Typowa godzina lekcyjna w szkole podstawowej czy średniej trwa 45 minut. Lektura (brrr, znów te szkolno-traumatyczne odniesienia) niniejszego odcinka nie zajmie tyle czasu, a poza tym będzie znacznie ciekawsza niż wkuwanie na blachę rzek Szwecji.

Sprzedaż Maserati nadal kuleje, Carlos Tavares nadal upiera się przy swoim

To najbardziej włoskie ujęcie, jakie dzisiaj zobaczycie. / fot. petrolista, Maseratilife.com

Złotousty i omnipotentny prezes Stellantisa, Carlos Tavares, z wyżyn swego geniuszu kolejny raz stwierdził bezspornie, co stoi za słabymi wynikami sprzedaży Maserati – klientów znalazło 20 600 samochodów w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2023 r., ale już zaledwie 8600 w analogicznym okresie 2024 r. Tak okrutny spadek o 58,3 proc. pan Tavares wyjaśnia prosto – marketing się nie spisuje, za mało trąbiąc o technologii, dolce vita i spaghetti bolognese. Do tego zabrania dealerom Maserati udzielania wysokich rabatów, bo to jego zdaniem rozwodniłoby wizerunek marki. Niebawem może już nie być czego rozwadniać, jeśli trend się nie odwróci, a kolejne modele Stellantisa będą kierowane coraz bardziej do nikogo.

Sprzedaż samochodów Stellantis w Ameryce Północnej spadła o 36 proc.

I to jest najgorszy wynik ze wszystkich rynków, na jakich operuje ulubiony koncern wszystkich miłośników motoryzacji. Na innych nie jest wszelako dużo lepiej – w Europie sprzedaż spadła o 17 proc. do 496 000 egzemplarzy, na Bliskim Wschodzie i w Afryce o 26 proc. do 78 000, a także w Chinach, Indiach i regionie Azji i Pacyfiku, gdzie sprzedano o 30 proc. mniej nowych samochodów. Wyłamuje się tu jedynie Ameryka Południowa ze wzrostem 0 14 proc. i wynikiem 259 000 pojazdów, zaś pobieżne zapoznanie się z ofertą w tamtym rejonie pozwala wysunąć bluźniercze w gruncie rzeczy pytanie – a gdyby tak oferować produkt, który ludzie chcą kupić?

Toyota GR prezentuje wyścigowego Hiluxa Champ

ekspresówka

Wygląda jak coś zbudowanego z losowych klocków Lego przez dziesięciolatka, ale istnieje naprawdę.

Chodzi o tajski oddział Toyota GR i model Hilux Champ, który wzięto na warsztat i nie mitrężąc (prace zajęły tydzień!) przekonstruowano tak, by sprostać rywalizacji w mistrzostwach Super Pickup. Zgodnie z przepisami, w mistrzostwach Super Pickup mogą brać udział tylko ciężarówki z pojedynczą kabiną i napędem na tylne koła, wyposażone w układy napędowe z silnikiem Diesla. Seryjny Hilux Champ stanowi tu więc doskonałą bazę – pod maską znajduje się ulepszona wersja 2,4-litrowego turbodiesla Toyoty, oczywiście podkręcona ponad standardowe 148 KM (110 kW/150 KM). Modyfikacje obejmują nową turbosprężarkę, poprawiony układ chłodzenia i większy intercooler, niestandardowy układ wydechowy oraz przerobione układy dolotowy i paliwowy. Moc jest przesyłana na tylne koła za pośrednictwem manualnej skrzyni biegów. Czy można by odstąpić choć ten jeden raz od zasady, że co się wydarzyło w Tajlandii, zostaje w Tajlandii?

Zatrudnienie w niemieckim przemyśle motoryzacyjnym może do 2035 r. zmniejszyć się o 186 000 miejsc pracy

Jeden z ostatnich silników V8, kawał historii – jeszcze takie robią, ale mogą przestać.

Przyczyną jest zapowiadana szumnie i dumnie elektryfikacja czy też elektrorewolucja, której przez grzeczność nie doprawimy zapożyczonym od Sapkowskiego neologizmem do rymu. Raport firmy Prognos przewiduje, że przejście na elektryfikację zmniejszy liczbę pracowników w niemieckim sektorze samochodowym o 186 000 w 2035 r. w porównaniu z poziomami z 2019 r. Redukcja zatrudnienia wynika głównie, ale nie wyłącznie, z faktu, że „układy napędowe” samochodów elektrycznych wymagają mniejszej liczby komponentów niż ich poprzednicy z silnikami spalinowymi.

