Poszczególni producenci samochodów deklarują, że to kwestia kilku lat, kiedy gama modelowa w ich przypadku będzie w pełni elektryczna. Przykładowo Bentley deklaruje, że nastąpi to w 2030 roku, podobny termin podaje Maserati. Oczywiście trzeba brać tu poprawkę na włoskie podejście do różnych spraw – pewnie się z tym spóźnią. Tymczasem Jaguar postanowił, że nie zamierza tyle czekać.
W czerwcu tego roku ma nastąpić koniec produkcji wszystkich spalinowych modeli Jaguara. Informacja została podana przez dyrektora generalnego Jaguar Land Rover w Ameryce Północnej, Joe Eberhardta. Oznacza to zniknięcie z oferty modeli E-Pace, F-Pace, XE, XF oraz F-Type.
Elektryczna ofensywa Jaguara
Brytyjska (choć złośliwi powiedzą, że hinduska) marka planuje w najbliższym czasie zaprezentować trzy nowe modele opierające się na specjalnie przygotowanej do tego celu platformie JEA (Jaguar Electric Architecture).
Do chwili obecnej pojawiły się wstępne informacje na temat jednego modelu. Ma to być elektryczne GT w stylu Porsche Taycana czy Audi E-Tron GT. Przewidywana moc to 430 kW czyli 585 KM. Zasięg na jednym ładowaniu ma wynosić 690 km.
Jednocześnie Jaguar zapowiedział koniec produkcji swojego pierwszego elektryka, modelu I-Pace. Nastąpi to jednak nieco później – na początku 2025 r.
Krótko o skazanych na ścięcie wycięcie
Wszystkie spalinowe modele Jaguara łączy to, że są na rynku długo lub bardzo długo. Najstarszy z nich, F-Type, miał swoją premierę w 2013 r. Bardziej praktyczne XE oraz XF 2. generacji debiutowały z kolei w 2015 r.
Najpopularniejszy spalinowy model, F-Pace, jest na rynku od 2016 r. Mniejszy E-Pace pojawił się najpóźniej – w 2017 r. Sprzedaż pomimo rozbudowanej gamy modelowej nie jest zbyt duża. W zeszłym roku na świecie sprzedano tylko nieco ponad 64 tys. samochodów – choć warto odnotować 4,2-procentowy wzrost względem roku 2022.
Dla porównania, także stosunkowo niszowy Lexus w ostatnim roku rozliczeniowym sprzedał na świecie ponad 824 tys. samochodów. Oczywiście porównanie wielkości sprzedaży poszczególnych modeli obu marek bynajmniej Jaguarowi nie pomaga. Popatrzcie sami:
- w 2023 r. na świecie sprzedano 12 tys. sztuk Jaguara XE. Lexusa IS w samych tylko Stanach Zjednoczonychkupiło 22,5 tys. osób;
- większego XF-a kupiło 13,8 tys. egzemplarzy, również na całym świecie. Lexus ES w samych tylko USA zagościł pod domami ponad 39 tys. osób;
- weźmy ostatni przykład, czyli najchętniej kupowany model Jaguara – F-Pace. Sprzedano go w liczbie niespełna 22 tys. sztuk na świecie. No cóż, Lexus w samych tylko USA w 2023 r. sprzedał ponad 74,5 tys. NX-ów…
Ktoś powie, że przecież Lexus ma od lat wyrobioną renomę w Stanach Zjednoczonych – no tak, ma, ale skoro nie z Lexusem, to z kim by tu Jaguara porównać? Brytyjska marka nie wytrzymałaby nawet porównania z Infiniti, które co prawda w 2023 r. sprzedało z grubsza 64,5 tys. aut (a więc niemal tyle samo co Jag), ale… również w samych tylko USA, a nie globalnie.
Nie zamierzam przewidywać jak będzie prosperować Jaguar od przyszłego roku
Natomiast każda informacja głosząca koniec historii modelu spalinowego jest zwyczajnie smutna. Z obecnej oferty Jaguara najbardziej mi szkoda F-Type’a oraz F-Pace’a. W przypadku tego pierwszego modelu znika kolejne ładne (choć po liftingu straciło trochę uroku) sportowe auto. W przypadku tego drugiego mam na myśli przede wszystkim wersję SVR z genialnie brzmiącym silnikiem V8 doładowanym sprężarką mechaniczną.
Szkoda również bardziej klasycznych modeli jak XE oraz XF. Nawet pomimo tego, że ich gama silnikowa od kilku lat składała się wyłącznie z silników czterocylindrowych.




