Mercedes GLE od ponad dekady reprezentuje segment SUV-ów klasy wyższej. Obecna druga generacja jest na rynku od 2019 roku, trzy lata temu przeszła już modernizację. Wydawałoby się, że to dobry moment na wprowadzenie następcy, ale Niemcy uznali, że jeszcze nie czas na to – w zamian pokazali GLE po drugim liftingu.

Jak można było oczekiwać, auto upodobniono wizualnie do nowszych modeli Mercedesa. Oznacza to przede wszystkim dużo, a właściwie bardzo dużo gwiazd Mercedesa, które upchnięto w przednich i tylnych lampach oraz na nowym grillu.

Mercedes GLE lifting

Mercedes GLE AMG-Line. Na grillu umieszczono ponad sto trójramiennych gwiazd Mercedesa.

Jednocześnie Mercedes pokazał też poliftowe GLE w odmianach AMG – 53 oraz 53 Hybrid. W ich przypadku zrezygnowano z widocznej wyżej osłony chłodnicy na rzecz lubianej Panamericany.

Mercedes GLE lifting

Mercedes-AMG GLE 53 Hybrid

Mercedes GLE lifting

Zmiany dotknęły oczywiście również wariant zwany Coupe, choć tu zrezygnowano z blendy łączącej tylne lampy.

Mercedes GLE lifting

(szkoda, że nie da się wstawić zdjęcia w spoiler)

Nie ukrywam, że moim zdaniem lifting ten nie należy do szczególnie udanych. Nie żebym spodziewał się czegoś innego po ostatnich wyczynach Mercedesa, ale jednak w innych modelach nie ma się wrażenia, że zapatrzyli się za bardzo w ciągnik siodłowy Actros. Tyle dobrze, że GLE AMG jest nieco bardziej wyględne.

Sześć cylindrów to podstawa

Jedną z największych zmian jest zniknięcie z gamy silnikowej wariantów czterocylindrowych: 350, 300 d, 350 de, 350 e i 400 e. Teraz podstawowymi odmianami są 450 4MATIC oraz 350 d 4MATIC. W obu przypadkach oznacza to trzylitrowe jednostki R6, gdzie wersja benzynowa osiąga 381 KM i 560 Nm, z kolei wysokoprężna – 286 KM i 650 Nm. Wyżej znajdują się PHEV 450 e (326 KM z silnika spalinowego oraz 184 KM z jednostki elektrycznej) oraz diesel 450d (367 KM i 750 Nm).

U szczytu gamy „nie-AMG” znajduje się GLE 580. Znajdziemy tu nową, czterolitrową V-ósemkę z wałem korbowym typu flat-plane, która debiutowała już w klasie S. Dla przypomnienia, osiąga ona maksymalnie 537 KM oraz 750 Nm.

Do wyboru będą też dwie hybrydy sygnowane logo AMG. Pierwsza to miękka hybryda o oznaczeniu 53, osiągająca 449 KM i 640 Nm. Chętni na więcej muszą sięgnąć po plug-ina 53 Hybrid – tutaj do dyspozycji jest dodatkowo 135-konny silnik elektryczny, dzięki któremu systemowo auto osiąga 585 KM i 750 Nm.

Najsłabszy z wariantów po liftingu – 350 d 4MATIC – jest w stanie osiągnąć setkę w 6,6 s i rozpędzić się maksymalnie do 230 km/h. Obie wersje AMG rozpędzą się maksymalnie do 250 km/h, przy czym pierwszą setkę osiągną po 4,9 (53) lub 4,5 s (53 Hybrid). Póki co nie wiadomo nic na temat ponownego wprowadzenia do gamy ośmiocylindrowych wariantów AMG – jeśli komuś zależy na ośmiu garach, musi wybrać GLE 580.

Wśród trzech tysięcy zmian jest nowe wnetrze

nowy Mercedes GLE

Tak jak w klasie S, Mercedesowi GLE zafundowano trzy wyświetlacze. Wszystkie z nich mają przekątną 12,3 cala. Wykorzystywany jest najnowszy system multimedialny MB.OS wykorzystujący wsparcie sztucznej inteligencji. Dostępne są też nowe aplikacje, jak np. Meetings from Teams, co pozwoli prowadzić wideokonferencje w samochodzie – to na wypadek, gdybyście po wyjściu z pracy uznali, że za mało Wam pracy i chcielibyście jeszcze trochę popracować zdalnie.

Samochód niedługo będzie można zamawiać

Nie są jednak jeszcze znane ceny. Obecnie startują z poziomu 390,3 tys. zł za SUV-a oraz 464,8 tys. zł za SUV-a Coupe. Z uwagi na zmiany oraz wyłączenie z gamy wariantów czterocylindrowych, należy się spodziewać wzrostu cen.

Wolałbym się spodziewać zmian na lepsze w stylistyce, ale na to to sobie jeszcze chyba poczekam kilka lat.

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy - dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to