Nowy Lexus ES trafi na rynek w przyszłym roku, ale już teraz możemy pokazać jego zdjęcia i coś o nim opowiedzieć.

Pamiętam moje pierwsze odczucia po ujrzeniu w salonie pierwszych sztuk Lexusa ES obecnie oferowanej generacji. Był to czas, gdy oferowano jeszcze ostatnie sztuki GS-ów – w warunkach europejskich traktowanego czasem jak poprzednika ES-a, w praktyce jednak zbyt różnego auta, by móc oba modele stawiać obok siebie, pomimo przynależności do jednego segmentu.

Wsiadłem sobie do GS-a… potem do ES-a… i poszedłem porozmawiać z kolegą-handlowcem. Ten, widząc moją minę, skwitował krótko: W GS-ie czuć piniondz. I nie dało się z tym sprzeczać – choć GS jest samochodem mniejszym (krótszym, z mniejszym rozstawem osi, mniej przestronnym szczególnie na tylnej kanapie), to robił po prostu znacznie lepsze wrażenie od ES-a.

Później jednak Lexus zabrał się za poprawianie przednionapędowego ES-a

Obecnie to auto robi już znacznie lepsze wrażenie niż te kilka lat temu (szczególnie pod względem odczuć z wnętrza pojazdu, związanych z jakością materiałów), nadal jednak trudno powiedzieć, by był to samochód odpowiedni dla wszystkich tych, którzy wcześniej jeździli GS-ami. Ot – zbyt różne koncepcje, ja do dziś zdecydowanie wolę GS-a.

I nie wygląda na to, bym swoje zdanie zmienił po ujrzeniu nowej generacji Lexusa ES

Nowy samochód ma oczywiście kilka detali i cech, które mi się podobają, ale ma też – o zgrozo – całkiem sporo takich, które mi tu nie leżą.

nowy Lexus ES

nowy Lexus ES

Zacznijmy od stylistyki: ta wygląda jak pomieszanie elektrycznej Toyoty bz4X i wodorowej Toyoty Mirai z generycznym chińskim sedanem. Niektóre przetłoczenia wyglądają dziwnie (maska wygląda, jak pognieciona kartka), na dodatek mamy tu jeszcze dwa przeklęte trendy, które cały czas nie chcą odejść: po pierwsze nisko umieszczone reflektory z przodu (po co? Toż to sedan, nie SUV), a po drugie… literoza. Lexus ma w mojej opinii jeden z najbardziej udanych logotypów w motoryzacji, a ta banda konsumentów kaiseki czy unagi uznała, że zostawi tradycyjny znaczek jedynie z przodu i na środku felg, natomiast z tyłu i na kierownicy (!!!) będą napisy LEXUS.

Z tyłu na dodatek podświetlany na czerwono, zapewne jako element świateł pozycyjnych lub trzecie światło stop. No ja przepraszam, ale to wygląda karygodnie. To wygląda okropnie. To wygląda jak wzięte ze Skody. Nie to, żebym miał jakąś awersję co do Skody, ale gdybym chciał mieć coś, co ma fragmenty wyglądające jak ze Skody, to bym kupił Skodę. Ciekawostką jest natomiast fakt, że Lexus najwidoczniej trochę się wycofał z promowania kamer zastępujących lusterka boczne (w obecnie oferowanej generacji kamery są opcjonalne) – na wszystkich grafikach prasowych widać tradycyjne lusterka.

nowy Lexus ES

Hybrydy będą mieć z przodu dodatkowy wlot powietrza nad tablicą rejestracyjną.

Auto wyraźnie urosło. Nowy Lexus ES ma 5140 mm długości (o 165 mm więcej niż dotychczas), 1920 mm szerokości (+55 mm) i 1555 mm wysokości (aż o 110 mm więcej niż obecna generacja!). Znacznie powiększono też rozstaw osi – konkretnie o 80 mm, do poziomu 2950 mm. Dzięki temu podróżni jadący z tyłu będą mieć ogrom miejsca na nogi – już w powoli schodzącym z rynku modelu tego miejsca jest prawie tyle, co w limuzynie LS, a nowy Lexus ES dorzuci tu dodatkowe 77 mm przestrzeni między rzędami siedzeń.

Wnętrze pozostawia nawet bardziej mieszane uczucia

Z przewagą tych negatywnych, przy czym powodem tejże przewagi nie jest bynajmniej stylistyka – choć i tak pięknie to tu nie jest (za to nie ma takiego misz-maszu jak w obecnie sprzedawanym Lexusie ES). Chodzi – ooooczywiście – o zredukowanie liczby fizycznych przycisków czy pokręteł. Owszem, jest ich jeszcze kilka, np. na boczkach drzwi czy tunelu centralnym, ale większość to panele dotykowe. Tu należy jednak na chwilę przystanąć: producent twierdzi, że te przyciski – wykonane w technologii zwanej Hidden Tech – mają dawać odczuwalne wrażenie ich wciskania, co każe mi podejrzewać, że to rozwiązanie podobne w użyciu do haptycznych przycisków z Audi. Do kompletu mamy jeszcze przełącznik kierunku jazdy wyglądający, jakby nikomu się zwyczajnie nie chciało go projektować. Ot, kawałek plastiku. Pozostawiono też mylące wiele osób nietypowe klamki, a raczej przyciski do otwierania drzwi od środka.

