Wygląda na to, że będziemy mieli kolejny powód, by żałować nieobecności Genesisa w Polsce. Koreańska marka ogłosiła powstanie nowego działu – Genesis Magma – który będzie ostrzej doprawiać jej samochody. Przy okazji zaprezentowane zostały pierwsze wściekle pomarańczowe przykłady działalności Magmy.

Jako wielbiciel motoryzacyjnej różnorodności mam słabość do niszowych marek, a taką niewątpliwie jest Genesis na tle reszty półki premium. Poza tym uważam, że obecna generacja tych aut wygląda naprawdę świetnie i oryginalnie. Dlatego też nie mogę się doczekać, aż marka będzie dostępna w Polsce – niby w Europie już jest, ale Hyundai zabiera się do wprowadzania swojego premium na nasz kontynent dość niemrawo. Parę rynków na krzyż, okrojona oferta – choćby brak imponującego G90 – nie jest to wejście smoka w stylu choćby sterowanego przez Chińczyków MG.

Niestety nie ma się czemu dziwić – Europa jest wybitnie wybredna w kwestii aut premium. Tu liczy się „arystokratyczne”, to znaczy europejskie pochodzenie – a najlepiej niemieckie, niczym przy szukaniu nowych dynastii w XIX w. No, ewentualnie może być Lexus, jeśli już ktoś naprawdę musi, ale to też raczej w kategorii SUV-ów. Koreańska limuzyna? Nieee, w oczach tutejszych nabywców to zupełnie nie ten prestiż. Elegancja ma być z tradycjami i koniec. A moc?

Moc jest mierzalna, moc nie dyskryminuje, moc może pochodzić zewsząd

Oczywiście powinny jej towarzyszyć charakter i – opcjonalne, choć zalecane – odpowiednie prowadzenie. Czy gdyby Tesla poza gadżeciarskim charakterem i wydajnym napędem nie czarowała mocą, to odniosłaby taki sam sukces, w tym w Europie? Być może, choć śmiem w to wątpić. W niejednej dyskusji między fanami różnych napędów jako argument za prądem pada potężne przyspieszenie pojazdów Muska. W niejednych wrażeniach z jazdy tymi autami to również osiągi grają główną rolę. No dobrze, ale to Tesla można by rzec, Tesla jest szczególna.

Ale też czy ktoś kupujący mocny model innej marki skupia się na jej pochodzeniu, czy raczej na sekundach, kilometrach, koniach i krzykliwych wizualiach? Jeszcze ćwierć wieku temu BMW M5 w oczach nieobeznanych mogło uchodzić za zwykłą serię 5, może w trochę lepszej wersji. Obecnie BMW M3 jest absolutnie niemożliwe do przeoczenia czy pomylenia z grzeczną „Trójką”, i nie jest to bynajmniej zjawisko ograniczone do bawarskiej marki.

Nowe, mocne auto ma świetnie i szybko jeździć, tak, ale też – a może przede wszystkim? – jasno informować otoczenie o swojej potędze. Sentymenty? A kto by się tym przejmował? To oznacza, że Magma potencjalnie ma szansę wzniecić większe zainteresowanie egzotyczną marką. O ile oczywiście zaoferuje odpowiednią moc i charakter. Co na ten temat wiadomo? Jakie frykasy szykują koreańscy kucharze?

Genesis Magma pokazał już pierwsze dwa modele

Zacznijmy od fastbacka G80, będzie szybciej. I nie, niestety nie jest to nawiązanie do osiągów obu aut – te nie są jeszcze znane. Tak naprawdę w kwestii napędów można mieć obecnie jakieś przeczucia tylko co do ich rodzaju – G80 Magma powinien mieć pod maską silnik spalinowy, na co wskazuje obecność wydechu i prawdziwy, „przelotowy” grill w zaprezentowanym prototypie. Nie jest to jednak stuprocentowo pewne, gdyż G80 jest dostępny także jako samochód elektryczny (którym zresztą jeździł Aleksander).

Genesis Magma

Poza tym można dość bezpiecznie założyć, że będzie to napęd oparty na znanym już turbodoładowanym 3.5 V6 – koncern Hyundaia parę lat temu wycofał swoje V8, wątpliwe więc, żeby teraz powróciło, trudno też spodziewać się dedykowanej Magmie konstrukcji. Gdybym miał zgadywać to powiedziałbym, że G80 otrzyma wzmocnioną wersję V6 wspomaganego elektrycznym kompresorem (czyli silnik znany z G90) lub układ hybrydowy z tym silnikiem w roli głównej.

Genesis Magma G80 – co jeszcze o nim wiadomo?

