Jęku sprężarki mechanicznej, oczywiście – bo właśnie do tego odnosi się oznaczenie SC (supercharged). Nowy Ford Mustang Dark Horse SC wypełni lukę pomiędzy odmianą wolnossącą, a niesamowitym Mustangiem GTD.
Jeśli pominiemy istnienie takich samochodów jak Peugeot 205, Fiata 500 i Pagani Zonda, niewiele aut może się pochwalić trzema trylionami odmian i wersji specjalnych. Należy do nich jednak Ford Mustang, zwłaszcza jeśli podliczymy także samochody oferowane bezpośrednio przez Shelby (czyli obecnie np. modele GT350, Super Snake i Super Snake-R). W gamie Forda obecnie sprzedawana generacja Mustanga dostępna jest w wersjach EcoBoost (2.3 R4), GT (5.0 V8), Dark Horse (też 5.0 V8, ale wzmocnione) i GTD (5.2 V8 SC). Istniała więc spora luka pomiędzy odmianą Dark Horse (507 KM w Stanach Zjednoczonych, 453 KM w Europie), a GTD (826 KM).
Lekarstwem na to jest nowy Ford Mustang Dark Horse SC
Póki co nie wiemy jednak, na ile skutecznym – nie podano bowiem parametrów silnika. Wiadomo jednak, że zrezygnowano tu z jednostki 5.0 Coyote, zastępując ją właśnie motorem 5.2 noszącym miano Predator i wywodzącym się zarówno z odmiany GTD, jak i z poprzedniej generacji Shelby GT500.
Jest w tej beczce miodu łyżka dziegciu: podobnie jak we wskazanych odmianach, także i w Mustangu Dark Horse SC silnik 5.2 będzie łączony tylko z przekładnią dwusprzęgłową – do dyspozycji będzie tu siedem biegów, co każe podejrzewać, iż mamy do czynienia ze skrzynią Tremec TR-9070 z Shelby GT500; GTD dysponuje ośmioma biegami.
Ale potem jest już tylko lepiej
Ford Mustang Dark Horse SC był w znacznej mierze opracowywany z pomocą inżynierów pracujących nad topowym GTD. Dzięki temu do dyspozycji są tu m.in. karbonowo-ceramiczne hamulce Brembo i opony Michelin Pilot Sport Cup2 R – pod warunkiem, że nabywca skusi się na pakiet Track Pack.
Zaznaczenie tej opcji skutkuje również dorzuceniem na klapie bagażnika spoilera typu kaczy kuper (ducktail) i większego skrzydła oraz utratą ok. 68 kg. Redukcję masy osiągnięto m.in. poprzez zastosowanie lżejszych, kutych elementów zawieszenia, magnezowej rozpórki kielichów i felg wykonanych z włókna węglowego. Wybór Mustanga w odmianie Special Edition dorzuca do tego wszystkiego detale wykonane z tytanu przy pomocy druku 3D.
Nowa jest aluminiowa maska z karbonowym wylotem powietrza. Wylot ten zaprojektowano tak, by wspomóc chłodzenie silnika, ale można go też całkowicie usunąć – tak samo można było zrobić w Shelby GT500 z 2020 r. Dzięki takiemu zabiegowi maska samochodu ma tu zapewniać 2,5-krotnie większy docisk, niż element ze zwykłego Mustanga Dark Horse. Wyżej wspomniane zestawienie spoilera i skrzydła zapewnia ponad 280 kg docisku przy prędkości 290 km/h.
Nowy Mustang domyślnie jest czteroosobowy, ale nie musi taki być
Track Pack sprawia, że z auta wylatują tylne miejsca, ustępując… eee, miejsca? półce na bagaż. A skoro już jesteśmy przy kwestiach związanych z zakwaterowaniem, to trzeba jeszcze dodać, że widoczne na zdjęciach prasowych fotele Recaro będą dostępne w opcji w ramach ww. pakietu. Nie ma informacji, jakie fotele będą dostępne bez dopłaty – mogą to być elementy takie same jak w zwykłym Mustangu Dark Horse, ale wcale nie muszą, bazując na fakcie, iż fotele Recaro w wersji SC nie są takie same jak opcjonalne Recaro w słabszych odmianach.
Produkcja ma ruszyć latem tego roku
Cen, podobnie jak dokładnych parametrów silnika i osiągów, jeszcze nie podano. Portal Carscoops spodziewa się, że za auto z dodatkami trzeba będzie zapłacić ponad 100 tys. dol. (cena wolnossącego Mustanga Dark Horse startuje od 64 tys. dol., a GTD – od okolic 325 tys. dol.).
Myślę, że te przewidywania są słuszne – przy czym spodziewam się, że bez żadnych opcji nowy Ford Mustang Dark Horse SC może się mieścić poniżej tych magicznych 100 tys. Choć jest to poziom kwot niebezpiecznie zbliżający się do cen Chevroleta Corvette E-Ray (od 108,6 tys. dol.), niespecjalnie traktowałbym to w charakterze zagrożenia dla sprzedaży Forda.









