Dobrze rok się jeszcze nie rozpędził, a tu już marzec i dziesiąty odcinek Ekspresówki. Nie zabraknie w nim niczego – bateriowozów, Toyoty, bezpieczeństwa ani wodoru.
Jaguar C-X75 Jamesa Bonda z filmu „Spectre” dopuszczony do ruchu po 10 latach
Po zaprezentowaniu w Paryżu w 2010 r. miało być 250 egzemplarzy, miała być produkcja od 2013 r. i współpraca z Williams Advanced Engineering, zespołem konstruktorskim F1. Skończyło się wówczas na pięciu sztukach koncepcyjnych, które zagrały w filmie „Spectre” o Jamesie Bondzie, ale nie mogły legalnie wyjechać na publiczne drogi. Obecnie sprawą zajęło się studio projektowe Callum, którego szef, Ian Callum, uczestniczył w pracach nad powstaniem modelu C-X75. I choć skończy się póki co na jednym egzemplarzu, to będzie miał on pięciolitrową widlastą ósemkę, ryczącą jak antagoniści Jamesa Bonda, których zrzuca on z klifu, helikoptera, wysokiego budynku czy cokolwiek agent 007 zwykł robić przeciwnikom. Warto poczekać, tak jak warto było czekać na „No time to die”.
Rimac potwierdza, że da się osiągnąć czas do setki poniżej sekundy

Każde dziecko wie, że jeśli coś ma takie drzwi, to jest okrutnie szybkie (sprawdzić czy nie Opel Corsa B ze zlotu ATS Piła 2002).
Mate Rimac, szef firmy Rimac i przy tym inżynier odpowiedzialny za jej projekty, potwierdził że zapowiadane przez Elona Muska przyspieszenie Tesli Roadster od 0 do 100 km/h w czasie poniżej 1 sekundy jest możliwe. Wymaga jednak daleko idących zmian konstrukcyjnych oraz zastosowania między innymi dysz strumieniowych, wyrzucających sprężone powietrze i wspomagających tym samym przyspieszenie. Uzyskanie takiego wyniku jest też możliwe dzięki momentowi obrotowemu rzędu 30000 Nm (słownie: trzydziestu tysięcy niutonometrów), co z kolei narzuca odpowiednio wytrzymałe elementy przeniesienia napędu. To wszystko swoje waży, bo fizyka jest bezlitosna i nie nabiera się na tanie sztuczki. Zatem da się, ale no właśnie.
Toyota oferuje turborabat na model Mirai
Wspomniany rabat wynosi 40 tys. dol., co wobec ceny pierwotnej 67 tys. stawia Mirai na półce cenowej zajmowanej przez Corollę. Pierwszy najbardziej oczywisty kruczek wcale nie musi być zapisywany małą czcionką, bo Corollę zatankujemy wszędzie, a Miraia już jakby nie bardzo. Wodorowa Toyota jest w USA sprzedawana tylko w Kalifornii, a z tamtejszych 55 stacji tankowania należących do firmy Shell 7 ma być zamknięte niebawem ze względu na problemy z zaopatrzeniem. Kolejna sprawa – ta hojna oferta obejmuje modele tylko w jednej wersji wyposażenia (Limited), wyprodukowane do 2023 r. i obecne już w magazynach dealerów. I nagle ta Corolla nie wydaje się taka zła.
Samochody Volvo ostrzegają o wypadkach na drodze
System wprowadzony przez Volvo na razie w Danii, a docelowo w innych krajach europejskich, korzystając z danych pobieranych z centrum zarządzania ruchem potrafi ostrzec kierowcę przed wypadkiem na kilkaset metrów przed jego rzeczywistą lokalizacją. Telefon z Mapami Googleteż to potrafi, ale Volvo swój zmyślny patent wbudowało w samochody i, co więcej, nauczyło je komunikować się ze sobą przez chmurę (ale nie takie zjawisko atmosferyczne, tylko komputer w jakiejś serwerowni) i planuje podzielić się pomysłem z innymi producentami oraz budować ogólnoeuropejski system danych o bezpieczeństwie ruchu drogowego. A pomyśleć, że kilkadziesiąt lat temu zaczynali od pasów bezwładnościowych – którymi też podzielili się z innymi.
Toyota zamiast rozwijać bateriowozy kupuje glejt na kopcenie
Amerykańska EPA ogłosiła prognozy dotyczące rynku motoryzacyjnego, z których wynika, że do roku 2030 udział pojazdów elektrycznych ma sięgnąć 60 proc., no – może 54 proc. Tymczasem Ted Ogawa, dyrektor regionalny Toyoty na Amerykę Północną twierdzi, że hola hola i że będzie to najwyżej 30 proc. wedle prognoz trendów konsumenckich. I w związku z tym budżet na konstruowanie bateriowozów przeznaczony zostanie na kredyty emisyjne, a Toyota będzie robić to, czego oczekują klienci. Czyli między innymi produkować samochody elektryczne, ale nie w odsetku prognozowanym przez EPA. Czas pokaże, kto miał rację – Toyoda-san ze swoimi podwładnymi czy EPA.
Apple wyciąga wtyczkę z projektu pojazdu autonomicznego
Powyższy koncept miał ewoluować w jeżdżący model, gotowy do sprzedaży w 2025 r. Jest rok 2024 i Apple ogłosiło, że nic z tego nie będzie i że zamyka projekt autonomicznego pojazdu pod swoją marką, a ludzi przekierowuje do innych zadań (związanych ze sztuczną inteligencją w telefonach firmy).
Zdaniem analityków i firm konsultingowych to sensowny ruch, ponieważ konkurencja w branży samochodów elektrycznych jest ostra i bezpardonowa, popyt jakby przysiada (ciekawe czemu zaiste), a Apple ze swoim brakiem doświadczenia w produkcji samochodów i do tego autonomicznych nie bardzo miałoby tu czego szukać. Niejeden miłośnik marki zapewne ociera teraz oczy chusteczką (dostępną w Apple Store za jedyne 599 zł sztuka) i nadal nie dowierza, ale czasami trzeba przeżyć rozczarowanie. Zawistni hejterzy mieli tym razem rację.
I tym śmieszno-smutnym akcentem kończymy ten odcinek Ekspresówki. Skoro na Applowóz nie ma co czekać, a wodorowej Toyoty nie ma gdzie tankować, biorę Rimaca na tor i rakietowym przyspieszeniem zamienię sobie narządy wewnętrzne w galaretkę porzeczkową.




