Dzień dobry, witamy w Garażowych rozmowach. Dziś porozmawiamy sobie o książkach.

Internet to wspaniały wynalazek. Gdzie indziej znaleźlibyśmy tyle obrazków z kotami, głupawych filmików, memów i soul metalu? Ano właśnie – nigdzie.

Mam jednak wrażenie, że wiele osób uważa, iż w internecie jest wszystko

Ale tak totalnie, absolutnie, całkiem wszystko. Cóż, tego nie wiem, ale śmiem wątpić. Jestem natomiast absolutnie przekonany, że nawet jeśli faktycznie w sieci jest wszystko, co można sobie wymarzyć, to na pewno nie wszystko jest łatwo dostępne ani tym bardziej za darmo.

Wielokrotnie spotkałem się z tekstami w rodzaju: a po co mi książki, to samo znajdę w sieci.

Nie, nie znajdziesz

Wiele osób przekonuje się o tym na szczeblach edukacji wyższych niż liceum, szkoła zawodowa bądź technikum, gdzie po prostu trzeba korzystać z bibliotek (lub księgarni i antykwariatów), bo czegoś nie ma nawet na (nie)sławnym chomiku. A jeśli już w sieci jest, to często w formie okrojonej, biednej lub po prostu… błędnej.

Dokładnie tak samo jest z wiedzą na temat samochodów

Tak, w sieci znajdziemy całe mnóstwo zapomnianych konstrukcji, wielostronicowych opisów nad którymi ktoś się naprawdę napracował, ciekawostek ze świata motorsportu i tak dalej. Ale jeśli poszukujemy jakiegoś tematu opracowanego od A do Z, jeśli chcemy obejrzeć zdjęcia, których nie ma najlepsza na świecie strona internetowa, a także jeśli po prostu chcemy mieć wszystko w jednym miejscu zamiast porozrzucane po różnych miejscach w sieci – książki są niezastąpione. Te tradycyjne, papierowe, nierzadko wielkie i ciężkie tomy.

Sam mam już całkiem przyzwoitą kolekcję takiej literatury. Jednym z moich wczesnych wspomnień na temat takich książek jest dzień, w którym w księgarni na półce zobaczyłem pozycję „Wyśnione auta. Historia rozwoju kabrioletów”, a – jeśli mnie pamięć nie zawodzi – jeszcze tego samego dnia rodzice sprawili mi niespodziankę i kupili mi ten album. Mam go do dziś i nadal bardzo go lubię. Poza tym posiadam zarówno publikacje stosunkowo znane w Polsce (np. autorstwa Craiga Cheethama, aczkolwiek szczęśliwie nie posiadam egzemplarza kretyńsko przetłumaczonej pozycji „Muscle cars – Samochody siłowe”), jak i takie nieco mniej – od „Lotus Esprit: The Official Story” po jeden z najnowszych nabytków, ważący ponad 16 kg 4-częściowy album „A Quiet Greatness” na temat kultowych aut japońskich.

Nie przeczytałem jeszcze tego wszystkiego co mam na półkach i zajmie mi to jeszcze dużo czasu (niektóre czytam od deski do deski, niektóre wyrywkowo z planem doczytania reszty w przyszłości), ale nawet samo kartkowanie tych książek pozwala zauważyć, jak często są w nich informacje, które w sieci są w zasadzie nie do zdobycia. Zdjęć ta uwaga dotyczy w jeszcze większym stopniu. Na mojej liście zakupowej są już kolejne pozycje, np. na temat Lexusa LFA czy aerodynamiki. Na ten drugi tytuł nakręciłem się, gdy swoim egzemplarzem pochwalił się red. Wach.

No powiedzcie mi, jak można świadomie odrzucać takie perełki i polegać tylko na internecie?

Wasza kolej. Książki motoryzacyjne: tak czy nie i dlaczego?

 

Zdjęcie główne: bobmer, BringaTrailer.com

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy - dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to