Nie każdy noblista zajmujący się fizyką to mroczny mruk i niszczyciel światów. Taki na przykład Richard Feynman oprócz bycia hipisem wśród intelektualistów był także miłośnikiem podróżowania i mistrzem autopromocji. [Uwaga: tekst w trakcie aktualizacji]

Każdego, komu postać Richarda Feynmana nie jest obca, nie powinno ani trochę zdziwić to, że jako jeden z najważniejszych fizyków XX wieku także w kwestii motoryzacji szedł własną ścieżką i dokonywał nieprzypadkowych wyborów pozostając w kontrze do starszych kolegów.

Feynman kontra reszta

Wszystkich pozostałych z was, którzy Richarda Feynmana albo w ogóle nie znają, albo kojarzą tylko jako jeszcze jedno nudne nazwisko dla wykształciuchów, zachęcam do zakolegowania się z twórczością tego pana. Nie tylko pokazał on wielkiego faka nudziarzom z uniwerków, ale też całe życie szedł pod prąd.

Na szczęście (dla Was) nie będę was zanudzać fizyką, a w zasadzie elektrodynamiką kwantową – dla tego tekstu ważne jest żebyście wiedzieli, iż Feynman wymyślił i rozpropagował zupełnie nowy sposób opisywania oddziaływań cząstek. Te diagramy to wspaniałe i dość intuicyjne graficzne przedstawienie równań opisujących oddziaływania na poziomie kwantowym. A jeszcze prościej – to przypomina takie patyczaki, które czasem mają pofalowane grzbiety, nóżki ze strzałkami i dzięki temu wiemy, gdzie się zaczyna akcja z cząsteczkami i dokąd zmierza. Jeśli uraża Was ten opis – koniecznie zostawcie komentarz pod tekstem.

Tymczasem wracając do samochodów… Przeglądając stare zdjęcia motoryzacyjne noblistów, a zwłaszcza fizyków można odnieść wrażenie, że dla większości ważny był brak dachu.

Enrico Fermi i jego żona Laura. Źródło fotografii: Centro Primo Levi New York

Może to kwestia bezpieczeństwa – nie ma dachu – szybciej można uciec, a może potrzeba żywego doświadczania tej fizyki mechanicznej w czystej postaci, kto wie… Fermi woził się z żoną Fiatem bezdasznikiem. Oppenheimer z żoną wybrali Chryslera bez dachu. Fizycy, którzy pracowali z Oppenheimerem (no dobra, nasz Robert też miał z nim do czynienia) też często woleli kabriolety. Jeden z ojców fizyki kwantowej, Paul Ehrenfest, został uchwycony przy Fordzie A. Tymczasem Feynman…

Dodge kamper – tego się nie dało uniknąć

W 1975 roku Feynman wraz z żoną wszedł do salonu Dodge’a i zażyczył sobie pachnącego nowością, największego w ofercie Dodge’a Tradesmana Maxivana w modnym, musztardowym kolorze. Wybrał wersję dostawczą, a mógł przecież zdecydować się na osobowego Sportsmana. On jednak miał inny plan – auto miało służyć do rekreacji, długich wyjazdów, spania i gotowania w terenie. Dlatego zlecił najlepszym mistrzom z Long Beach przystosowanie furgonetki do tego, by oprócz modnej tapicerki w kolorze awokado i wygodnych kanap znalazło się wszytko, czego czteroosobowa rodzina fizyka może potrzebować w długich trasach. W urzędzie zażyczył sobie indywidualnych tablic z napisem „Qantum”. Z błędem, bo nie dość, że opcje „QED” (Quantum ElecroDynamic) i „Quark” były już zajęte przez kogoś innego, to jeszcze Kalifornia ma limit znaków. Jakby tego było mało, na zewnątrz namalowane zostały… diagramy Feynmana.

Richard Feynman, jego żona Gweneth, matka, do której często jeździli oraz dwójka dzieci. Zdjęcie pojawiło się w filmie https://youtu.be/bHq3oo_FWjE?si=dKXVO-5UJwDT-20c

Richard Feynman, jego żona Gweneth, matka, do której często jeździli oraz dwójka dzieci. Zdjęcie pochodzi z tego klipu.

