Dzień dobry! Zapraszamy na Garażowe rozmowy. Gdy piszę te słowa, zanosi się na ochłodzenie w części kraju, więc weźcie ze sobą coś ciepłego do picia. W tym tygodniu pytamy o tym, jakimi jesteście pieszymi.

W zasadzie każdy z nas jest nie tylko kierowcą, ale całkiem często także i pieszym. No chyba, że macie upodobania takie jak co niektórzy Amerykanie – lub brak chodników w okolicy, również jak co niektórzy Amerykanie.

Nie tylko kierowca może być dobry lub zły – pieszy też

Często jest to jednak całkiem blisko ze sobą związane. Mówi się, że człowiek staje się znacznie lepszym pieszym po tym, gdy zdobywa prawo jazdy – w domyśle chodzi oczywiście o to, że zza kierownicy widzi, jakie rzeczy wyczyniają niezmotoryzowani i sam stara się tak nie zachowywać. A piesi wyczyniają czasem rzeczy straszne bądź zupełnie kretyńskie, często – choć nie zawsze – związane z przechodzeniem przez jezdnię.

Ostatnio mieliśmy w redakcji krótką dyskusję nt. naszych zachowań, gdy to my jesteśmy tymi niezmotoryzowanymi uczestnikami ruchu. Kilku z nas przyznało się na przykład (w tym ja), że jeśli planujemy przejść przez ulicę, ale widzimy, że jest mały ruch, udajemy że wcale nie mamy zamiaru przejść – tak żeby jedyny kierowca w promieniu dwustu metrów nie musiał się specjalnie z naszego powodu zatrzymywać.

To oczywiście może brzmieć dziwnie i zgaduję, że jakiś zabłąkany aktywista mógłby zacząć coś krzyczeć o samochodozie, pozwolę sobie zatem pół żartem, pół serio uciąć temat od razu i nadmienić, że jest to działanie proekologiczne, ponieważ samochód, który nie musi się zatrzymać i potem ruszyć nie uraczy nas emisją pyłu z klocków hamulcowych, a także zwiększonym hałasem czy zwiększonym zużyciem paliwa (i tym samym emisją spalin) podczas ruszania. Oczywiście nie ma też mowy o wciskaniu się pod nadjeżdżający samochód – jak wiadomo, cmentarze pełne są takich, co mieli pierwszeństwo. Czekamy i dopiero gdy to bezstresowo możliwe – przechodzimy. Aha, a za włażenie pod nadjeżdżające auto z nosem dociśniętym do ekranu telefonu powinien być pręgierz, myślę, że się tu zgadzamy.

garażowe rozmowy

fot. senivpetro, Freepik.com

W zasadzie to nawet jeśli samochody zupełnie wyłączymy z równania, to… nadal można być lepiej lub gorzej zachowującym się pieszym

Zero obserwacji otoczenia, przepychanie się czy tarasowanie wąskich przejść to problemy po prostu nagminne. Przenosi się to wszystko nawet na markety spożywcze, gdzie 9/10 klientów nie potrafi tak postawić wózka, by można było komfortowo przejść i sięgnąć do wszystkich towarów. Nie mówię teraz o sklepach „z owadem”, które słyną z porozwalanych wszędzie palet i wszechobecnego bajzlu – tam można by mieć 100 proc. idealnych klientów, a i tak nie dałoby się komfortowo zrobić zakupów. No, ale to tylko taka mała dygresja.

Teraz są potrzebne informacje od Was. Jak dobrze (lub jak źle) oceniacie siebie jako pieszych?

 

Grafika główna: vecstock, Freepik.com

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy - dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to