Cześć, witamy w Garażowych rozmowach. Tym razem podzielimy się opisem sytuacji, które z jednej strony w jakiś sposób się wyróżniały na drodze, a z drugiej – wolelibyśmy nie mieć z nimi do czynienia ponownie.
Z niebezpiecznymi sytuacjami na drodze niemal każdy z nas spotyka się dosyć regularnie. A to jakiś sebix wyprzedza na trzeciego w wąskim miejscu swoim BMW 318i E36 MPower, a to ktoś jedzie pod prąd krótką uliczką bo przecież jak jest taka krótka to można, a to – i z tym chyba spotykamy się najczęściej – liczni posiadacze prawa jazdy zupełnie nie rozumieją koncepcji pasa rozbiegowego przy autostradzie i zjeżdżają z niego przy prędkości 40-60 km/h.
To wszystko to sytuacje niebezpieczne, ale zarazem typowe i raczej spodziewane
Bywają jednak i takie, które potrafią zaskoczyć. Czasem da się coś z takim fantem zrobić, czasem nieszczególnie. Pozwólcie, że podzielę się trzema napotkanymi sytuacjami.
Sytuacja pierwsza miała miejsce akurat nie na drodze, a na jakimś parkingu w Krakowie, między blokami. Czekałem na kogoś w samochodzie. Chwilę po mnie na parking przyjechał inny kierowca – zaparkował, wysiadł, zamknął auto i sobie poszedł. Problem w tym, że ani nie zostawił samochodu na biegu, ani nie zaciągnął hamulca – a że parking nie był idealnie równy, to samochód zaczął się powoli staczać, zbliżając się do tylnych drzwi innego postawionego tam auta. Jako że prędkość niezabezpieczonego pojazdu nie była duża, wyskoczyłem ze swojego auta i spróbowałem zatrzymać staczające się kombi – przepchnęło mnie co prawda o jakiś metr, a do zagrożonego auta zabrakło może kolejnego metra czy półtora, ale udało się.
Sytuacja druga: rondo atakuje. Nie mnie i nawet nie bezpośrednio innego kierowcę, ale gdy czekałem na możliwość wjazdu na takie skrzyżowanie, z przyczepy auta będącego na rondzie wysypało się mnóstwo jakiegoś złomu, rur i tak dalej – było już po zmroku, więc dla pewności pomigałem światłami drogowymi, żeby ostrzec kolejnego kierowcę na rondzie. Przy okazji użytkownik przyczepy zorientował się, że something is no yes i się zatrzymał.
Ale najlepsza była sytuacja trzecia
Jechaliśmy akurat autostradą, gdy pojawił się jakiś dziwny zapach. Czuliśmy go przez kilka kilometrów, nasilał się coraz bardziej. W końcu znany stał się powód tego smrodu: prawym pasem dziarsko jechał sobie skrzyniowy Lublin. Oczywiście samo to niczego jeszcze nie wyjaśnia, dodam więc, że w tejże skrzyni wiózł butle z gazem.
Skąd zatem zapach gazu, czyżby butle były uszkodzone? Cóż, nie do końca – po prostu zadziałać musiały ich zawory bezpieczeństwa, w czym wydatnie pomógł fakt, iż tylny most rzeczonego Lublina palił się żywym ogniem.
Wasza kolej. Jaka niebezpieczna sytuacja mocno Was zaskoczyła na drodze?
Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy – dzięki!
Źródło grafiki głównej: freepik, Freepik.com