Jak wspomina córka noblisty, wcale nie chodziło o wybujałe ego ojca ani o to, ze chciał się lansować. Richardowi Feynmanowi zawsze chodziło przede wszystkim o promowanie wiedzy, o lepsze rozumienie zjawisk i teorii u wszystkich. Jazda busem pomalowanym w takie charakterystyczne wzory sprawiała, że ludzie zaczynali myśleć, zadawać pytania, poszukiwać odpowiedzi. Ten zabieg był bardzo sprytny. I w dodatku szalenie nośny. Feynman bowiem nie tylko wykorzystywał vana do jazdy po kampusie uniwersyteckim. Ponoć był ogromnym fanem nocnego cruisingu, często był widziany w tym potężnym pojeździe, jadąc z wolna słynnym Colorado Boulevard – lokalnym odcinkiem legendarnej Drogi 66 mierzącym niemal 25 kilometrów.

Jeżdżę bo jestem… Feynman

Jeździła nim także jego żona, Gweneth, która nie raz doświadczała sytuacji, w której przechodnie lub inni kierowcy pytali z zainteresowaniem o co tu chodzi. Jedna z najpopularniejszych anegdot mówi o tym, że pewnego razu zatrzymując się na światłach została zaczepiona przez innego kierowcę, który opuścił szybę i zapytał jej: „Hej, czemu jeździsz busem pomalowanym w diagramy Feynmana?!”, na co odparła: „Bo nazywam się Gweneth Feynman”.

Rodzina Feynmanów z dwójką swoich nastoletnich dzieci podróżowała tym wspaniałym Dodgem nie tylko wokół komina. Kampingowe wyposażenie przydawało się podczas długich wypraw. Bardzo często nocowali w przypadkowych miejscach z dala od utartych szlaków. Ten majestatyczny dom na kółkach zabrał ich też na wyprawy do Kanady, do Meksyku, a także służył córce Michelle jako pierwsze auto na dojazdy do szkoły. Wyobraźcie sobie szesnastoletnią, drobną dziewczynę, która zajeżdża sobie takim bydlakiem pomalowanym w nagradzane Noblem wzory pod szkołę i idzie na lekcje.

Richard Feynman

Van Feynmana na wystawach poświęconych jego działalności organizowanych przez Instytut Fermiego. Źródło: Instytut Fermiego

Po latach Michelle wspomina, że było to może trochę krępujące, ale z drugiej strony skoro nauczyła się jeździć czymś tak wielkim, potem żadne auto nie sprawiało już jej kłopotu. Co ciekawe, Michelle wspominała też, że ten van to był pierwszy taki zakup rodziców. Wcześniej Richard Feynman miał bardzo pragmatyczne podejście do samochodów – weź garść kasy, wybierz używane auto w tym budżecie, nie przejmuj się kolorem, byleby było sprawne, bierz, a będziesz tym jeździć potem przez milion lat” – tak podobno mawiał.

Bus i bębniarze

Niewiele można przeczytać o wersji silnikowej „Vana Feynmana”, za to jego losy aż do dziś są pełne zwrotów akcji i niesamowitych przygód. Na zdjęciach widać choćby naklejkę „Tuva or Bust”, która związana jest zarówno z samym Feynmanem, jak i z tym, co działo się z jego pojazdem po śmierci fizyka. Feynman oprócz fascynacji nauką (bycia domorosłym piromanem i nałogowym naprawiaczem radioodbiorników) był też pasjonatem sztuki. Wiadomo, że malował, ale znacznie więcej osób kojarzy go z muzyką. Feynman grywał regularnie na bębnach.

Miał też jedną, ogromną fascynację muzyczno-etnograficzną, a wszystko zaczęło się od kolekcji znaczków pocztowych, które otrzymał w dzieciństwie. Jego uwagę najmocniej przykuły trójkątne kolorowe znaczki z Republiki Tuwy. Przez kolejne lata ta tajemnicza kraina wchłonięta przez potężny Związek Radziecki stała się jego obsesją. Fascynował go zwłaszcza śpiew gardłowy. Wielokrotnie też występował z podaniem o zezwolenie na odwiedzenie Tuwy, niestety sowieci pozostawali nieugięci i zezwolenie wydali dopiero, gdy siedemdziesięcioletni fizyk był już na skraju wyczerpania chorobą nowotworową. Nic dziwnego więc, że do Tuwy nie pojechał, ale Tuwa przybyła do niego… niestety już po śmierci.

