Po wycofaniu z rynku modelu GT-R, nie ma za bardzo czego szukać w Nissanie jeśli chodzi o sportowe modele. O ile więc informacja, że Nissan Z właśnie przeszedł lifting, jest informacją dobrą, to trzeba tu dodać, że nadal nie będzie dostępny w Europie.

Modele Z – w Japonii znane jako Fairlady Z – mają równie barwną i bogatą historię, co Skyline’y GT-R i ich następca, GT-R (R35). Pokazany w 2022 r. Nissan Z świetnie nawiązuje do swego przodka z 1969 r., nic więc dziwnego, że marka chce podtrzymać zainteresowanie tym modelem, serwując dość wczesny lifting. Szkoda tylko, że poza importem prywatnym nadal takich aut nie zobaczymy w Polsce.

Drobna korekta stylistyczna sprawiła, że auto wygląda jeszcze lepiej

nowy Nissan Z lifting

Tak wygląda nowy Nissan Z. Ale czy coś im się tu czasem nie rozciągnęło w poziomie?

Z pasa przedniego zniknęło logo Nissana – zastąpiła je stylizowana litera Z. Mamy też nowy zderzak, mocniej nawiązujący do Nissana S30/Datsuna 240Z, jak również – jeśli dobrze widzę – odrobinę odświeżone reflektory.

Tak wygląda Nissan Z (RZ34) sprzed liftingu.

Nowością są też widoczne na renderze 19-calowe felgi, dotychczas nie był także dostępny kolor Unryu Green. W zamyśle ma on być współczesną interpretacją koloru Grand Prix Green z dawnych modeli, sprzedawanych jeszcze pod marką Datsun. Z tyłu zniknęła lotka z klapy bagażnika, co jest dość ciekawym zabiegiem. Z jednej strony linia auta jest dzięki temu czystsza, z drugiej – obecność tego spoilera nie była żadnym faux pas w stosunku do oryginału z końca lat 60., ponieważ wiele tych aut też miało fabryczne lotki – choć fakt, że nie wszystkie. Zabieg ten zastanawia też jednak w obliczu problemów ze stabilnością, z którymi zmagało się pierwsze Audi TT – dopiero dodanie takiego spoilera zlikwidowało problem. Czy zatem tutaj nie zajdzie sytuacja odwrotna? Oby nie.

nowy Nissan Z lifting

Tak wygląda tył  teraz.

A tu mamy auto sprzed modernizacji.

Przyznaję Nissanowi dużego plusa za to, że jakimś cudem jeszcze poprawił i tak świetny i oryginalny projekt. To zdecydowanie najładniejszy projekt w obecnej gamie tej marki, a nowy lakier jeszcze to podkreśla. Poza tym przeprowadzone zmiany z przodu mają się też przełożyć na lepszą aerodynamikę auta – może tylko o parę procent, ale zawsze coś. Co do wersji Nismo – póki co nie pokazano jeszcze jej odświeżonej wersji, ale wiadomo już, że wreszcie pojawi się też Nismo z manualną skrzynią biegów. I teraz wszyscy razem smutnym głosem: ale nie u nas. Poza tym, tak jak dotychczas będzie można kupić auto z dziewięciobiegowym automatem. Nie zmienią się też parametry jednostki VR30DDTT – w zwykłym Nissanie Z nadal będzie ona generować 405 KM i 475 Nm, a w Nismo – 425 KM i 541 Nm.

Ten 3-litrowy silnik znamy też m.in. z Infiniti Q50.

Popracowano także nad zmianami w ECU i sterowaniu przepustnicą. Celem było zapewnienie szybszej reakcji na dodanie gazu.

Zmiany nie ominęły układu jezdnego

Mamy tu nowe amortyzatory i lepsze zestrojenie zawieszenia. Co więcej, w Nismo pojawią się też nowe, większe hamulce – podobno mają pochodzić z modelu GT-R, ale to się potwierdzi (lub nie) po publikacji pierwszych zdjęć lub grafik z topową Zetką.

Trochę szkoda, że masa własna choć trochę nie spadła. Nadal wynosi 1604-1680 kg (w zależności od konfiguracji), ale okej, nie ma też co przesadnie narzekać. Bądź co bądź, mówimy o aucie z doładowaną V-szóstką, które może mieć skrzynię automatyczną i urosło w porównaniu z 370 Z o 14 cm.

Wnętrze bez zmian

Ta uwaga dotyczy zarówno samego projektu, jak i wyposażenia. Jak dotąd producent nie wspomniał nic na ten temat, z grafik też nie wynika, by miały się tu pojawić jakieś nowości. Trudno to traktować jako wadę, bo wnętrze Nissana Z jest naprawdę ładne – zwłaszcza z tapicerką w takim kolorze.

Odświeżone Zetki prawdopodobnie zaczną trafiać do klientów w tym roku

Ale nie wszędzie – przykładowo na rynku japońskim klienci będą musieli poczekać do lata przyszłego roku. Ceny? Pewnie będą odrobinę wyższe niż dotychczas, ale nie spodziewam się dużego skoku. W tej chwili w USA najtańszy Nissan Z kosztuje 42 tys. dol., natomiast Nismo jest o 20 tys. dol. droższe.

A my… my musimy obejść się smakiem.

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy - dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to