Szefowie VW twierdzą, że należy podjąć radykalne kroki, aby pomóc firmie przetrwać trudne czasy. Pracownicy muszą być gotowi na pewne poświęcenia w krótkim okresie, jeśli mają mieć jakąkolwiek nadzieję na ochronę miejsc pracy w dłuższej perspektywie. A na dodatek za rogiem czają się Chińczycy z gotowymi produktami, dumpingiem cenowym, rządowymi dopłatami i traktowaniem prawa pracy jak zbiorku abstrakcyjnych anegdotek bez znaczenia.

Suzuki Jimny w wersji Mata to ostatnia szansa na niezelektryfikowany model w Europie

ekspresówka

Spartańskość wnętrza jest spójna z całą resztą – to obudowany traktorek dla leśników, geodetów i błotolubczej braci, a nie lifestylowy crossoverek do lansu pod modną knajpą.

Suzuki Jimny Mata zostanie wyprodukowane w 150 egzemplarzach, wyłącznie na rynek włoski, trzeba się więc pospieszyć z zamawianiem. Wyróżnikiem tej wersji są m.in. dwukolorowe malowanie, grill o historycznym dla marki deseniu, plastikowe ochraniacze wokół nadwozia i aluminiowa płyta pod silnikiem, a we wnętrzu numerowana tabliczka pamiątkowa. Silnikowo standard homologowany na obszarze UE w tym modelu – pod maską znajduje się seryjny silnik wolnossący o pojemności 1,5 litra, wytwarzający 102 KM i 130 Nm. Moc jest przenoszona na wszystkie cztery koła wyłącznie za pośrednictwem 5-biegowej skrzyni manualnej.

ekspresówka

Następca ma być w pełni elektryczny, co może być jedyną szansą na dopuszczenie go do sprzedaży w Europie. Elektryczna terenówka na bezdroża to rewelacyjny pomysł – co prawda nie będzie odporna na taplanie czy przebicie akumulatora jakimś ostrym kamieniem, ale za to będzie trzeba iść po przedłużacz jeszcze dalej niż po traktor dla wklejonej na amen w błoto wersji spalinowej.

Chiny kontrolują niemało surowców niezbędnych Europie do transformacji energetycznej

Arup, specjalizujący się w doradztwie, opublikował obszerny raport dotyczący strategicznych surowców – miedzi, litu, grafitu, kobaltu, niklu i metali ziem rzadkich. Surowce te są niezbędne do planowanej w Europie transformacji energetycznej w kierunku odnawialnych źródeł energii.

Z raportu wynika, że Chiny w niektórych obszarach mają niemalże monopol, a w wielu innych dominację nad wspomnianymi zasobami. Pozostali pozaeuropejscy dostawcy również nie zawsze są najlepszym pomysłem na oparcie na nich wieloletnich dalekosiężnych planów, bo pomijając moralnie wątpliwe aspekty (praca dzieci, niewolnictwo, reżimowe ustroje), sprowadzanie ogromnych ilości materiałów z drugiego końca świata nie jest najłatwiejszym logistycznym zadaniem i jak udowodniła niedawna pandemia, łańcuchy dostaw mogą łatwo, szybko i nagle zostać przerwane. Autarkia to w obecnej cywilizacji rzecz na dobrą sprawę niemożliwa, ale jak najmniejsze uzależnienie się od dostawców zewnętrznych już możliwe jest i do tego będzie się dążyć w Europie. Tylko czy aby nie za późno?

Mercedes CLA na 2026 rok będzie korzystał z silnika Geely

Znaczek europejski, napis w ramce tablicy rejestracyjnej też zalatuje paryskim szykiem, a pod maską chińszczyzna.

Niemiecki producent samochodów zamierza wykorzystać czterocylindrowy silnik benzynowy z turbodoładowaniem chińskiej marki Geely. Według CarNewsChina silnik nowego modelu CLA będzie osiągać ok. 250 KM i 360 Nm, co plasowałoby go ponad obecnie oferowanym wariantem CLA 250 (224 KM, 350 Nm). Carl Benz obracając się w grobie i tak osiągnie lepszy wynik.

I tym tragikomicznym akcentem kończymy ten odcinek. Biorę tajskiego Hiluxa, na pakę ładuję odpicowane Jimny i jadę zadawać szyku zarówno na zlocie miłośników offroadu, fanów turbodiesli oraz spotkaniu koła myśliwskiego, wszystko naraz oczywiście. Ten plan nie ma wad.

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy – dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to