Amerykanie się srożą i pomstują, Japończycy będą musieli porzucić jedną tradycję, by utrzymać drugą, a do Tesli można zamontować z sukcesem stację dyskietek, chociaż nikt nie wie po co, a niektórzy nawet nie wiedzą, co to jest dyskietka. Zapraszamy!
Od 2027 r. zaostrzenie unijnych przepisów o indywidualnym dopuszczeniu do homologacji
Nadchodzą zmiany w przepisach, regulujących dopuszczanie do homologacji pojazdów sprowadzonych indywidualnie, które nie spełniają unijnych wymogów. Skala nie jest jakaś ogromna, bo mowa o kilku tysiącach importowanych i rejestrowanych w ten sposób samochodów rocznie, ale mimo to Unia zamierza uszczelnić system. Głównym powodem jest chęć ograniczenia chińskiej ekspansji, ale rykoszetem obrywają też sprowadzane z USA gargantuiczne pickupy o chromowanym grillu wielkości basenu do futbolu amerykańskiego (Jankesi posłużą się wszystkim, byle nie systemem metrycznym). Producenci amerykańscy już wnieśli skargę przed srogie oblicze swojego wspaniałego prezydenta, utyskując na tak okrutne pogwałcenie swobodnego handlu. Tylko jak tu uzasadnić dostarczenie nalotem dywanowym kilkuset ton demokracji?
Chevrolet Camaro powróci (hurra!) jako czterodrzwiowy sedan (łeee)
Nowy model, mający debiutować w przyszłym roku, będzie bazował na platformie Alpha 2 z tradycyjnym układem tylnego napędu, współdzielonej z Buickiem i Cadillakiem CT5. Produkcja ma ruszyć pod koniec 2027 roku w fabryce GM w Lansing Grand River, tej samej, w której powstawał poprzedni model. Silniki nie zostały jeszcze potwierdzone, ale platforma jest znana z możliwości pomieszczenia wszystkiego, od turbodoładowanych silników czterocylindrowych po również doładowane silniki V8. Narzekających na czterodrzwiowość dotychczasowego dwudrzwiowego fastbacka/coupe powinna uciszyć porzucona póki co możliwość nadania legendarnej nazwy jakiemuś korporacyjnemu bateriowozowi o kształcie inspirowanym zakalcowatym bochnem chleba.
Sprzedaż bateriowozów w Niemczech wyższa niż modeli benzynowych
I to nie byle jak wyższa, bo w chłodnym księgowym ujęciu marzec 2025 to 42 521 sprzedanych egzemplarzy samochodów z napędem elektrycznym, a w marcu 2026 to już 70 663 tychże. Stanowi to imponujący wzrost o 66 proc. rdr, ale niech miłośnicy kiwania się pod ładowarkami schłodzą entuzjazm swoich ogniw. Wyjaśnieniem tego pozornego fenomenu jest powrót od 1 stycznia 2026 dopłat do pojazdów elektrycznych, a więc stymulowanie rynku znów odbywa się na koszt podatnika. Ogólny udział bateriowozów w ogólnej puli 294 161 wszystkich sprzedanych samochodów wynosi 24 proc., a więc mniej więcej tyle, ile na początku XX wieku. Wszystko już było, rzecze filozof. Dodatkową łyżką piany gaśniczej w tej beczce elektrolitu jest rosnący udział chińskich marek i tu już naprawdę nie wypada się Europejczykowi z czegokolwiek cieszyć.
Toyota zamierza otworzyć nową fabrykę w Japonii, ale potrzebuje importowanej siły roboczej
Japoński sektor motoryzacyjny zatrudnia obecnie około miliona osób, z czego około 9 proc. pochodzi z zagranicy. Odsetek ten wzrósł ponad dwukrotnie, z około 4 proc. w 2008 roku do około 9 proc. w 2023 roku, ale wzrost w tym tempie nie wystarczy. Bez szybszego wzrostu, branża może nie osiągnąć celów produkcyjnych. Zamknięcie na przybyszów z zewnątrz – określanych raczej pejoratywnym mianem „gaijin” – ma w Japonii wielowiekową tradycję, ale aby utrzymać krajową produkcję na poziomie około 8 milionów pojazdów w roku 2040, odsetek pracowników zagranicznych będzie musiał wzrosnąć do około 27 proc. Na każdy dziesięcioprocentowy spadek produkcji samochodów w Japonii, PKB kraju spada o prawie 1 procent. Prezes Toyoty, Akio Toyoda, zapowiedział z samurajskim zawzięciem: „Utrzymamy krajową produkcję bez względu na wszystko”.
Korporacyjna chciwość ukarana – John Deere oberwał po Excelu
Firma Deere & Company, lepiej znana jako John Deere, zawarła ugodę w celu rozwiązania pozwu zbiorowego, który toczył się w Illinois. Sprawa dotyczy wieloletnich skarg na ograniczenia dostępu do narzędzi i informacji naprawczych. John Deere przeznaczy 99 milionów dolarów na fundusz ugodowy, a pieniądze zostaną przekazane „członkom grupy zgodnie z zatwierdzonym przez sąd planem dystrybucji i wykorzystane na pokrycie kosztów administracyjnych i prawnych”. W pozwie zarzucano, że Deere niezwykle utrudniał – albo wręcz uniemożliwiał – naprawy, chyba że były wykonywane przez autoryzowanych serwisantów. To rzekomo podnosiło koszty napraw i wydłużało czas oczekiwania.
Oprócz rekompensaty finansowej, ugoda oznacza, że Deere „będzie wspierać klientów i innych dostawców usług, zapewniając im dostęp do zasobów naprawczych, w tym narzędzi, instrukcji obsługi i oprogramowania diagnostycznego”. Jednak agencja Reuters podała, że jest to wymagane tylko przez 10 lat w ramach proponowanej ugody. Dobre i to, a raz otwartej furtki do normalności nie da się tak łatwo zamknąć ponownie.
W Tesli da się zamontować stację dyskietek
Młodszym czytelnikom należy się wyjaśnienie – ikona „Zapisz” wzięła swój wygląd od dyskietki. Dyskietka to archaiczny rodzaj nośnika danych, mający postać prostokątnego płaskiego pudełka, zawierającego krążek z tworzywa sztucznego, pokrytego warstwą magnetyczną. Pojemność pojedynczej dyskietki wynosiła 1,44 MB dla popularnego swego czasu rozmiaru 3,5 cala. Czytnik takich właśnie nośników zamontował z sukcesem pewien posiadacz Tesli, niejaki Oleg Kutkov. Co więcej, udało mu się odtworzyć fragment pliku mp3 na samochodowym systemie audio. Było to możliwe bez żadnych poważnych modyfikacji dzięki temu, że system rozrywkowy w Teslach oparty jest na systemie Linux – a jądro tegoż systemu do dziś obsługuje stacje dyskietek. Efekt widoczny jest na poniższym filmiku:
I tym historyczno-nerdowskim akcentem kończymy ten odcinek. Na produkty Johna Deere trzeba mieć odpowiednie areały, na bateriowóz dużo wolnego czasu i nudne życie, amerykańskim pickupem nie ma gdzie zaparkować w Europie bez zajmowania co najmniej trzech miejsc. Pozostaje więc czekać na nowe Camaro, któremu w robieniu „łutututu” nie będzie przeszkadzać druga para drzwi.




