Dziś praktycznie każdy nowy model samochodu musi mieć baterie. Tyle, że – jak się okazuje – mogą mieć one różne zastosowania.

Ostatnimi czasy Nissan nie próżnuje. Japoński (acz złośliwi mogliby nazwać go francusko-japońskim) producent pokazał niedawno kilka ciekawych konceptów. Choć w sumie „ciekawe” może tu oznaczać tyle, co „niepokojące”, jak choćby w przypadku grzebiącego pasażerom w głowach Hyper Tourera. Teraz do serii Hyper dołącza jej ostatni element – ekstremalny Hyper Force.

Nissan Hyper Force

Nissan Hyper Force Concept to zapowiedź kolejnego GT-Ra

Nie, nikt nie mówi tego oficjalnie, ale wszystkie znaki są więcej niż jasne. Po pierwsze – sylwetka z ogromnym tylnym skrzydłem i poczwórnymi, okrągłymi tylnymi światłami dość wyraźnie nawiązuje do legendarnej „Godzilli”. Po drugie – kierowca będzie mógł wybrać jeden z dwóch trybów jazdy: GT (Grand Touring) i R (Race). Po trzecie – biało-czerwone LED-y pośrodku agresywnie stylizowanego frontu Hyper Force’a wyglądają jak celowo „wypikselizowane” logo GT-R. Do tego wszystkiego dochodzą drzwi otwierające się niczym skrzydła motyla i wnętrze przywołujące na myśl film „Tron”, oczywiście z ekranami do obsługi wszystkiego i wolantem zamiast kierownicy. Całość stoi na ogromnych kołach z felgami z kutego karbonu.

Nissan Hyper Force

Nissan Hyper Force oczywiście ma być elektryczny

Tak, jak w pozostałych prototypach z serii Hyper, tak i tu za napęd ma odpowiadać system e-4ORCE, składający się z dwóch elektrycznych silników przekazujących napęd do wszystkich czterech kół. Z małą różnicą: otóż w Hyper Force ma on generować aż 1000 kW, czyli 1341 KM. Przy czym nie jestem pewien, czy słowo „aż” ma tu zastosowanie – bitwa producentów na moce silników weszła już w tak absurdalne rejony, że taki wynik wkrótce będzie kwitowany wzruszeniem ramion.

Kluczowym elementem „wtyczkowozu” jest akumulator trakcyjny. Tutaj mają zostać zastosowane baterie typu solid-state, czyli takie, gdzie energia jest magazynowana w stałych elementach ceramicznych i polimerowych. Oczywiście wchodzenie ich do masowej produkcji idzie dosyć opornie, ale Nissan Hyper Force też raczej nie spieszy się z wjazdem do cennika, więc nie róbmy zagadnienia. Czasy jeżdżących prototypów są już daleko za nami, teraz pokazuje się wizje przyszłości, która może kiedyś nadejdzie, a może nie. Masz, zachwycaj się, a potem idź wynająć jakieś „rozwiązanie dla osobistej mobilności” czy coś takiego.

Nissan Hyper Force

Dobra, ale co tu robią te miecze świetlne?

Przynajmniej jeśli żyjesz w Europie. Bo jeżeli jesteś mieszkańcem Japonii, Nissan ma dla ciebie bardziej realne rozwiązanie. Choć też zawiera akumulator.

Nissan Caravan MyRoom to absolutne przeciwieństwo Hyper Force’a

Przede wszystkim istnieje naprawdę.

Jest oparty na szóstej już generacji modelu Caravan, na innych rynkach znanego jako Urvan. U nas nazwa Caravan kojarzy się raczej ze starszymi Oplami w wersji kombi lub pojazdami branży funeralnej (w sumie na jedno wychodzi), ale Urvany pojawiały się czasem na polskich drogach. Generacja N350 niestety nie zawitała już do Europy, m.in. ze względu na wymogi dotyczące bezpieczeństwa, których van z kabiną wysuniętą przed przednią oś nie jest w stanie spełnić. Nie oszukujmy się jednak – to właśnie takie nadwozie jest idealną bazą na campervana. A tym jest Caravan MyRoom.

Jak wiadomo, campervan od „pełnoprawnego” kampera różni się brakiem przeróbek samej struktury nadwozia, co wpływa na nieco mniejsze możliwości aranżacji wnętrza. Często brakuje tu np. toalety czy kuchenki – i tak właśnie jest w Caravanie MyRoom. Ale i tak zastosowane rozwiązania robią tu ogromne wrażenie. Tył kabiny nissanowskiego campervana możemy przekształcić w minisalon, jadalnię lub sypialnię. Ciekawie rozwiązano możliwość odwracania drugiego rzędu siedzeń – wystarczy unieść siedzisko i położyć oparcie, dzięki czemu zasadniczo zamieniają się one funkcjami – podobne rozwiązanie stosowane jest w niektórych japońskich pociągach. Do tego dostępne są dwie wersje łóżka: składane lub unoszone w całości i przypinane do prawej burty.

Wrażenie robi też samo wykończenie wnętrza. Okleina i żaluzje z jasnego drewna, spokojna, jasna kolorystyka tapicerki – wszystko to ma przypominać minimalistyczne pokoje w japońskich hotelach. Całości dopełnia wykończony fornirem panel z LED-ami na suficie i opuszczana roleta z tyłu. Co ciekawe, za możliwość zasilania zewnętrznych urządzeń elektrycznych odpowiada tu… przenośny zestaw baterii pozyskanych z elektrycznego Nissana Leaf. I takie wykorzystanie akumulatorów to ja rozumiem.

Nissan Caravan MyRoom to pełen oldschool

Z zewnątrz Caravan MyRoom wygląda niczym wyjęty wprost z facebookowej grupy Base Models Only. Czarne zderzaki i lusterka, gołe stalowe felgi – wszystko to podkreśla całkowicie użytkowy charakter tego busa. Producent ewidentnie wyszedł ze słusznego założenia, że brak zbędnego prestiżu pozostawia miejsce na znacznie istotniejsze rzeczy.

Za napęd odpowiada tu stary, dobry znajomy – dwulitrowy benzyniak QR20DE. Turbosprężarka? A gdzie tam. Bezpośredni wtrysk? Nigdy w życiu! Silnik generuje skromne 129 KM i 178 Nm, które za pośrednictwem 7-biegowego automatu wędrują na tylne lub – opcjonalnie – 4 koła. Ideałem byłaby możliwość montażu instalacji LPG – niestety, jednostki te nieszczególnie lubią się z gazem. Szkoda, gdyż wtedy wycieczka na łono natury, do czego według producenta ma służyć ten pojazd, byłaby nie tylko przyjemna i relaksująca, ale też niedroga. Ale i tak Caravan MyRoom jest dużo fajniejszy od Hyper Force’a.

Choćby dlatego, że istnieje naprawdę.

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy - dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to