lat 50. i 60. przez młodego inżyniera o nazwisku Guy Mismaque. To, że jedyne podobieństwa do Syreny Sport to rodzaj i wielkość samochodu oraz – w pierwszych wersjach – koncepcja napędu, nie ma znaczenia, tak samo jak to, że projekt powstał na kilka lat przed zaprezentowaniem polskiego prototypu. Zerżnęli Syrenę 110, zgapili Beskida, więc i Syrenę Sport na pewno też skopiowali. Choćby i wstecznie.
A jak było naprawdę?
W 1956 r. na paryskim salonie samochodowym pojawił się wspomniany już Guy Mismaque. Jego uwagę przyciągnął sportowy kabriolet zaprezentowany na stoisku zapomnianej już marki Brissoneau & Lotz. Mismaque dokładnie przyglądał się małemu autu, co przyciągnęło uwagę pracującego dla firmy Paula Guittona. Między dwoma inżynierami wywiązała się rozmowa, podczas której Mismaque stwierdził, że owszem, wóz jest niezły, ale on zrobiłby to lepiej. Na uwagę Guittona, że oparcie samochodu na mechanice Renault 4CV służyło temu, by ktokolwiek mógł pozwolić sobie na niego we wciąż odbudowującej się po wojnie Francji odrzekł, że zrobiłby to nie tylko lepiej, ale i taniej.

Guy Mismaque ok. 1955 r. / źródło zdjęcia: Citroenvie.com
Panowie pozostawali w kontakcie, spotykając się dość regularnie by omawiać projekt Mismaque’a. Samochód miał posiadać lekkie nadwozie z włókna szklanego oparte na przestrzennej ramie rurowej, układ napędowy miał natomiast pochodzić z Citroena 2CV. Mały, 425-centymetrowy bokser bezproblemowo mieścił się pod nisko poprowadzoną maską. Remedium na jego mizerną moc, wynoszącą podówczas całe 12 KM, miał być aerodynamiczny kształt i masa własna wynosząca ok. 350 kg. Prędkość maksymalna, w przypadku wczesnych 2CV z trudem sięgająca osiemdziesiątki, miała wynosić ok. 120 km/h.

Porównanie sylwetki Citroena 2CV i Mismaque’a Coupe. / źródło: Gazoline Magazine
Kształt nadwozia przypominał nieco Alfę Romeo B.A.T.
Uwagę zwracały przede wszystkim wysokie, zawijające się do wewnątrz tylne płetwy, których zadaniem było poprawienie stabilności przy wyższych prędkościach. To właśnie im dzieło Mismaque’a zawdzięcza nazwę „Squal”, czyli z francuska „rekin”. Karoseria została wykonana na drewnianej formie w zakładzie Bernarda Gouirana, gdzie w późniejszych latach powstało kilka innych sportowych francuskich konstrukcji.
Niestety, koszt okazał się nieco wyższy, niż zakładał Mismaque, co opóźniło ukończenie pierwszego egzemplarza. W końcu jednak, w październiku 1960 r., młody konstruktor podjechał pod dom Paula Guittona i zaprosił go na przejażdżkę.
Squal podobno prowadził się świetnie. Niewielka masa sprawiała, że dychawiczny bokser Citroena bezproblemowo napędzał małe coupe. Do tego bardzo nisko umieszczony środek ciężkości w połączeniu ze sztywniejszym zawieszeniem całkowicie wyeliminowały charakterystyczne dla „dwacefałki” podpieranie się lusterkami w zakrętach.

źródło: Citroenvie.com
Kilka dni później startował kolejny paryski salon
Niestety, Mismaque nie dał rady wykupić miejsca dla swojego samochodu, dlatego postanowił wystawić go przed Grand Palais, co też uczynił. Nowa konstrukcja wzbudziła spore zainteresowanie prasy i odwiedzających, co konstruktor uznał za zapowiedź świetnej sprzedaży. Plany seryjnej produkcji? Coś się wykombinuje. Strategia marketingowa? No przecież widać, że się podoba, więc na pewno kupią. Mismaque nie potrafił nawet określić konkretnej ceny swojego dzieła i każdemu dziennikarzowi podawał inną (choć dość zbliżoną) kwotę. Do końca targów klepnięta została sprzedaż… jednego egzemplarza.

