Zamiast burzy może nadejść wieczna cisza. Albo Lister Storm II dostanie swoją niszę, albo klienci nie dostaną jego.
Działająca od 1954 r. firma Lister Motor Company Ltd. znana jest głównie (o ile w ogóle z czegokolwiek jest w Polsce znana – bądźmy szczerzy, nie mówimy tu o jakiejś hiperpopularnej marce) jako tuner Jaguara oraz najstarszy w Wielkiej Brytanii wytwórca samochodów wyścigowych.
Po początkowych, głównie lokalnych sukcesach na torach, przedsiębiorstwo popadło w finansowe tarapaty. W drugiej połowie lat 80., celem wyprowadzenia firmy na ekonomiczną prostą, nowe kierownictwo umyśliło sobie wypuszczenie drogowej wersji własnego supersamochodu i tym samym rzucenie rękawicy w twarz włoskim gigantom typu Ferrari, Lamborghini itd.
Efektem tego zamysłu okazał się zaprezentowany w 1993 r. Lister Storm
Choć w zasadzie należałoby napisać: „okazały się Listery Stormy”. Wszystkie cztery. Zaledwie tyle bowiem łącznie ich zbudowano (w wersji drogowej, rzecz jasna – plus jeden prototyp homologacyjny wariantu GTL). Pod maską każdego z nich pracował stary, dobry, imperialny tuzin cylindrów w układzie widlastym wprost od Jaguara, o łącznej pojemności siedmiu litrów.

7 litrów jest fajne, ale jeszcze fajniejsze są lampy z Audi 80. / exfordy / Brian Snelson, CC BY 2.0, via Wikimedia Commons
Mechaniczna stadnina liczyła 554 rumaki, rozpędzała auto od 0 do 60 mph w czasie delikatnie przekraczającym cztery sekundy i oferowała prędkość maksymalną na poziomie 335 km/h. Jak na pierwszą połowę lat 90., absolutnie nie były to słabe osiągi. Ba, przez dłuższy okres Storm cieszył się nawet mianem najszybszego czteromiejscowego GT na świecie. Jak by nie było, zawsze jakieś osiągnięcie, nawet jeśli te dwa miejsca z tyłu należy traktować z typowo brytyjską rezerwą.
Skąd zatem sprzedażowa klęska? No cóż, jeśli nie wiadomo, o co chodzi… Za jednego Storma Lister winszował sobie dwieście dwadzieścia tysięcy funtów szterlingów. Dziś taka cena może nie robić przesadnego wrażenia, niemniej trzydzieści z okładem lat temu okazała się zaporowa nawet dla najobrzydliwiej nadzianych miłośników Gran Turismo. W sumie mało dziwne. Za ledwie jedną trzecią tej kwoty mogli przecież wyjechać z salonu lśniącym nowością Ferrari 456 GT.
Burza potrwała więc krótko, a po niej nastąpiła długa cisza
Od 1994 r., gdy wyprodukowany został czwarty i ostatni Storm pierwszej generacji, w kwestii autorskich pojazdów Listera nie działo się kompletnie nic aż do roku 2018. Wtedy właśnie CEO firmy, Lawrence Whittaker, zapowiedział rychłą premierę Listera Storm II – hipersamochodu ponownie napędzanego dwunastocylindrową widlastą jednostką Jaguara, lecz tym razem o pojemności 7,8 l i mocy przekraczającej 1000 KM. W sieci pojawił się render (o dość kiepskiej rozdzielczości) i trochę dyskusji, po czym na kolejnych siedem lat znów temat ucichł.
28 stycznia br. za pomocą firmowego profilu na Xie wspomniany wyżej Mr Whittaker jr dał do zrozumienia, iż debiut drugiej odsłony Storma nadal jest planowany. Nie wiadomo, czy podane w poprzednim akapicie dane techniczne są aktualne. Wiadomo, że na pewno byłby to samochód (przynajmniej w części) spalinowy. Wiadomo też – przynajmniej panu Lawrence’owi – iż planowana wielomilionowa inwestycja w hipersamochód nie tylko zabezpieczyłaby przyszłość Listera, lecz także otworzyłaby wiele miejsc pracy, tak w samej firmie, jak i w długim łańcuchu (wyłącznie brytyjskich, taka tradycja) dostawców i podwykonawców.
Dlaczego więc tryb przypuszczający?
Ano dlatego, że rzeczoną inwestycję, zdaniem Mr Whittakera czysty zysk dla HMRC i społeczeństwa brytyjskiego, zniweczyć może planowane przez gabinet Keira Starmera przyspieszenie nakazu bezemisyjności wszystkich nowych samochodów sprzedawanych w Zjednoczonym Królestwie o całe pięć lat, do roku 2030. Choć CEO Listera nie podważa sensu nakazu jako takiego, apeluje o utworzenie wyjątku dla tradycyjnych brytyjskich niszowych, niskoseryjnych producentów aut, takich jak Lister właśnie, Morgan, Caterham czy Ginetta. Takie wyjątki dla firm wytwarzających mniej niż tysiąc samochodów rocznie były już stosowane w przeszłości, niemniej jak do tej pory, Rada Ministrów Jego Królewskiej Mości nie była łaskawa określić, czy i w tym przypadku znajdą one zastosowanie. Whittaker apeluje w swym oświadczeniu o jak najszybsze, najlepiej pozytywne stanowisko rządu w omawianej sprawie, gdyż przedłużający się stan niepewności uniemożliwia Listerowi (i innym podobnym podmiotom) planowanie działań krótko- i średnioterminowych.
Czy gabinet Starmera się ugnie, trudno powiedzieć. Łatwo natomiast zauważyć, że los drugiej generacji Storma zależy nie tylko od polityki klimatycznej brytyjskiego rządu. Da się bowiem posłyszeć, iż cena nowego hipersamochodu Listera ma oscylować wokół dwóch milionów funtów. A zdać by się mogło, iż rezydując w Cambridge to jednak trzeba umieć odrabiać lekcje…
Autor: Jan S. Kapała






