… jeśli oczywiście lubisz przedziwne pojazdy, nie masz nic przeciwko sprowadzeniu takowego zza oceanu i masz do wydania trochę ponad 20 tys. zł. A, i kogoś, kto osobiście dokona zakupu w USA. Ale cóż to właściwie za wynalazek, ten Replicar Cursor, skąd się wziął, i dlaczego wygląda jak samobieżny Jar Jar Binks?

Od razu przyznam, że na to ostatnie pytanie niestety nie znam odpowiedzi, ale mogę rzucić nieco światła na pozostałe dwie kwestie. Zacznijmy może od samego producenta, nazywając to nieco szumnie.

Zgadnijcie, co robił Replicar

Repliki klasycznych samochodów. Tak, wiem, zaskakujące. Firma działała w latach 1981-1996 na południu Anglii i odwzorowywała takie modele jak Bugatti typ 35 i 55, SS 100 (od SS Cars, czyli firmy, która po II WŚ zmieniła nazwę na Jaguar) czy też Ferrari 250 LM. Nie powstało ich zbyt wiele – prawdopodobnie łącznie około 100 sztuk. Nadwozia były wykonywane z włókna szklanego, zaś mechanika, według jednej z broszur, którą można znaleźć w internecie, to „nieznacznie zmodyfikowane podwozie VW” – przy czym podejrzewam, że oznacza to popularnego „Garbusa”. Co ciekawe, broszura wspomina też o tym, że panele nadwozia nie były lakierowane, a barwione już przy ich wytwarzaniu. Całość była projektowana przez samego założyciela i właściciela firmy, Alana Hatswella.

Parę źródeł wspomina o wysokiej jakości tych replik, na co mogłaby wskazywać sytuacja z Birmingham NEC Motor Show z 1982 r. Otóż Replicar wystawiał tam swoją kopię Ferrari 250 LM, które zwróciło uwagę paru ważnych osób z samego Ferrari – na tyle, że podobno nawet pogratulowali panu Hatswellowi i życzyli mu sukcesów! Wyobrażacie sobie coś takiego dzisiaj, przy obecnym podejściu prawników firmy do podobnych spraw? Ale zostawmy kwestię jadowitych prawników, i wiedząc już co nieco o producencie, przyjrzyjmy się naszemu kosmicie. To znaczy samochodowi… chyba?

Replicar Cursor to z założenia nie całkiem samochód

Replicar Cursor

Otóż w latach 80. pan Hatswell wymyślił, że brytyjskim 16-latkom przyda się jakiś pojazd, w którym będą mogli nabierać drogowego, „samochodowego” doświadczenia, zanim w wieku 17 lat będą mogli uzyskać prawo jazdy na samochody. Dlatego też Cursor to coś w rodzaju mikrosamochodu, co w Wielkiej Brytanii łapało się pod względem wymaganych uprawnień do tej samej kategorii, co skutery. Nie było to zresztą dziwne, gdyż ta mała pokraka ma naprawdę sporo wspólnego z miejskimi jednośladami.

Przede wszystkim cały napęd był wzięty prosto ze skutera, konkretnie Suzuki CS50, co było o tyle łatwiejsze, że Cursor jest trójkołowy, i to właśnie pojedyncze tylne koło odpowiada za pchanie go naprzód. Układ składał się z jednocylindrowego, dwusuwowego silniczka chłodzonego powietrzem, o pojemności zaledwie 49 cm3 i mocy 3,5 KM (przy 5,5 tys. obr./min.), 3-biegowej automatycznej przekładni oraz przekazującego napęd na koło łańcucha. Ze współczesnej perspektywy ten automat brzmi nietypowo, ale szczerze nie wiem, jakie były standardy w skuterach 40 lat temu.