Najprawdopodobniej auto ze zdjęcia to pierwszy zbudowany egzemplarz. / źródło zdjęcia: Rare French Sports Cars
Zmiana silnika, zmiana koncepcji
Podczas paryskiego salonu Mismaque nawiązał kontakt z Simcą. Przedstawiciele producenta znanego m.in. z modelu Aronde zgodzili się na sprzedaż silników i innych elementów mechanicznych. Niestety nie udało się dogadać w kwestii produkcji samego wozu. Mismaque chciał, by temat przejęła duża firma, jednak ani Simca, ani żaden inny producent nie wykazał zainteresowania.
Nowe, mocniejsze silniki serii Flash i Rush wymusiły wiele zmian w projekcie Squala. Przede wszystkim zamiast małego, dwucylidrowego boksera pod maskę trafiła rzędowa czwórka. Nigdzie nie znalazłem informacji na ten temat, ale wszystko wskazuje na to, że tym razem napęd trafił na tylną oś, co w oczywisty sposób wpłynęło na przekonstruowanie ramy. Również tylne zawieszenie zostało zmienione – tym razem zastosowano oś zawieszoną jednocześnie na sprężynach i resorach piórowych. Te pierwsze pełniły funkcję resorującą, te drugie – prowadzącą. Przeróbki zostały opracowane przez Germaine’a Lamberta, który miał już doświadczenie w tworzeniu małych, sportowych aut.

Źródlo oryginalne nieznane. Zdjęcie zapożyczone z AllCarIndex.com
Korzystając z wprowadzonych zmian, Mismaque postanowił pobawić się nieco stylistyką. Zmianom uległ szczególnie tył coupe, który zyskał inną szybę. Powstała również wersja bez płetw, za to z małym, zadartym spoilerkiem. Nic jednak nie wiadomo na temat tego, czy powstało więcej egzemplarzy. Gdy Lambert skończył robotę, Mismaque… odjechał w kłębach kurzu, by na lata zniknąć z publicznego widoku. Razem z nim zniknęły jego dzieła.
Rekin odnaleziony
Pierwszy egzemplarz z układem napędowym Simki wypłynął już 2 lata później. Tak naprawdę wypłynęło to, co z niego zostało – brakowało elementów mechanicznych i szyb. Niekompletny wóz spoczywał ponoć na stercie gruzu pozostałej po rozbiórce garażu. Zaopiekować się nim miał sam jego twórca, który przetransportował go do kompleksu małych magazynów. Niestety, po pewnym czasie znów porzucił projekt który zaczął zawadzać innym najemcom i w końcu trafił do śmieci.
Na szczęście pewnemu młodemu człowiekowi z pomocą kilku banknotów udało się namówić śmieciarzy, by pozostawili skorupę w jego ogródku. Jak to jednak bywa z tzw. projektami, szczególnie typu „nie sprzedam, będę robił”, praktycznie nic się dalej nie zadziało a lata później cała posiadłość została sprzedana wraz z zalegającym na niej sprzętem. Ten z kolei trafił w końcu do przyjaciela Didiera Pironiego, kierowcy Formuły 1.

źródło zdjęcia: Citroenvie.com
Ów przyjaciel skontaktował się z mechanikiem Pironiego, którym okazał się… Guy Lambert, czyli syn Germaine’a Lamberta. Tak, tego samego, który skonstruował Squala na bazie Simki. Co zabawne, z początku nie rozpoznał modelu, biorąc go za inny niszowy francuski pojazd. W końcu, gdy zrozumiał, z czym ma do czynienia, odnalazł oryginalne plany w warsztacie swojego ojca. Na ich podstawie próbował odbudować samochód, jednak po sześciu latach poddał się i w ten sposób skorupa trafiła do niejakiego Philippe’a P., któremu w końcu udało się ukończyć renowację. W 2003 r., czyli po kolejnych dziewięciu latach, niebieski „rekin” został pokazany publiczności.

źródło zdjęcia: Rare French Sports Cars
Ile zatem powstało egzemplarzy Mismaque’a „Squal”?
Większość źródeł mówi o czterech ukończonych egzemplarzach, z czego tylko pierwszy miał być oparty na podzespołach 2CV. Podobno istnieje gdzieś jeszcze jedna sztuka z silnikiem Citroena, ale póki co nie odnaleziono jej. Egzemplarz, którego istnienie jest pewne, został odbudowany dzięki pomocy samego twórcy – Guya Mismaque’a – który po latach udostępnił całą dokumentację techniczną. Wóz został polakierowany na pomarańczowy kolor z ówczesnej palety Citroena. W maju 2022 r. został zakupiony przez amerykańskiego kolekcjonera i obecnie znajduje się w galerii sztuki na Manhattanie.

źródło zdjęcia: Citroenvie.com
Czy odnajdą się jeszcze jakieś egzemplarze? Szanse na to są niewielkie – ze śmiałych planów monsieur Mismaque’a nie wyszło zbyt wiele. Ale kto wie, co jeszcze kryją francuskie szopy.

Opisywany samochód powstał też w miniaturze. Producentem jest firma AutoCult, modelik wykonano w skali 1:43.
zdjęcie główne: Unai Ona