Nie wiem jak wy świętowalibyście swoje osiemdziesiąte urodziny, ale Brytyjczycy na przykład postanowili wsadzić z tej okazji elektryczne serce pewnej niespełna trzydziestoletniej kruszynie. Oto Kia Pride EV.

Kia Pride to takie południowokoreańskie Uno, siostra bliźniaczka Forda Festivy i Mazdy 121, pierwsze osobowe autko produkowane przez zakłady Kia po tym, jak w 1981 r. miłościwie panujący zamordysta zabronił krajowym firmom produkowania aut osobowych i nakazał wyłącznie klepanie ciężarówek i autobusów.

Kia Pride EV

Dumna i nudna

Pride z dumą podbijała serca osób poszukujących autka małego, miejskiego i po prostu budżetowego. W Polsce do dziś można jeszcze spotkać tu i ówdzie takie Prajdy, niekiedy nawet na „flagowych blachach”, co mogłoby świadczyć o tym, że to doskonałe grzybowe rydwany.

Brytyjski oddział KIA z okazji osiemdziesięciolecia działalności południowokoreańskiego konsorcjum postanowił nieco odświeżyć oblicze tego autka i przenieść je w XXI w. Zamiast przerabiać dzielnego i zdecydowanie „cold” hatcha jakim była pięciodrzwiowa wersja Kii Pride na potężnego crossovera, po prostu zrobiono swap na silnik elektryczny.

Z zewnątrz auto nie różni się niczym szczególnym, nie ma nowoczesnych przetłoczeń, dziwnych wlotów powietrza, nietypowych zagięć i  plastikowych dokładek w różnych miejscach. Dociekliwi dojrzą jedynie nowe źródła światła w przednich reflektorach, zapewne diodowe. W środku trudno też na pierwszy rzut oka dostrzec jakieś drastyczne modyfikacje.

Ot, zwykłe auto z lat 90. ze swoimi nudnymi plastikowymi pstryczkami i prostymi analogowymi zegarami. Jedynie kilka zielonkawych akcentów wywiedzionych z nowego elektrycznego modelu EV6 GT może dać do myślenia, że ktoś tu chyba zwariował. I zaiste…

Może i jest szalona, ale za to bez sensu

Wyobraźcie sobie, że ci szaleni Brytyjczycy chyba musieli pomylić herbaty, bo zamiast do elektrycznego silnika dokładać automatyczną skrzynię biegów, zostawili pięciobiegowego manuala. A ponieważ sam elektryczny motor ma więcej koni i większy moment obrotowy, to po prostu zakombinowali ze sprzęgłem. W ten sposób mamy cichego zabójcę grzybiarskich konkurentów, który bezszelestnie mknie ku najlepszym miejscówkom skrywającym wyborne okazy.

Kia Pride EV

Zamiast silnika benzynowego o pojemności 1324 cm³ o mocy 60-73 KM, ten nowy restomod ma teraz elektryczny motor o mocy 107 KM i momencie obrotowym sięgającym 234 Nm. Co za tym idzie, w swym najbardziej usportowionym z trzech dostępnych trybów ta elektro-Kijanka rozpędza się od 0 do 100 km/h w zaledwie 8 s, jeśli więc sąsiad grzybiarz też miałby Kię Pride, ale taką zwykłą, to już na tym etapie straciłby 4 sekundy do setki i pewnie pół koszyka prawdziwków.

Kia Pride EV

To z tej strony oglądają ją inni grzybiarze.

Kia Pride EV – jedyna taka

Dopiero wprawne oko upokorzonego oponenta dostrzegłoby poniewczasie, że ten elektryczny demon prędkości ma kolor spoza typowej gamy dostępnej niegdyś dla modelu – bo z okazji urodzinowej wymiany silnika Brytyjczycy przemalowali nadwozie na kolor perłowo biały, zyskała też wspomniane nowe, lepsze światła, zaś znaczek różni się odrobinkę – a dokładniej jedną literką na końcu, przez co widnieje tam nazwa „Pridev”, oczywiście od „Pride” i „EV” – zresztą to „ev” ma nawet inny kolor.

Czy Kia Pride EV (Pridev…) wejdzie do jakiejś specjalnej oferty sprzedażowej? Oczywiście nie, to tylko ciekawostka i zabawa z konwencją.  Jest to też pewnego rodzaju kontynuacja podobnych projektów przygotowywanych przez firmę-matkę – Hyundaia. Nie wiem, czy wiecie, ale Hyundai w 2021 r. pochwalił się pomysłem na odświeżenie wizualno-silnikowe starego dobrego Pony, jak i Grandeura, przy czym Koreańczycy byli wówczas zdecydowanie mniej zachowawczy, niż brytyjscy koledzy z oddziału Kia. Tym niemniej fajnie, że powstała.

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy - dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to