Bardzo często gdy premierę ma samochód o polaryzującej stylistyce, nie brak opinii, że sobie nie poradzi na rynku. O ile w przypadku BMW często okazywało się, że internauci się mylili i np. nowa seria 5 czy seria 7 sprzedają się bardzo dobrze, to mieli całkowitą rację w odniesieniu do modelu XM – nie przeszkodziło to jednak, by zafundować mu lifting.
BMW XM to auto, które wzbudziło chyba najwięcej kontrowersji jeśli chodzi o niemiecką markę w ciągu ostatnich kilku(nastu…dziesięciu…) lat. Sprzedaje się bardzo źle. Jest tak źle, że lepiej się sprzedaje należące do wymierającego segmentu roadsterów Z4. Następcy XM-a co prawda nie będzie, ale niestety jeszcze się z nim nie żegnamy. BMW postanowiło go odświeżyć na ostatnie trzy lata produkcji.
Lifting nie zmienił faktu, że BMW XM to synonim hasła anty-stylistyka
Ten model to uosobienie wszystkiego co najgorsze w obecnej stylistyce BMW. Nieudane proporcje nadwozia, nieprzyjemne dla oka detale, gdzie mamy np. bardzo duże nerki i zdecydowanie za małe reflektory, tył gdzie rejestracja powędrowała na zderzak czy przesyt czerwonych akcentów w wariancie Red Label. Oczywiście auto jest jakieś i jego stylistyka jest nieszablonowa, ale to nie oznacza, że dobrze wygląda. I nie zapraszam do dyskusji.
Głównym winnym takiego stanu rzeczy jest w tym przypadku Domagoj Dukec, który na szczęście już w BMW nie pracuje od września zeszłego roku (gorzej, że obecnie myśli, co by tu popsuć w Rolls-Royce’ach).
Zanim niektórzy pomyślą, że tak uczepiłem się stylistyki z uwagi na to, że to SUV, to nic z tych rzeczy. Inny sportowy SUV marki z Monachium – X5 M – jest autem które wygląda dużo lepiej i nawet mi się podoba.
No dobra, do rzeczy. Co się zmieniło w wyglądzie XM-a na rok modelowy 2025?
Obramowanie nerek może być teraz w czarnym kolorze, w standardzie mamy 22-calowe felgi (w opcji mogą być 23-calowe), dostępny jest też nowy lakier Frozen Tanzanite Blue z palety
BMW Individual. Szkoda tylko, że nawet ten bardzo ładny kolor nie ratuje stylistyki XM-a, bo jest po prostu – i teraz wszyscy razem! – o-hyd-na.
Pod maską: R6 albo V8, oczywiście z elektrycznym wspomaganiem
Przed zmianami były dostępne trzy wersje silnikowe: podstawowa 50e, bazowa V-ósemka czyli XM, oraz topowa XM Red Label. Z gamy usunięto środkowy wariant, natomiast flagowe XM nazywa się teraz po prostu XM Label. Obie wersje to hybrydy plug-in. Wariant 50e ma trzylitrowe R6 z turbodoładowaniem osiągające 476 KM i 700 Nm, natomiast XM Label korzysta z silnika 4.4 V8 – układ hybrydowy osiąga tu 748 KM i 1000 Nm. Dane obu wariantów nie uległy więc zmianie w stosunku do wersji sprzed modernizacji. Napęd na obie osie przenoszą ośmiobiegowe automaty, natomiast po pełnym naładowaniu akumulatora, XM 50e jest w stanie przejechać maksymalnie 78-84 km, a XM Label – 76-82 km.
Osiągów XM-owi odmówić nie można, ALE…
BMW XM 50e osiąga setkę w 5,1 s i rozpędza się do 250 km/h. Mocniejszy XM Label na taki sprint potrzebuje natomiast 3,8 s, a ogranicznik prędkości może zostać przesunięty do 290 km/h. Obiektywnie trzeba przyznać, że osiągi w tym ważącym od 2620 do 2795 kg kolosie, zwłaszcza w odmianie Label, są bardzo dobre… z jednym istotnym zastrzeżeniem.
Problem w tym, że skoro to flagowy SUV z linii M Power, to byłoby miło, gdyby jednak był zauważalnie bardziej dynamiczny od takiego X5 M Competition (3,9 s do setki) – a nie jest, czemu przy tej masie własnej trudno się dziwić. X5 też do lekkich nie należy (2475 kg jako M Competition), ale jednak różnica jest. Ba – XM waży też więcej od podobnego rozmiarowo X7 M60i (niespełna 2,7 t w stanie gotowym do jazdy), pomimo bardziej sportowych aspiracji.
We wnętrzu prawie bez zmian
Wnętrze jest niemalże identyczne względem tego co mogliśmy dostać już wcześniej. Pojawił się jednak nowy wzór tapicerki, a ładowarka pokładowa obsługuje moc 11 kW.
Cena to największy problem BMW XM i lifting niczego tu nie zmienił
Za BMW XM 50e trzeba wyłożyć minimum 680,5 tys. zł. Droższy XM Label mocno to przebija, wymagając wydania co najmniej 985,5 tys. zł. Nie wygląda to dobrze, gdy porównamy sobie z kilkoma innymi modelami BMW.
Pierwszy przykład – X5. Hybrydowe 50e kosztuje 472,5 tys. zł. Względem XM w tej samej wersji to 208 tys. zł różnicy. W przypadku X5 M Competition należy się liczyć z kosztem 727 tys. zł, co oznacza ponad ćwierć miliona zł mniej.
Jeśli ktoś ma wątpliwości do zestawiania XM z X5, to proszę bardzo, model X7: wariant 530-konny M60i kosztuje równe 680 tys. zł. Jasne, nie ma ono startu pod względem osiągów do XM Label, od którego jest o niemal 300 tys. zł tańsze, ale… jest o 500 zł tańsze od BMW XM 50e, mając przy tym podobne wymiary, silnik V8 i lepsze osiągi. Gdyby wariant z linii M Performance Was nie przekonywał, to za 190,5 tys. euro (ok. 814 tys. zł) jest jeszcze Alpina XB7 Manufaktur, która jest właściwie definicją luksusowego SUV-a.
XM jest bez sensu, nawet jeśli pominiemy jego wyjątkową brzydotę
Analizując sobie cenniki poszczególnych modeli BMW w zestawieniu z XM, wygląda to niedobrze. Jako mocnego hybrydowego bądź
sportowego SUV-a lepiej wybrać X5 50e/X5 M Competition. W przypadku najbardziej luksusowego SUV-a należy się skierować po X7 M60i czy Alpinę XB7 Manufaktur.
Fani BMW M oraz nowych technologii powinni się zainteresować nowym M5, gdzie jest ten sam układ napędowy co XM
Label ale w aucie, w którym potencjał napędu można lepiej wykorzystać – i mówię to przy całej mojej niechęci do aktualnego M5.
Ten model to paskudna rynkowa porażka producenta i życzę mu rychłego końca
Zmiany na ten rok są tak skromne, że działa to na korzyść. Nie samochodu – naszą, bo przecież klienci nie rzucą się nagle na XM-a tylko dlatego, że można go teraz ładować wyższą mocą. O ile nie chodzi o ładowanie go z wyższą mocą do zgniatarki, to nie jestem zainteresowany.
To auto serio może jeździć doskonale jak na swoją masę i wymiary, ale trzeba to sobie powiedzieć wprost:
jeśli szukasz bardzo drogiego i bardzo szybkiego BMW, to masz wiele znacznie lepszych opcji.
Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy – dzięki!