Replicar Cursor

Reszta była siłą rzeczy nieco bardziej samochodowa, choć też raczej w klimacie replik i kit carów

Konstrukcja opierała się na stalowych rurkach, zaś nadwozie, zgodnie z tradycją producenta, było wykonane z barwionych paneli z włókna szklanego – co niestety z czasem ujawniało swoje wady, gdyż zwyczajnie kolory blakły od słońca. Całość miała wymiary 284 na 130 cm i mieściła jedną osobę… na ogół. Widzicie, istniał też dwuosobowy Replicar Cursor, według niektórych źródeł napędzany nieokreślonym silnikiem Hondy (trafiłem na sugestię, że oryginalnie zaburtowym, ale była tłumaczona przez AI z niemieckiego, i tylko w jednym miejscu, więc niezbyt temu ufam). Poza napędem i wnętrzem różniły się też sposobem dostawania do tego wnętrza – o ile omawiana jednoosobówka ma unoszony fragment kabiny, tak wersja dwumiejscowa miała dwoje drzwi typu „skrzydła mewy” – unoszonych do góry niczym w Mercedesie 300 SL.

Replicar Cursor

Taki projekt dał w efekcie‚ cóż, zadaszony, trójkołowy skuter, tak naprawdę. Prędkość maksymalna podawana jest, w zależności od źródła, na 26-30 mph (czyli około 42-48 km/h), ale co zabawne, więcej niż jedno źródło wskazuje przy tym, że z wiatrem i z górki mogło być nawet 40 mph! Oczywiście w zamian zużycie paliwa było wspaniale niskie, na poziomie około 3-3,2 l/100 km. Niestety ten nietypowy twór kosztował około 2200 funtów, podczas gdy przeciętny skuter – około tysiąca. Zapewne to, w połączeniu z umiarkowanym sensem samego pomysłu, przyczyniło się do tak marnej sprzedaży – prawdopodobnie powstało tylko niewiele ponad 100 egzemplarzy, z czego szacuje się, że zaledwie kilka dwuosobowych. Produkcja wobec tego zakończyła się po paru latach – wg większości źródeł trwała od 1985 do 1987 r., choć spotkać też można przedział 1984-1988.

Okej, tylko co ten Replicar Cursor robi w środku USA?

Jak się tam znalazł – nie wiadomo, a szkoda, bo to mogłaby być ciekawa historia. Miałem powiedzieć, że jakiś zupełnie szalony człowiek musiał kiedyś sprowadzić zza oceanu rzadkie i zapomniane mikroautko z napędem skutera i że mogę się założyć, że miał też inne, równie kosmiczne wynalazki, ale wygląda na to, że Cursor jest w Stanach od co najmniej kilku lat – w 2015 r. był na sprzedaż na Florydzie za 4,5 tys. dol. W każdym razie obecnie Cursor czeka na kolejnego właściciela w Cary w stanie Illinois. Według ogłoszenia na Facebooku jest w dobrym stanie, silnik się kręci, ma iskrę i zapala „na plaka”, choć z drugiej strony pojazd nie był wcześniej odpalany od lat – a nie zdziwiłbym się, gdyby nawet sam obecny właściciel nie był pewien, od ilu. Na dodatek dokumentacja jest niekompletna, gdyż brakuje tzw. title, czyli tytułu własności – czegoś odpowiadającego naszemu dowodowi rejestracyjnemu. Całą tę wspaniałość można mieć za 5500 dol., przy czym właściciel zastrzega, że potencjalny nabywca musi zobaczyć auto osobiście i zapłacić gotówką przy odbiorze.

Replicar Cursor

To jak, zachęceni? Przyznam, że Replicar Cursor jest wspaniale nonsensowny, dziwny i rzadki, ale próby zarejestrowania tego to musiałaby być niezwykła przygoda.

 

Zdjęcie główne: AllCarIndex.com. Pozostałe zdjęcia pobrano z ogłoszenia zgodnie z prawem dopuszczalnego cytatu. Autor: Kenneth Robins

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy - dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to