Cześć, zapraszamy na Garażowe rozmowy. W zeszłym tygodniu pytaliśmy Was o najlepsze liftingi, więc oczywiście teraz pora na te najgorsze. Co i gdzie popsuli projektanci?

Lifting kojarzy się z czymś generalnie lepszym. Nowocześniejszym, lepiej zaprojektowanym, usprawnionym. W przypadku motoryzacji nieco zmieniło się to w ostatnich latach, kiedy to liftingi często polegają między innymi na usunięciu znacznej części fizycznych przycisków, przez co wiele funkcji samochodu da się obsługiwać tylko za pośrednictwem ekranu dotykowego lub – ewentualnie – głosowo, co też nie każdemu odpowiada (np. ja bardzo nie lubię gadać do samochodu i traktuję taką możliwość wyłącznie jako ciekawostkę).

Najlepiej zapamiętuje się jednak te gorsze liftingi nie dlatego, że wywalono przyciski albo dobre silniki zastąpiono słabymi (pozdrowienia dla Citroena C5 2. generacji), a z powodu wyglądu karoserii. Dlatego też zaprezentuję teraz kilka spośród najsłabszych moim zdaniem modernizacji, a potem, jak zwykle, poproszę o Wasze zdanie.

Jako pierwszy przychodzi mi na myśl Saab 9-5 1. generacji

Nie jestem może jakimś wielkim fanem wnętrz Saabów, ale 9-5 1. generacji uważam za jeden z najładniejszych samochodów segmentu E – przynajmniej o ile mówimy o pierwszej odsłonie tego modelu oraz o autach po pierwszym liftingu. Ale już drugi lifting… o matko i córko. O ile tył jeszcze jakoś się bronił, to przód stał się absolutnie przekoszmarny i do dziś nie wiem, jakim cudem ktoś to klepnął do produkcji.

garażowe rozmowy

Pierwszy Saab 9-5 w każdej wersji wyglądał bardzo dobrze, a jako Aero – jeszcze lepiej.

Co tu się…

Kolejny przykład to Hyundai Coupe 1. generacji. Przedlift do dziś nie wygląda źle (pomimo osobliwej linii bocznej), o ile ma fabryczne tylną lotkę – bez niej wygląda jakoś tak łyso. Ale model po liftingu zbrzydł i z tyłu i – przede wszystkim – z przodu, ponieważ ktoś uznał, że to auto potrzebuje aż 10 lamp w pasie przednim. Co ciekawe, takie auto można było wygrać w konkursie zorganizowanym przez wydawnictwo Print Shops Prego, odpowiedzialne m.in. za kultowe katalogi Samochody Świata.

garażowe rozmowy

melting_face.png

Trzeci i ode mnie ostatni przykład to coś z górnej półki cenowej: Ferrari F512 M. Jeśli wśród Was są osoby, które śmieją się z liftingu Poloneza zafundowanego mu przez Daewoo, to mogą już przestać, bo Ferrari – wspólnie z Pininfariną – weszły na znacznie wyższy poziom partolenia udanego projektu.

garażowe rozmowy

Ferrari Testarossa

Choć sam preferuję Testarossę po pierwszym liftingu, czyli model 512 TR, to całkowicie rozumiem fanów oryginału – surowe linie, niepodrabialny klimat lat 80., a w pierwszych rocznikach dodatkowo świetne felgi z centralną nakrętką.

Ferrari 512 TR

Tworząc F512 M, wrzucono do jednej miski Testarossę i genialne F355, czego efektem było powstanie kanciaka z wyjątkowo niepasującym do niego oświetleniem, zwłaszcza tylnym. Jedyny poliftowy element, który jakoś się tu może broni, to turbinowe felgi, ale i tak nie ratowały one całości.

Ferrari F512 M

I tu też.

Wasza kolej. Które samochody najbardziej ucierpiały przy okazji liftingów?

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy - dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to