Cześć! Witajcie w Garażowych rozmowach, gdzie (prawie) co tydzień zasiadamy sobie na wyimaginowanych krzesełkach w równie wyimaginowanym garażu, by zupełnie na serio porozmawiać o motoryzacji. W tym tygodniu tematem są kwestie, które zniechęcają do zakupu wymarzonego auta.

Zacznijmy sobie od jednej istotnej uwagi: odpowiadając na to pytanie, nie patrzcie na kwestie finansowe. Nie będziemy nikomu zaglądać do kieszeni – jeśli stać Cię na dany pojazd to super, jeśli natomiast nie – zastanów się, co odpowiedziałbyś, gdyby na koncie widniała odpowiednio duża kwota.

W moim przypadku oczywiście kilka spośród miejsc w czołówce aut marzeń zajmują Lotusy

Problem jest w tym taki, że Lotusy raczej nie są znane z jakiejś wyjątkowej jakości wykonania czy niezawodności, dlatego też dorobiły się nawet akronimu „Lots of Trouble, Usually Serious”. W praktyce nie jest jednak tak tragicznie, szczególnie od czasu nawiązania współpracy z Toyotą – większym problemem jest raczej dostępność części do starszych modeli niż faktyczna awaryjność, poza tym stosunkowo niewysokie na tle bardziej znanej konkurencji ceny pozwalają to i owo wybaczyć. Tak czy owak trafiłem nawet kiedyś na komentarz właściciela Esprita (niestety nie pamiętam, w jakiej wersji) oraz Ferrari 348 – stwierdził on, że Lotus absolutnie miażdży włoskie auto niezawodnością, a jest co najmniej równie szybkie.

Oczywiście jest to dowód anegdotyczny, ale gdy bywałem niegdyś na The Lotus Forums, nie kojarzę żeby jakoś wyjątkowo wiele tematów było związanych z poważnymi awariami. W przypadku starszych modeli obawiałbym się właśnie kwestii braku części potrzebnych do eksploatacji – niedawno na Facebooku trafiłem na zdjęcie Esprita Turbo SE w Polsce, zgodnie z komentarzem wrzucającego do takiego auta właściwie nie da się dostać… opon. Okej, rozumiem że to problem w przypadku np. Jaguara XJ220, ale Esprita? Z 15- i 16- calowymi felgami? Trochę w to wątpiłem, ale… autor posta miał rację. Na przednią oś da się jeszcze co prawda znaleźć jakieś Vredesteiny (w niespecjalnie miłej dla oka cenie), ale na tylną? W najlepszym razie tajwańskie Federale, a jeśli nie, to może jakąś chińszczyznę – albo i nie.

To nie wersja SE, ale dostępność opon do zwykłego Esprita Turbo jest tylko nieco lepsza – bez problemu kupi się coś na przednią oś, na tylną już nie, jeśli nie chcemy opon chińskich lub starych Pirelli po 4 tys. zł za sztukę.

Na mojej liście wymarzonych aut są też samochody Ferrari

Nie wszystkie, co to to nie. Ale na przykład takie F355, 456 GT czy 550 Maranello – no jasne. Trafiłem jednak kiedyś na artykuł zawierający informacje nt. kosztów serwisu F355, które – przypomnijmy – było następcą 348 i, jakby to ująć, daleko mu było do najwyżej pozycjonowanego modelu w gamie. Ale koszty użytkowania takiego auta są takie, że oko bieleje. Przykładowo, według Road&Track wymiana napędu rozrządu, zalecana co 3 lata, wymaga wyjęcia silnika – i wydania od 7 do 10 tys. dol. Nie jestem przekonany, czy fantastyczny design czy dźwięk silnika są w stanie to wynagrodzić. Innymi słowy: w przypadku takiego Veyrona czy McLarena F1 spodziewasz się, że ceny absolutnie wszystkiego będą wręcz absurdalne. Ale w Ferrari często płacisz po prostu za to, że to Ferrari – a modele z tych lat też jakością wykonania nie brylowały.

Pamiętam z jednego z testów modelu 550 w prasie zdjęcie niedbale zwisającej we wnęce na nogi wiązki kabli – no naprawdę, cudowna sprawa w aucie za tyle kasy. Do tego co jakiś czas słyszy się o słabej lub wręcz miernej jakości powłoki lakierniczej nowych Ferrari – swego czasu krążyły nawet komentarze, że w cenniku Ferrari znajduje się opcja odpowiadająca za lakierowanie o wyższej jakości niż ta standardowa, choć niestety nie wiem, ile w tym prawdy. Niestety należę do osób, na których te motoryzacyjne włoskie czary robią stosunkowo niewielkie wrażenie i tego rodzaju problemy z tego typu autem by mnie po prostu denerwowały.

Czasem problemem jest nie auto, a ludzie

Niektóre grupy czy kluby zrzeszające miłośników modelu – ba, w zasadzie większość takich grup – to naprawdę fajna sprawa. Ich członkowie są pomocni, sympatyczni, a jeśli w sieci ktoś ma pytania dotyczące takiego auta – chętnie podzielą się wiedzą. Niestety nie zawsze tak jest, bo można spotkać się i z całą masą wybijającego szamba, na dodatek pozbawionego znaków interpunkcyjnych <zerka w stronę części udzielających się w sieci użytkowników Mazd RX-8>.

garażowe rozmowy

Na serio współczuję wtedy normalnym właścicielom takich aut „znajomości” z takimi jednostkami – mnie (i nie tylko mnie) to potrafi do samochodu kompletnie zniechęcić. Nie do jakiejś przejażdżki czy wypożyczenia, ale do posiadania – owszem.

Wasza kolej. O jakich autach marzycie, ale ewentualne problemy przekreślają sens zakupu?

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy - dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to