Rok 2025 dla Astona Martina jest dość trudny. Prognozy finansowe są nie najlepsze, akcje marki na giełdzie spadają coraz bardziej, sprzedaż w USA przez cła wygląda coraz gorzej, w Formule 1 pomimo ogromnych nakładów notują kolejny kiepski sezon, zajmując w klasyfikacji konstruktorów na ten moment dopiero 7. miejsce. Brytyjczycy liczą, że nowy Aston Martin DB12 S trochę poprawi sytuację.
Motosport to kwestia poboczna, ale można być lekko zaniepokojonym obserwując sytuację marki z Gaydon. Szkoda, bo ich samochody są niczego sobie. To samo można powiedzieć o nowym wariancie produkowanego od dwóch lat modelu DB12, z dorzuconą literą S. Tym samym Aston Martin rozszerza gamę tych wzmocnionych modeli, gdzie dostępne są już Vantage S i DBX S.
Nie zepsuto ładnego projektu – prawie
Różnice względem bazowego DB12 są skromne, ale nie na tyle, by nie dało się ich dostrzec. Przykładowo z przodu dostrzeżemy nowy splitter, a emblemat „S” na boku jest subtelnym dowodem na to, że to nie bazowy wariant. Z tyłu zamontowano nową lotkę, ale najłatwiej zauważyć nowy układ wydechowy o charakterystycznym, pionowym ułożeniu końcówek.
Ogółem zmian nie ma wiele – i słusznie. Bo choć Aston Martin DB12 wygląda jak mocno zmodernizowany DB11, to pozostaje przepięknym coupe (lub kabrioletem, jeśli mówimy o odmianie Volante). Nie powiem jednak, żeby z mojej strony dostali oklaski za ten nowy wydech – ale na tle udanej reszty auta to jednak drobiazg.
W ramach linii DB nigdy dotąd nie oferowano tak mocnego auta
Wciąż znajduje się tutaj podwójnie doładowane V8 o pojemności 4 litrów pochodzące z Mercedesa-AMG. O ile jednak standardowy Aston Martin DB12 osiąga 680 KM i 800 Nm, to wariant S jest odrobinę mocniejszy, wyciągając z silnika M177 równe 700 KM. 20 KM więcej to niewiele, ale to wystarcza by objąć koronę najmocniejszego Astona DB w historii.
Cała moc trafia na tylną oś poprzez ośmiobiegowy automat ZF, który doczekał się poprawionego oprogramowania, skracającego czas zmiany biegów o 50 proc. – do 120 ms. Przełożenia skrzyni są takie jak w bazowym DB12, ale przełożenie główne skrócono o 13 proc., by poprawić dynamikę auta. Trudno jednak i tu mówić o kolosalnej różnicy, ponieważ sprint do 100 km/h w eSce trwa 3,4 s (3,5 s w Volante), czyli o… 0,1 s szybciej niż w DB12 bez-S. Prędkość maksymalna wynosi 325 km/h – tutaj zmian nie ma.
Diabeł tkwi w szczegółach
Dynamika na prostej nie poprawiła się może w znacznym stopniu, ale wiele uwagi poświęcono podwoziu. Inżynierowie zastosowali amortyzatory Bilstein DTX, usztywnili tylny stabilizator, zmienili też geometrię zawieszenia. Popracowano także nad układem kierowniczym i mechanizmem różnicowym, a wspomniany nowy splitter ma poprawić docisk.
W standardzie znajdują się karbonowo-ceramiczne hamulce o średnicy tarcz 410 mm z przodu i 360 mm z tyłu. Zdaniem producenta taki zestaw jest lżejszy o 27 kg od konwencjonalnego układu. Zmiany w układzie jezdnym uzupełnia skalibrowany na nowo układ CBC (od corner braking control), który zwiększa stabilność samochodu podczas hamowania w zakrętach.
W opcji można zamówić tytanowy układ wydechowy, który jest lżejszy od seryjnego o 11,7 kg, a także głośniejszy o 1,5 dB. Przy założeniu, że klient taki wydech zamówi, łącznie mówimy więc o oszczędności na poziomie ok. 39 kg – czyli auto waży teraz (czy raczej: może ważyć) 1750 kg jako coupe i 1860 kg w wersji Volante. Chciałem to porównać do masy BMW M2, ale Naczelny krzyczy mi przez ramię, że jego Ford Galaxy też waży 1,7 tony i że w sumie to jest prawie jak Aston.
Wnętrze jest takie jak było, tylko bardziej
Jest skóra. Jest włókno węglowe. Jest alcantara. Jest też metalowe czerwone pokrętło do wyboru trybu jazdy.
Klient może zdecydować się na jeden z trzech rodzajów wykończenia wnętrza. Do wyboru będą: skóra z alcantarą, skóra półanilinowa lub skóra półanilinowa z alcantarą.
Astona DB12 S można już zamawiać
Pierwsze egzemplarze trafią do klientów na początku przyszłego roku. Ceny DB12 S zaczynają się od ok. 220 tys. funtów – czyli o mniej więcej 20 tys. więcej niż w przypadku DB12 w 680-konnej wersji. Po przeliczeniu na złotówki byłoby to niespełna 1,1 mln zł, czyli mniej więcej tyle, ile Porsche liczy sobie za 911 GT3 – tyle że 911 GT3 nie jest grand tourerem, a 911 Turbo S jest o niemal 300 tys. zł droższe.
Choć mam słabość do Porsche, to chyba wybrałbym Astona za prezencję i brzmienie
Wersja S to dowód na to, że produkt skończony i kompletny – Astona DB12 – da się uczynić jeszcze bardziej kompletnym. Auto nadal jest piękne, do tego powinno lepiej się prowadzić – czego chcieć więcej? Może jedynie więcej Astonów na drogach, bo choć Porsche też robi świetne auta, to chciałoby się widzieć na drogach trochę większe zróżnicowanie.
A jakby jeszcze pod maską było V12, to już w ogóle byłby cud, miód i orzeszki.
Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy – dzięki!










