Zapewne wielu z was wie, że literka „a” w nazwie Volvo 240 oznaczała aerodynamikę, dlatego nie zdziwi was pewnie, że literka „r” w nazwie Volvo XC90 oznacza rewolucyjny lifting. Co mam na myśli? Ano to, że choć marka od lat należy już do chińskiego koncernu, wciąż pozostaje dość zachowawcza pod względem zmian wizualnych.
Jeśli ktokolwiek łudził się, że po 22 latach od rozpoczęcia produkcji swojego najpopularniejszego SUV-a Volvo drastycznie go przemodeluje, powinien zdać sobie sprawę, że nie-tak-bardzo-już-szwedzka marka potrafiła najpierw przez 19 lat tłuc niemal trzy miliony aut, które nieszczególnie się zmieniały, za to przeżyły swojego następcę (mówię o 240), a potem przez połowę lat 90. i tak robili auta, które wyglądały, jakby je wyciosano w latach 70. i pakowali te same elementy, jak choćby manetki kierunkowskazów już nie tylko do osobówek, ale i do swoich autobusów.
Ja oczywiście nie widzę w tym wad, ale pragnę Wam uświadomić, że jeżeli Volvo XC90 na rok modelowy 2025 na pierwszy rzut oka dla laika nie wygląda jakoś szczególnie inaczej, to znaczy, że pewnie w życiu nie odróżniłby on zwykłej 940 od 940 beligijki albo 960 sedana od S90 sedana z 1996 r. (to akurat żarcik).
Najnowsze XC90 jest takie, jakie jest, ponieważ ma stanowić płynne przejście do świata elektrycznego EX90, a jednocześnie pozostać tym, co ludzie pokochali zwłaszcza w 2. generacji tego potężnego, siedmioosobowego SUV-a.
Co nowego zatem przyniósł lifting w Volvo XC90?
Dyskretnie zmieniony wygląd lamp, inny grill, większy ekran, więcej uchwytów na kubki, nieco większy zasięg na prądzie dla hybrydy plug-in, lekko przefasonowana maska i jeden nowy kolor. Do tego można by streścić w sumie kluczowe zmiany. Gratis nowe, ekologiczne materiały.
Pasiasty grill to zgrabna reinterpretacja charakterystycznych chromowanych atrap chłodnicy z cegieł z lat 90. Miłym ukłonem dla zwolenników aut niemonochromatycznych jest dołożenie nowego koloru do palety barw. To kolejny pomost z EX90, bo Mulberry Red był już anonsowany jako jeden z dostępnych lakierów dla tego elektryka. Wbrew pozorom nie będzie żywy, czerwony i bijący po oczach, tylko nieco bliższy odcieniom brązu, niczym schyłek lata w głębi fiordu, ale za to swą stonowaną dyskrecją daje posmak elegancji. Jak morwa. Dla wytrawnych graczy.

Przeprojektowane młoty Thora , inaczej przetłoczona maska i ten nietypowy grill. Lifting nie przyniósł rewolucji, ale zmiany w Volvo XC90 na rok 2025 są widoczne.
Nowe lampy przednie nadal wyróżniają się charakterystycznymi młotami Thora, choć teraz inaczej wyglądającymi. Reflektory są też fabrycznie dymione. Do tego mamy lekko zmodernizowane tylne lampy i subtelnie przeprojektowany zderzak – coś w sam raz dla wyrośniętych amatorów dyskretnego tuningu wizualnego.
Większy zasięg w prądzie w hybrydzie plug-in to bardzo duży plus
Jeśli powiem Wam, że w testach jest to 70 km, to pewnie nie będziecie pod wrażeniem, ale za to nowy właściciel będzie mógł robić to, co się robi najlepiej SUV-em, czyli jeździć wokół komina, do szkoły z dziećmi i po zakupy, wyłącznie na prądzie. Poprawione krzywizny deski, dołożone ładowarki indukcyjne, więcej schowków i więcej cupholderów to efekt wsłuchania się w potrzeby zgłaszane przez klientów, ale brzmi też jak dobry pomysł w każdym aucie, które może przewozić legalnie siedem osób na raz i aspiruje do bycia bardziej komfortowym od większości innych aut w okolicy.
Budowanie swojej reputacji na ekologii jest teraz w modzie, niestety często elementy „ekologiczne” są mniej żywotne i nie zdziwiłabym się, gdyby działało to tak, że może przetworzyliśmy przy tym jakieś śmieci, ale jednocześnie wygenerowaliśmy więcej innych śmieci. Kto miał okazję sprawdzić plastiki wykończeniowe w EX30, ten wie, że istnieje duże prawdopodobieństwo, iż dość szybko się porysują i zdegradują. Jeśli nowe XC90 ma być pomostem do EX90, które ma być wielkim bratem EX30, a wszystkie one będą bazować na tej samej ekologicznej wersji elementów tapicerki, to można mieć pewne podejrzenia, czy aby na pewno jest to słuszna droga.
Większy ekran nieszczególnie powinien cieszyć, bo wygląda mniej estetycznie. Dobrze jednak, że zmiana jego rozmiaru nie poskutkowała usunięciem większości fizycznych przycisków. Wyświetlacze z jakimś zabawnym systemem to dziś niestety synonim cięcia kosztów, więc mam nadzieję, że wszyscy nabywcy Volvo XC90 głosować będą portfelami za nieprzenoszeniem przydatnych przycisków do trzeciej zakładki drugiego menu prezentowanego na jeszcze większym ekranie.
Ile kosztuje Volvo XC90 po liftingu?
Skoro o cenach mowa, to można już sobie takie nowe Volvo XC90 zamawiać, a cena wyjściowa dla najbardziej podstawowej wersji przy wyborze 250-konnej miękkiej hybrydy B5 w kolorze Vapour Grey to 339 900 zł, ale jeśli dobrze sobie to wszystko skonfigurujecie, dodacie inny kolor lakieru, wentylowane wersje tapicerki i choćby koło zapasowe, to spokojnie przebijecie 400 000 zł.
455-konna hybryda plug-in o oznaczeniu T8 wymaga zdecydowanie większej inwestycji (ceny od 389 900 zł w górę) i ma nieco mniej opcji wyboru jeśli chodzi o wygląd wnętrza, za to możecie dokupić sobie wallbox Volvo i odpowiednie przewody. Oczywiście w ofercie nie ma już żadnego wariantu w 100 proc. spalinowego, niemniej jednak możemy podejrzewać, że obecna gama silnikowa pozostanie z nami na dłużej.
Lifting nie szokuje, ale i zapewne nie taki był zamysł. Wyszedł zgrabnie i spójnie, dodając nieco nowoczesnego sznytu i tak świetnie znoszącej upływ czasu bryle.


