Zupełnie niepostrzeżenie zakradł się do nas szósty tydzień 2024 r., a to może oznaczać tylko jedno: z zaskoczenia możemy Was uraczyć Ekspresówką numer 6.
Wszystkie nowe samochody w Europie będą musiały mieć tzw. czarne skrzynki
Nowe regulacje mają wejść w życie w lipcu 2024 r., aczkolwiek bardzo wątpię by faktycznie chodziło o wszystkie nowo rejestrowane samochody – gdyby tak było, to trzeba byłoby wysłać do przeróbek (często pewnie niemożliwych) lub na złom sporą część tego, co stoi na fabrycznych, importerskich czy dealerskich placach.
Wiele osób kręci nosem na pomysł skrzynki zbierającej dane w aucie, ale prawda jest taka, że rozwiązania tego typu i tak są stosowane od dawna – nawet jeśli samochód zapisuje różne rzeczy w różnych miejscach a nie w jednym scentralizowanym, to i tak w razie np. wypadku wiele rzeczy można odczytać nawet z samochodów kilkunastoletnich (np. jaka była prędkość podczas zdarzenia, czy kierowca i pasażerowie mieli zapięte pasy i tak dalej).
Nowe przepisy będą dotyczyć aut osobowych i dostawczych o DMC do 3,5 t, co jest w sumie dość ciekawe w świetle rosnącej popularności aut elektrycznych, które co do zasady są cięższe – spodziewałbym się tu raczej DMC na poziomie 4,25 t.
Toyota nadal nie oddaje pozycji największego producenta samochodów na świecie
O ile w przypadku pojedynczych modeli trwa walka z Teslą i jej Modelem Y, to po zsumowaniu wszystkiego co sprzedano w 2023 r. zwycięzca może być tylko jeden – i znowu jest to Toyota, która w zeszłym roku przekazała klientom na całym świecie 11,2 mln aut. Druga na liście jest Grupa Volkswagena (9,2 mln samochodów), a trzeci – koncern Hyundai-Kia (7,3 mln). Na wspomniane 11,2 mln pojazdów składają się Toyoty, Lexusy, Daihatsu oraz ciężarowe pojazdy Hino – przy czym samej Toyocie z Lexusem wystarczyłoby sprzedanych aut do zwycięstwa w rankingu z wynikiem na poziomie 10,2 mln samochodów.
Sąd zablokował wypłatę 56 miliardów dolarów dla Elona Muska
W wielu firmach istnieją wynagrodzenia powiązane z wynikami przedsiębiorstwa – tak jest i w Tesli. Musk – dyrektor generalny – miał obiecane 56 mld dol. za osiągnięcie określonych celów finansowych. Rzecz w tym, że udziałowcy o niczym nie wiedzieli, a co więcej, sąd wskazał na powiązania pomiędzy Muskiem a członkami rady dyrektorów. Wisienką na torcie jest fakt, że za 56 mld dol. CEO Tesli mógłby sobie, jak zauważył portal Drive.com.au, kupić całe General Motors i jeszcze by mu zostało ponad 2,5 miliarda na różne drobnostki.
Projektanci i inżynierowie w Tesli nie wiedzą jak działają opony
Tak przynajmniej wynika z faktu, że kołpaki stosowane w Cybertrucku kaleczą ścianki opon – choć jedno i drugie zostało zaprojektowane tak, żeby do siebie pasowało. No i generalnie pasuje, chyba że akurat ktoś wpadnie na jakiś głupi pomysł w rodzaju pojechania gdzieś samochodem – to wtedy nie pasuje. Póki co nie dzieje się z tymi oponami nic nad wyraz poważnego, bo Cybetrucki mają raczej niskie przebiegi, ale gdybym miał czymś takim jeździć (oby nie…), to bym te dekle zdjął. Niestety w komentarzach w sieci panuje przekonanie, że ścianki boczne opon są nieistotne i że skoro bieżnik jest okej, to można bez przeszkód na tym jeździć. Najwidoczniej dekli jest tu więcej niż tylko te na kołach.
