Dobry wieczór, witamy w naszym przystrojonym kurczaczkami, zającami i jajkami garażu i zapraszamy – a jakże – na Garażowe rozmowy. W tym tygodniu chcielibyśmy się dowiedzieć czegoś na temat stylu i techniki jazdy naszych Czytelników.
Do oporu w lewo. Do oporu w prawo. Gaz w podłogę. Rozkwaszenie nosa na szybie czołowej przy każdym hamowaniu.
Gdy standardem było granie w samochodówki na klawiaturze lub na najprostszym gamepadzie bez płynnie działających elementów sterujących, zapewne wirtualni kierowcy posadzeni w prowadzonych przez nas maszynach podczas każdej jazdy odczuwali jedynie przerażenie, pomieszane z maksymalnymi możliwymi przeciążeniami. Na szczęście prawdziwe samochody takiego problemu nigdy nie miały i kierownicę można skręcić równie dobrze o 0,5 stopnia lub np. o dwa-trzy obroty od oporu do oporu, a hamulec, gaz czy sprzęgło dają się odpowiednio dozować. Tak, wiem – po stylu jazdy niektórych osób niespecjalnie to widać, ale tak jednak jest.
Zacząłem się dziś zastanawiać, w jaki sposób prowadzą Czytelnicy Petrolheart
Sam prowadzę w sposób… hmm, pierwsze, co ciśnie mi się pod palce, to słowo „normalny”. W sposób normalny. Ale spodziewam się, że każdy z Was mógłby napisać dokładnie to samo, a i tak nasze techniki jazdy mogą się znacząco różnić, więc nieco rozwinę myśl.
Nie jestem święty i zdarza mi się przekraczać prędkość, choć na ogół chodzi tu po prostu o poruszanie się wraz z ruchem ulicznym – lub o wyprzedzanie. O, wyprzedzanie to w ogóle jest dobry temat, bo z jednej strony w świetle prawa prędkości przekroczyć nie można, a z drugiej – manewr powinien być przeprowadzony w możliwie najkrótszym czasie. Często to się po prostu wyklucza, bo nawet jeśli ktoś jedzie np. 60 km/h przy ograniczeniu do 90, to przy trzymaniu się przepisów manewr wyprzedzania go po prostu dłuży się.
I jeszcze dochodzi do tego fakt, że nadal często widuje się kierowców, którzy wyprzedzanie zaczynają od trzymania się zderzaka auta poprzedzającego, przez co nie mają jak się rozpędzić przed zmianą pasa. Nie jest to może jakiś wielki problem, gdy jadą czymś, co ma 300 lub więcej koni, ale większość z nich jeździ autami, które mają tych koni od 70 do 140 i nie potrafi zredukować biegu by usprawnić wyprzedzanie. Wszystko źle, ale za to nie przekraczają 90 km/h podczas manewru. Jeśli droga jest prosta jak drut, a na horyzoncie nie widać nic jadącego z przeciwka – okej, nie ma problemu, ale jak często zdarzają się takie sytuacje?
Wybaczcie, trochę się rozpisałem na temat tego wyprzedzania
Wróćmy do samego stylu jazdy. Przede wszystkim staram się jeździć płynnie jeśli mowa o pokonywaniu zakrętów, ale dość sprawnie w kwestii przyspieszania. Posłużę się przykładem: gdy większość kierowców przy zjeździe ze skrzyżowania ze startu zatrzymanego osiąga ok. 25-30 km/h, to ja mam tam zwykle już ok. 40 km/h na liczniku, a nawet nie przekraczam 2,5 tys. obrotów. W dokładnie taki sam sposób dało się bezproblemowo jeździć 55-konnym Peugeotem 205.
Zakręty staram się natomiast w większości pokonywać linią zbliżoną do wyścigowej (wewnątrz własnego pasa ruchu, ma się rozumieć), ponieważ po pierwsze nie wymaga to tak mocnego wytracania prędkości, a po drugie samo w sobie sprzyja płynności jazdy. „Gorzej”, że zwykle w ten sposób szybko skraca się dystans do auta przed nami, pomimo jazdy całkowicie zgodnej z przepisami – a potem trzeba mocniej zwalniać, żeby nie zaparkować mu w bagażniku.
Obroty silnika? Przy normalnej jeździe pilnuję po prostu, by nie spadły poniżej 1,5 tys./min. (red. Hanczak mdleje w swojej Miacie) – oczywiście przed ewentualnym przyspieszaniem redukuję bieg. Zainteresowanych stanem dwumasowego koła zamachowego informuję przy okazji, że taki sposób eksploatacji nijak nie zaszkodził dwumasie w moim starym Mondeo Mk3 (obecnie ma prawdopodobnie ok. 250-260 tys. km przebiegu i nadal jeździ na oryginalnym dwumasowym kole u kolejnego właściciela), nie podejrzewam też, by czekała mnie jakaś awaria DKZ w obecnym Galaxy. Co prawda ma ono większy moment obrotowy, ale… koło zamachowe wymieniał poprzedni właściciel, więc na dłuższy czas i tak mam spokój. Tak czy owak zdarza mi się też – i to wcale nierzadko – korzystać z pełnego dostępnego zakresu obrotomierza, ponieważ wiadomo: zapłaciłem za cały obrotomierz, więc będę korzystać z całego obrotomierza.
Bardzo często podczas jazdy przypominam sobie wskazówki instruktora z kursu doskonalenia techniki jazdy
W zasadzie zawsze mam je gdzieś z tyłu głowy. Wskazówki te dotyczyły m.in. polepszenia techniki pokonywania zakrętów oraz zmiany biegów – wcześniej miałem tendencję do zbyt szybkich zmian (nie przy zbyt niskich obrotach, tylko dosłownie zbyt szybkich zmian – od uczestnictwa w kursie daję więcej czasu synchronizatorom przy zmianach biegów).
Czy jestem zadowolony ze swojego stylu jazdy?
Generalnie tak, ale z pewnością to i owo można poprawić – jak u większości kierowców. I również z pewnością skorzystam jeszcze kiedyś z kolejnego kursu lub kursów zwiększających poziom umiejętności za kierownicą, bo nawet z ćwiczeń np. na granicy przyczepności czasem można wynieść coś, co przyda się w zwykłej jeździe.