Z pewnością najwięcej dyskusji wzbudzi jednak ekran centralny, który już seryjnie będzie mieć 14 cali przekątnej… ale w lepiej wyposażonych wariantach będzie zdublowany. Tak właśnie: zdublowany, a nie pojedynczy, ale dwukrotnie większy.

nowy Lexus ES

Warto zwrócić uwagę na dostępne nowe kolory wnętrza, szczególnie zieleń. Nie jestem fanem tego odcienia, bo kojarzy mi się dosyć medycznie, ale podejrzewam, że może być zaskakująco popularny, i to niekoniecznie wśród lekarzy, którzy stanowią sporą grupę odbiorców Lexusów.

Do wyboru hybryda i dwie wersje elektryczne

W Europie – w tym i w Polsce – nowy Lexus ES będzie oferowany w wersjach: 300h, 350e oraz 500e. Pierwsza z nich to tradycyjna hybryda typu zamkniętego, nadal korzystająca z 4-cylindrowego, 2,5-litrowego silnika benzynowego. Łączna moc układu wyniesie tu 201 KM, czyli o 17 KM… mniej, niż obecnie. Nowością będzie u nas dostępność napędu AWD w hybrydzie (zapewne korzystającego z dodatkowego silnika elektrycznego przy tylnej osi), choć standardem będzie oczywiście napęd na przednie koła. ES 350e otrzyma 224-konny silnik elektryczny napędzający przednie koła, natomiast ES 500e będzie oferować dwa silniki o mocy systemowej równej 343 KM – tu oczywiście będą napędzane wszystkie cztery koła.

Warto zwrócić uwagę, że wersje elektryczne – nawet jednosilnikowa 350e – mają większe hamulce niż hybrydy.

Tutaj ES 500e.

Mało? Można się wybrać na wschód – tam będzie w sprzedaży także Lexus ES 350h, który również będzie mieć silnik 2.5, ale moc układu wzrośnie z 201 do 247 KM. Najciekawsze w gamie jest jednak nie to, a fakt, że ES 300h na niektórych rynkach otrzyma silnik… 2-litrowy, przez co moc systemowa będzie tu wynosić 197 KM. Ta odmiana będzie dostępna wyłącznie z napędem na przednie koła. W Polsce hybryda z dwulitrówką nie będzie oferowana.

nowy Lexus ES

Lexus podał również czasy sprintu do 100 km/h poszczególnych odmian. Będzie to, odpowiednio,

  • 9,4 s dla ES-a 300h z silnikiem 2.0,
  • 8,3-8,5 s dla ES-a 300h z silnikiem 2.5,
  • 7,8-8,0 s dla ES-a 350h,
  • 8,9 s dla ES-a 350e,
  • 5,9 s dla ES-a 500e.

Co z zasięgiem? W przypadku wersji hybrydowych jeszcze nie wiemy, w przypadku elektrycznych niby wiemy (685 km dla 350e, 610 km dla 500e; w obu przypadkach na 19-calowych felgach), ale nie ma się co do tej informacji przywiązywać – podane wartości dotyczą chińskiego cyklu pomiarowego CLTC, który nie jest w naszych warunkach szczególnie miarodajny.

Bagażnik będzie mieć około 500 l pojemności.

Do oficjalnej informacji prasowej wkradła się też ciekawa informacja, której z chęcią będę wypatrywać w innych miejscach w sieci

Otóż napisano tam, że nowy Lexus ES będzie pierwszą generacją w historii tego modelu, który otrzyma wielowahaczowe tylne zawieszenie. Jest to bzdura, bzdura, bzdura i jeszcze raz bzdura. Owszem, ma ono inną konstrukcję niż choćby w obecnie oferowanych autach – zrezygnowano bowiem z konstrukcji wykorzystującej wahacze wleczone mocowane do samochodu (są za to wahacze półwleczone mocowane do ramy pomocniczej). Nie jest to jednak pierwszy ES z zawieszeniem wielowahaczowym z tyłu.

Bazowe, 18-calowe felgi z oponami 235/60.

Tu 19-calowe (235/55).

Masa własna nowego auta niestety wzrosła, ale przy tak dużej różnicy w rozmiarach zewnętrznych było to chyba nieuniknione. W przypadku wersji hybrydowych różnice nie są jednak jakieś porażające – siódma generacja ES-a waży od 1680 kg w górę, ósma – od 1785 kg w górę (choć ta wartość dotyczy z pewnością hybrydy 2.0). Hybryda z silnikiem 2.5 będzie mieć co najmniej 1820 kg, a wersje elektryczne – 2105 do 2185 kg (ES 350e) lub 2205-2285 kg (ES 500e).

Jeden z dwóch wzorów felg 21-calowych.

Tu drugi.

Zależnie od wersji silnikowej i wyposażeniowej, oferowane będą felgi 18-, 19- lub 21-calowe (brak informacji o 20-calowych). Koła będą relatywnie duże – nawet w przypadku felg 21-calowych komfort jazdy powinien być wystarczający ze względu na całkiem spory profil opon (rozmiar: 235/45R21).

Jest jeszcze za wcześnie, by cokolwiek mówić o cenach

Jestem co prawda całkiem pewien, że one też niezbyt mi się spodobają, ale będą zapewne dosyć uzasadnione, biorąc pod uwagę znaczne unowocześnienie auta i ceny aut konkurencji. Lexus ES 7. generacji kosztuje obecnie bez rabatów od 271 tys. zł w górę (rok modelowy i rok produkcji 2025), natomiast auta z wyprzedaży poprzedniego rocznika oferowane są za 209 tys. zł lub więcej, zależnie od wersji.

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy – dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to