W Norwegii przetestowano zasięg samochodów elektrycznych w warunkach zimowych
Powiedzieć, że jest źle to tak jakby nic nie powiedzieć. Tylko jeden samochód – i to nie żadna Tesla tylko chińskie Human Horizons HiPhi Z – miało realny zasięg przy temperaturach od minus 2 do minus 10 stopni niemal taki jak ten podawany zgodnie z normą WLTP – spadek zasięgu wyniósł zaledwie 5,9 proc. Zamiast 555 km HiPhi Z pokonało więc na jednym ładowaniu 522 km. Na podium znalazły się jeszcze BMW i5 ze spadkiem 12,2 proc. (przejechało 443,6 km zamiast obiecanych 505) oraz… Lotus Eletre z realnym zasięgiem gorszym o 12,3 proc. od tego podanego zgodnie z WLTP (464,6 km zamiast 530).
Jeszcze ciekawszy jest dół tabeli – zasięg gorszy o 30 proc. lub więcej w zestawieniu z WLTP osiągnęły: Polestar 2 Long Range (o 30 proc., 430 km zamiast 614), Volvo C40 (30,9 proc., 395 km zamiast obiecanych 572), Toyota bZ4X (31,8 proc.! I realny zasięg 313,5 km zamiast 460 km) oraz – na szarym końcu – Volkswagen ID.7 z koszmarnym wynikiem 414 km zamiast 608 według WLTP, co daje wynik gorszy o 31,9 proc.
Spytacie, gdzie jakaś Tesla? Zaraz przed… Polestarem, ze spadkiem 29,9 proc. Model 3 przejechał w takich warunkach zaledwie 441 km zamiast 629 km, które przejechać powinien.
Volkswagen nakazał dealerowi zniszczenie Volkswagenów
Chodzi o to, że jeden z niemieckich dealerów, Gregory Brudny, stwierdził że klienci z pewnością będą zainteresowani nieoferowanymi u nas ID.6 Crozz i ściągnął 22 sztuki takich aut. Zresztą… nawet gdyby ID.6 u nas oferowano, to wyszłoby to zapewne znacznie taniej, bo np. ID.4 kosztuje na rynku chińskim nieco ponad 80 tys. zł, podczas gdy w Polsce… ponad 220 tys. zł.
Dealer ściągnął pojazdy do Niemiec, poddał niezbędnym modyfikacjom (np. wgrał nowe oprogramowanie), uzyskał zgodę na ich sprzedaż od Ministerstwa Transportu, a gdy faktycznie je wystawił, pojawił się Volkswagen i nakazał zniszczenie pojazdów. Jeśli sąd przychyli się do zdania koncernu, Brudnemu do kosztów składowania aut (8 tys. euro miesięcznie) dojdzie 15 tys. euro które będzie musiał zapłacić za zniszczenie auta. Auta – jednego. Czyli pomnóżcie to sobie przez 22.
Oczywiście racją jest, że nawet po modyfikacjach zaimportowane VW ID.6 nie są w pełni zgodne z obowiązującymi w Europie przepisami (nie mają np. systemu automatycznego wzywania pomocy w razie wypadku), ale wróćmy do tego co napisałem wyżej: dealer miał zgodę Ministerstwa Transportu na sprzedaż aut. Ech, biedne te koncerny, wszyscy chcą im robić pod górkę…
Toyota pracuje nad nowymi silnikami spalinowymi
Marka, ze szczególnym uwzględnieniem Akio Toyody, nadal nie jest za szczególnie przekonana do napędu elektrycznego (z takimi wynikami zasięgu jak w bZ4X to mnie to nie dziwi). Japończycy uważają, że nie powinno się zmuszać klientów do przesiadki na BEV-y i dlatego pracuje nad nowymi silnikami spalinowymi i hybrydami, a także nad kolejnymi elektrykami zasilanymi wodorem, niczym model Mirai. I bardzo dobrze, niech pracują – nie zdziwię się, jeśli to właśnie Toyoda będzie mieć rację w kwestii elektromobilności i jej globalnego zasięgu realnie możliwego do uzyskania.
Na ten tydzień to tyle nowości ze świata motoryzacji i jego bliskich okolic
Zatem pamiętajcie: jeśli chcecie auto elektryczne to kupcie sobie BMW (bo HiPhi ani Lotusa u nas nie ma) i nigdy, przenigdy nie kombinujcie z importem aut z Chin z zamiarem ich odsprzedaży w Europie, bo możecie na tym nieźle popłynąć. I sprawdźcie sobie ciśnienie w oponach, nie bądźcie jak te cymbały z Cybertrucków które uważają, że ścianka opony niczemu nie służy.