Gweneth Feynman zgodnie z życzeniem męża sprzedała wyjątkowego vana koledze noblisty, członkowi jego projektu muzycznego, reżyserowi filmowemu Ralphowi Leightonowi. Ralph wykorzystał ten zdobiony diagramami pojazd najlepiej jak umiał – do wożenia muzyków z Tuwy, którzy przybyli na tournée po USA. W ten sposób oddał też hołd zmarłemu przyjacielowi. No a potem zrobił z vanem coś, co spotyka wiele cząstek na poziomie kwantowym – pozwolił mu rozpadać się powoli i wrastać w jakiejś szopie w Pasadenie. Znaczy kwanty nie wrastają w szopach w Pasadenie, żeby była jasność, chociaż z drugiej strony… kto je tam wie, one mogą wszystko.

Xbox Big Bang Van

Po kilku latach statycznego wrastania van został wypatrzony i wytargany przez Seamusa Blackleya. I to też jest niesamowita sprawa, bo Seamus to nie jest jakiś przeciętny typek z Kalifornii, który hobbystycznie restauruje stare samochody. Otóż Blackley, niedoszły fizyk kwantowy, uważany jest za ojca Xboxa. To on jako twórca gier, no i gość, który potrafił zauważyć co się święci w świecie gamingowym, tuż przed premierą PlayStation 2 należał do zespołu, który w Microsofcie miał odpowiadać za „uratowanie” firmy przed „zmiażdżeniem jej” przez domowa mini stację, która może zastąpić komputer (tak, PS2 była tak właśnie pozycjonowana). I to on podsunął plan na Xboxa.

Richard Feynman

Van Feynmana. Źródło: RM Sotheby’s

W 2012 roku, gdy będąc już nie tylko specem od gier i platform, faktycznie zajmował się hobbystycznie restaurowaniem starych, włoskich samochodów i jeden z jego znajomych dał mu znać o ciekawym vanie wrastającym w pobliżu, Seamus niewiele myśląc udał się do tego miejsca. Gdy zobaczył, że chodzi o legendarny, uznawany wówczas za zaginiony samochód Feynmana, postawił sobie za punkt honoru uratować to niesamowite auto i przywrócić je do świetności.

Michelle, córka Feynmana ze swoimi dziećmi przy legendarnym busie po odnowieniu. Źródło: archiwum rodzinne.

I znów: niewiele wiadomo o samej mechanice. Wygląda na to, że ludzie ze świata gier i fizyki nie roztrząsają takich detali, natomiast chętnie pokazywane są zakulisowe prace nad odświeżeniem lakieru i malowania. Diagramy musiały zostać namalowane na nowo, ponieważ stare były już w opłakanym stanie, ale ekipa dołożyła wszelkich starań, by wyglądały tak samo autentycznie – trochę koślawe, z widocznymi pociągnięciami pędzla… Czyli tak, jak zrobili to Feynmanowie za pierwszym razem.

Córka Feynmana Michelle była zachwycona efektem prac. Przyjechała na prezentację wraz ze swoimi dziećmi, które mogły dzięki temu jeszcze lepiej poczuć wyjątkowość ich dziadka.

Sheldon i rzadka okazja, by zobaczyć wnętrze vana Feynmana. Kadr z Teorii wielkiego podrywu.

Chwilę po ukończeniu renowacji bus stał się bohaterem popularnego serialu o nerdach (no bo jakże by inaczej), czyli Teorii wielkiego podrywu. Odcinek warto obejrzeć w całości, dodam tylko, że – tradycyjnie – powiela stereotypy o mózgowcach i ich umiejętnościach w pracach takich jak choćby zmiana koła…

Uwaga, spoiler.

Bus jest obecnie eksponatem prezentowanym okazjonalnie na wystawach poświęconych samemu Feynmanowi, jak tez ogólnie rozwojowi elektrodynamiki kwantowej, a Seamus Blackley walczył (jak na razie bezskutecznie) o to, by ten wspaniały pojazd stał się jednym z eksponatów w Smithsonian Institute.

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy – dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to