Ferrari F40 to jedna z motoryzacyjnych legend lat 80. Auto, które powstało na 40-lecie marki w 1987 r. jest uważane za jeden z najlepszych modeli w historii. Było tak dobre, że następca – F50 – przez lata miał opinię auta rozczarowującego na tle F40. Na sprzedaż pojawiło się właśnie Ferrari F40 z silnikiem V12. Tak, dobrze czytacie.
W swoim czasie najszybsze auto świata, osiągające pierwszą setkę w 4,1 s i rozpędzające się do ponad 320 km/h. Jest to też drugi halo-car Ferrari z silnikiem V8, poprzednim był model 288 GTO. Jeśli jednak ktoś marzył o F40 ale chciałby również dźwięku silnika V12, z pomocą przychodzi Simpson Motorsport.
Simpson Motorsport – co to za firma?
Założył ją w Wielkiej Brytanii w 1986 r. były kierowca wyścigowy Robin Simpson-Smith. Specjalizuje się w przygotowywaniu samochodów wyścigowych. Efekty tej pracy można było dostrzec na przełomie wieków, gdy syn założyciela, Julian, pomagał w opracowaniu aut do wyścigów długodystansowych, m.in. Le Mans, Daytona 24hrs czy Sebring 12hrs. Odpowiadał m.in. za Vipery, Ferrari 348 LM czy Lole SPR1/SPR2.
Pojawiały się również autorskie projekty. Można wśród wymienić m.in. Mitsubishi Lancer Evo 9 Coupe SWB czy BMW M3 CSL-RS.
Ferrari F40 z V12 – skąd się wzięło?
W roku 2000 Simpson-Smith wykupił takie F40, a właściwie podwozie auta, które wykorzystywano do testów zderzeniowych w Maranello. Razem ze Stefano Sebastianim, który znał się z Robinem dogadali się, że odbudują wrak i zrobią z niego coś specjalnego.
Panowie znali się ze sobą już wcześniej, bowiem Sebastiani jeździł Ferrari 348 LM przygotowanym właśnie przez Simpson-Motosport. Postanowili, że za punkt odniesienia wezmą Ferrari F40 w wersji LM/GTE , przygotowanej do wyścigów przez firmę Michelotto.
Po tym jak zostało ukończone, auto pojawiało się na zawodach. Głównie w Wielkiej Brytanii, w ramach serii British Endurance Championship. Najlepszym wynikiem było drugie miejsce w Oulton Park 2006 w klasie Britcar. Potem samochód trafił do garażu na długie lata, aż niedawno został z niego wyciągnięty, odświeżony i przygotowany do sprzedaży. Trzeba tu wspomnieć, że jest dopuszczony do ruchu drogowego, zarejestrowano go jako Simpson-Ferrari GTR.
Najważniejsze ukryto z tyłu
Normalne Ferrari F40 miało 2,9-litrowe, podwójnie doładowane V8 o mocy 478 KM i maksymalnym momencie obrotowym 577 Nm. Zastąpiono je wolnossącym, 5,5-litrowym V12 pochodzącym z modelu 550 Maranello. Parametry były bardzo zbliżone: 485 KM oraz 568 Nm. Pojawiła się nowa, sześciobiegowa sekwencyjna skrzynia biegów Hewland, którą zamontowano w 2005 r.
Osiągi mogą wydawać się podobne, natomiast główną różnicę można przede wszystkim usłyszeć:
Dużo zmian wprowadzono w podwoziu i nadwoziu
To co rzuca się w oczy to zdecydowanie szersze nadwozie w stylu F40 GTE. Poza tym, że samochód wygląda bardziej agresywnie, to jest też lżejszy. Na przykład przednie splittery przeniesiono wprost z wersji wyścigowej, ale już skrzydło, które stało się naprawdę ogromne, było wykonywane na zamówienie. Do auta przygotowano też nowe zawieszenie, a całość stoi na 18-calowych felgach.
Wnętrze rodem z auta wyścigowego – wszystko się zgadza
Tym co łączy Simpsona-Ferrari GTR z bazowym F40 jest fakt, że wnętrze jest spartańskie. Mówiąc bardziej szczegółowo, to jest tak w aucie przeznaczonym do motosportu, pomimo homologacji drogowej. Na desce rozdzielczej mamy przełączniki, które mogą wydawać się dziwneosobom, które auta traktują jako narzędzie przewożące z punktu A do punktu B.
Nie można zapomnieć również o obecności klatki bezpieczeństwa, zgodnej z wymogami FIA.
Za ile ten egzemplarz, jaki przebieg i do kiedy trwa aukcja?
Samochód przejechał niewiele ponad 7 tys. km. Pomimo tego, że jest na sprzedaż w Wielkiej Brytanii to ma kierownicę po lewej stronie. Przewidywana kwota za jaką się sprzeda to 500-600 tys. funtów. Do zakończenia aukcji zostało jeszcze trochę czasu, trwa ona bowiem do 23 sierpnia.
Choć nie jest to fabryczny projekt, w Maranello nie powinni robić z nim problemu
Pomijając fakt, że ten samochód jest zarejestrowany jako Simpson, to jest zmodyfikowany w taki sposób, że nawiązuje do jednego z wyścigowych modeli włoskiej marki. Jeden z kierowców wyścigowych, który miał przyjemność tym F40 się przejechać stwierdził, że jeździ się nim przyjemniej niż oryginalną wersją z silnikiem turbodoładowanym.
Ja się nie dziwię, m.in. dlatego, że V12 z 550 Maranello brzmi fantastycznie.
Zdjęcia oferowanego egzemplarza F40: Iconic Auctioneers