Tu niestety zła wiadomość: wiadomo, że jego dostępność będzie ograniczona do krajów Bliskiego Wschodu. Tam zresztą został po raz pierwszy pokazany, jeszcze w zeszłym roku – jako G80 Performance pojawił się w Dubaju. Szkoda, bo koreański sedan, już w standardzie wyględny, w usportowionej wersji, w krzykliwym pomarańczu, prezentuje się naprawdę smakowicie. Z drugiej strony, to raczej zmniejsza szansę na obecność hybrydy, co można uznać za plus pod kątem wrażeń z jazdy. Pozostaje liczyć na to, że gdy marka zdecyduje się poszerzyć swą obecność w Europie, to zmieni też zdanie w kwestii ograniczonej dostępności G80 Magmy.

Trochę więcej wiadomo o pokazanym po raz pierwszy GV60, które ma z kolei być dostępne globalnie

No, na tyle globalnie, na ile w ogóle dostępne są auta koreańskiej marki. Ale nie, nie liczcie na żadne konkretne dane techniczne. Ich brak może wyjaśniać nazwa – Genesis GV60 Magma Concept – tyle że ten „koncept” wygląda na gotowy do produkcji, a w dodatku według zapowiedzi ma być dostępny „wkrótce”. Gotowy do produkcji nie znaczy jednak łagodny – co to to nie, elektryczny crossover wygląda zdecydowanie bardziej agresywnie od G80. Wyraziste poszerzenia z wylotami powietrza, mocno zmodyfikowane zderzaki, potężne skrzydło a nawet… płetwy na dachu – te ostatnie mają kierować powietrze na wspomniane skrzydło. Całość robi dość tuningowe wrażenie, ale o dziwo zgrabnie pasuje do nietuzinkowej stylistyki GV60.

Genesis Magma

W tle widać nie tylko Magmę G80, ale też modele powstałe przed powołaniem Pomarańczowej Dywizji Genesisa – GV80 Coupe Concept oraz 1086-konne X Gran Berlinetta Concept z V6 kręcącym się do 10 tys. obr./min.

Od strony technicznej wersja Magma ma mieć „ulepszone akumulatory i zmodyfikowane silniki” względem dotychczasowego GV60, co brzmi wspaniale banalnie. Jak inaczej usportowić elektryczne auto? Trochę jaśniej brzmi zapowiedź, że ma być to bliski techniczny krewny Hyundaia Ioniqa 5 N (tak jak zwykłe GV60 jest oparte na zwykłym Ioniqu 5), ale jednak nie będzie to po prostu ta sama konstrukcja w innym nadwoziu. GV60 Magma ma mieć „setki” koni więcej niż 435 KM istniejącego już GV60 Performance, z czym zgadza się moc Ioniqa 5 N, czyli 650 KM. Być może więc zmiany techniczne ograniczą się do innego – prawdopodobnie bardziej komfortowego – zestrojenia auta. To dlatego, że…

Magma nie ma być bezpośrednim odpowiednikiem M czy AMG, tylko naturalnym rozszerzeniem Genesisa

A przynajmniej tak wynika ze słów dyrektora kreatywnego marki, Luca Donckerwolke (swoją drogą, ciekawe stanowisko). Magma nie ma być submarką, wyraźnie odcinającą się od młodego przecież jeszcze Genesisa – charakter ma być spójny. Dlatego też priorytetem Magmy będą nie tyle czyste osiągi i ucinanie sekund na znanym niemieckim torze, a raczej połączenie radości z jazdy z komfortem. Celem jest charakter zbliżony do gatunku mocnych granturismo, a nie ostrych torowych zabawek.

Pozornie gryzie się to z aparycją pomarańczowego GV60, ale uważam, że to całkiem logiczny ruch – jak wcześniej pisałem, obecnie mocne auto ma być efektowne, a prawdopodobnie większość nabywców niekoniecznie interesują faktyczne sportowe możliwości, poza tymi w linii prostej. Podejrzewam nawet, że większe przeciążenia boczne osiąga typowe E46 na drodze z Koziej Wólki do najbliższego drzewa, niż co dziesiąty Mercedes wyjeżdżający z salonu - a tak się składa, że właśnie taką część stanowią modele AMG. Wobec tego połączenie doskonałych osiągów na prostej, rzucającej się w oczy stylistyki i komfortu może się okazać strzałem w dziesiątkę. Czy tak faktycznie będzie – przekonamy się.

A tymczasem ja się dowiem, jak można sprowadzić auto z Bliskiego Wschodu.

Naczelny jest natomiast w drodze do Korei Południowej, żeby nagadać ekipie od GV60 za nieprawidłowy montaż opon po prawej stronie auta.

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy - dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to